Jezusowe błogosławieństwo odnosi się do tych, którzy w świecie nie rozpychają się łokciami.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5, 5).

Jest to trzecie z ośmiu błogosławieństw w Ewangelii według św. Mateusza, pominięte przez św. Łukasza, który zresztą zna tylko pięć błogosławieństw (Łk 6, 20-23). Najczęściej nie zastanawiamy się nad nim dłużej, może i dlatego, że związek między „cichością” a „posiadaniem ziemi” wydaje się nam raczej niezrozumiały. Ale ostatecznie wszystkie błogosławieństwa są na swój sposób paradoksalne, ponieważ ogłaszają szczęśliwymi właśnie tych, nad którymi wszyscy „normalni” ludzie przywykli się litować.

Zacznijmy jednak od stwierdzenia, że tak naprawdę nie wiemy, co znaczy w tym błogosławieństwie słowo „cisi”. Warto więc wyjaśnić, że w oryginalnym greckim tekście Ewangelii występuje tu w liczbie mnogiej przymiotnik prays, który znaczy tyle co „miękki, łagodny, ustępliwy, zgodny”. Jezus niewątpliwie zaczerpnął to zdanie z 37. psalmu, gdzie w polskim przekładzie czytamy: „pokorni posiądą ziemię” (Ps 37, 11). Określenie przetłumaczone tu jako „pokorni” to po hebrajsku anawim, a więc właśnie „ulegli, ustępliwi, posłuszni”, a wreszcie również „pokorni”.

Użyte w Ewangelii słowo jest zatem w swoim znaczeniu bliskie hebrajskiemu, chociaż język grecki zazwyczaj inaczej określa pokorę. Najłatwiej się o tym przekonać zaglądając do Listu do Efezjan, gdzie znajdziemy takie oto polecenie św. Pawła: „Zachęcam was (…), abyście postępowali w sposób godny waszego powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości” (Ef 4, 1-2; por. bardzo podobny tekst Kol 3, 12-13, gdzie też „pokora” występuje obok „cichości”). Otóż słowo greckie, tłumaczone jako „pokora” to tapeinofrosyne, co znaczy mniej więcej „pokorne myślenie” (gr. tapeinos = pokorny, gr. froneo = myśleć, zamierzać, dążyć), natomiast „cichość” to rzeczownik praytes utworzony od znanego nam już przymiotnika prays, a zatem coś w rodzaju „ustępliwości”, „uległości”, „skłonności do zgody”.

Najsłuszniej byłoby zatem powiedzieć, że mamy tu niejako dwie postaci pokory, jedną wewnętrzną, ukrytą w naszym sercu, drugą zaś wyrażającą się w zewnętrznej postawie i działaniu. Dlatego też Jezus u św. Mateusza mówi o sobie, że jest prays (postawa zewnętrzna) i pokorny (tapeinos) sercem, oraz wzywa wszystkich, by Go w tym naśladowali (Mt 11, 29-30). A Jego błogosławieństwo odnosi się do ludzi, którzy potrafią nie dopominać się o swoje, nawet słuszne, prawa, mówiąc zaś obrazowo – nie rozpychają się łokciami. To oni są owymi „cichymi”, jak ich określa polski przekład.

I teraz dopiero występuje w całej ostrości paradoks tego błogosławieństwa, zwłaszcza gdy je odczytujemy w naszym dzisiejszym świecie, gdzie rządzi – jeśli, na szczęście, nie zawsze przemoc – to zazwyczaj siła i bogactwo, gdzie wydaje się to jedyną drogą do zapewnienia sobie szczęścia i powodzenia. A tymczasem nasz Pan tym właśnie, co świadomie taki sposób postępowania i myślenia odrzucają, obiecuje, że „posiądą na własność ziemię”. Takie są bowiem prawa Królestwa Bożego.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź”, nr 8/1999.