Jak znaleźć czas na modlitwę w zabieganym świecie?

Warszawa to miasto, które wiecznie się spieszy. Tu nawet nie wypada się nie spieszyć. Dla wielu zapracowanych warszawiaków zagonienie nie jest jednak efektem mody (bo tak wypada się prezentować), lecz po prostu faktem wynikającym z codziennych zobowiązań. Zwłaszcza rodzice małych dzieci muszą być mistrzami w zarządzaniu własnym czasem. Nie wolno im stawiać zarzutu, że zawsze mają za mało czasu, aby wszystko zrobić tak jak trzeba.

Dotyczy to także modlitwy. Są sytuacje życiowe, w których po prostu nie daje się zrobić wszystkiego, co by się chciało zrobić. Wtedy zbawienne staje się poczucie obowiązku modlitwy. Zapewnia ono bowiem utrzymanie, choćby na minimalnym poziomie, osobistej duchowej więzi z Bogiem.

Modlitwa w codzienności

W książeczce „Szare a piękne” poświęconej teologii codzienności rozróżniam za Karlem Rahnerem „modlitwę w codzienności” i „modlitwę codziennością”. Ta pierwsza to modlitwa w sensie ścisłym, ta druga to duchowa sztuka dostrzegania głębszego, Bożego wymiaru wszystkich spraw życia codziennego. Codzienność może stać się podobieństwem modlitwy, gdy poprzez nią „będziemy mówić do Boga, gdy będziemy Go w niej odnajdywać, gdy będziemy ją Mu ofiarowywać, gdy będziemy samych siebie w całości oddawać Bogu. Modlitwa codziennością to ofiarowywanie Bogu swojej pracy, swoich relacji z innymi ludźmi, swojego odpoczynku. Chodzi zatem o to, aby całe życie stało się modlitwą bez słów… Chodzi o swoistą modlitwę nieustanną”. Jednak modlitwa codziennością nie wystarcza. Potrzeba czasu danego specjalnie Bogu.

Przebieranie palcami po węzełkach czotki pozwala zachować wewnętrzne skupienie

W odnajdywaniu choćby strzępów takiego czasu pośrodku zabieganego życia niezwykle pomocne mogą być współczesne środki komunikacji. Dla mnie przed kilku laty niezwykłym odkryciem była pod tym względem aplikacja „Pismo Święte” na smartfona umożliwiająca zarówno noszenie stale ze sobą tekstu całej Biblii, jak i prosty dostęp do pełnej wersji brewiarza. Autorowi tej (darmowej!) aplikacji, Przemysławowi Bierutowi, niech będą dzięki! Zabawne, że w sklepach internetowych można ją czasem odnaleźć np. w kategorii „Styl życia i zdrowie”… W sumie zresztą nie jest to całkiem takie głupie. Wiara to przecież nie akceptacja teoretycznych prawd, lecz relacja z Bogiem, specyficzny sposób życia. A modlitwa pomaga utrzymać duchowe zdrowie. Wszystko się więc zgadza!

Dzięki takiej i podobnym aplikacjom podręczny smartfon – urządzenie, z którym się niemal nie rozstaję i z którego niemal stale korzystam! – może pełnić także funkcję książeczki do nabożeństwa. Odpada wymówka, że nie ma na to czasu, że drukowany brewiarz jest ciężki i niewygodny, że trzeba w nim dużo szukać i stale wertować strony, itd. itp. Wszystko jest pod ręką – i już tylko ode mnie zależy, czy zaglądam do smartfona w poszukiwaniu wiadomości, mejli lub aktualnych newsów ze świata, a może i zwykłej rozrywki, czy też bezpośrednio otwieram się na kilka minut na głębszy wymiar rzeczywistości.

Smartfon jako urządzenie, które tkwi w rękach niemal wszystkich ludzi dokoła, pozwala też zachować dyskrecję niezbędną w modlitwie. Odmawianie brewiarza z telefonu zewnętrznie niczym się nie różni od używania go choćby do gier czy celów biznesowych. Modlitwa nie jest więc wtedy ostentacyjna. Pozwala zaś, jak zawsze modlitwa, wypełniać serce Bożą Obecnością, odnawiać świadomość, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). A to wszystko może dziać się w metrze, na przystanku tramwajowym, podczas drobnej przerwy w pracy, prawie wszędzie.

Chodzić w Obecności

Są też bardziej klasyczne sposoby wplatania modlitwy w powszednie wydarzenia dnia. Mnie osobiście najbardziej przydaje się modlitwa Jezusowa. Po pewnym czasie jej praktykowania odruchem staje się – w drodze do zaparkowanego gdzieś dalej samochodu, w czasie przechodzenia z miejsca na miejsce na kolejne spotkanie, w komunikacji miejskiej, w chwili spaceru, ale i w innych okolicznościach – sięganie po czotkę i powtarzanie słów „Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznym”.

Przebieranie palcami po węzełkach czotki to taka dyskretna zewnętrzna czynność, która pozwala zachować wewnętrzne skupienie. Różne są sposoby odmawiania tej modlitwy. Ja najczęściej albo staram się powtarzać cykle po 33 wezwania uzupełnione „Ojcze nasz” (odczytuję to jako próbę zjednoczenia z ziemskim życiem Jezusa i z Jego oddaniem Ojcu), albo pozwalam modlitwie płynąć w nieskończoność.

Pięknie jest chodzić w Bożej Obecności, ale trzeba się też przy tej Obecności specjalnie zatrzymać

Bardzo ważne są dla mnie powtarzane słowa. Przypominają one o świętości Boga i mojej grzeszności. Nie ma w tym nic z samobiczowania się. Pozwalają mi one odzyskać równowagę duchową, mam bowiem skłonność (dość chyba w ogóle typową dla ludzi, a w szczególności dla tego gatunku ludzi, jakim są publicyści), by narzekać na innych, by winnych wszelkiego zła widzieć wyłącznie poza sobą. Gdy tak idę ulicami miasta – rozczarowany życiem, zmęczony ludźmi, naładowany złością na innych i niedobrymi wiadomościami, przejęty własną rzekomą wyjątkowością – słowa „zmiłuj się nade mną, grzesznym” stawiają mnie do pionu.

Ale najważniejsze jest coś jeszcze istotniejszego – chodzenie w Bożej Obecności, świadomość, że On jest tuż obok na ulicach wiecznie spieszącego się miasta. Że jeśli tylko chcę, to mogę być jeszcze bliżej Niego – jeśli znajdę czas tylko dla Niego.

Ale najczęściej nie znajduję. I znów przypomina mi się wtedy Karl Rahner, który pisał w książce „O możliwości wiary dzisiaj”: „Bądź dla mnie miłosierny, Panie. To nie od Ciebie uciekam, uciekając od modlitwy, lecz od tego, co jest wciąż mną. To nie Twojej nieskończoności i świętości próbuję ujść – gdy uchodzę – lecz pustkowiu, którym jest rynek mojej własnej duszy. Rynek, po którym muszę błąkać się i obijać, ilekroć wyrwę się światu, a nie umiem, nie potrafię przedrzeć się dalej, aż do »miejsca świętego« mego wnętrza. Miejsca, gdzie znalazłbym już tylko Ciebie, gdzie tylko do Ciebie bym się modlił”.

Pięknie więc jest chodzić w Obecności, ale to nie wystarczy – trzeba się też przy tej Obecności specjalnie zatrzymać… Wiem jak to trudne i wiem, jak bardzo warto się starać o taki czas specjalnie dla Niego. Jest o co się starać. I jest dla Kogo.

Fragmenty tekstu Modlitwa człowieka aktywnego” opublikowanego w 34. numerze czasopisma „Teofil” redagowanego przez dominikańskich kleryków.