Chleb z czystej mąki, który „z wielu ziaren pszenicznych się rodzi”, jest tu, przy ołtarzu, a nie przy mównicach polityków czy mikrofonach dziennikarzy.

Istota przesłania dzisiejszej przypowieści (Mt 13,24-43) kryje się w zakazie, jaki gospodarz wydaje swoim sługom. Gdy ci chcą iść i wyplewić pole z chwastu, ten im tego stanowczo zabrania i pozwala zachwaszczonemu polu rosnąć bez plewienia aż do żniw. Zrazu wydaje się to nielogiczne. Chwast zabiera słońce, wodę, przestrzeń, w której zboże mogłoby się dobrze rozwijać. Dlaczego gospodarz nie pozwala na wyrwanie chwastu? Aby rolnicy „zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy”. Skąd brało się takie niebezpieczeństwo?

W polskiej tradycji biblijnej, która początek bierze od ks. Jakuba Wujka, przypowieść ta nazywana była przypowieścią o kąkolu. Pod osłoną nocy przychodził nieprzyjaciel i siał kąkol między pszenicą. Dlaczego kąkol? Ks. Jakub Wujek wyjaśniał: „Kąkol oznacza tu trawę w pierwszym okresie rozwoju do pszenicy podobną”. Nie wiem, czy rzeczywiście kąkol jest tak bardzo podobny do pszenicy, by się pomylić, ale to właśnie o tę właściwość chwastu szło Jezusowi.

Nadgorliwość strażnika moralności, wszędzie tropiącego zło, może doprowadzić do zniszczenia tego, co dobre

Greckie słowo zizanion to polska życica roczna (Lolium temulentum), zwana też rajgrasem, trawa bardzo podobna do pszenicy, która bardzo łatwo pomylić w okresie wzrostu. Dla zrozumienia właściwego sensu przypowieści ważne jest także to, że wspomniana życica nie jest znowu takim banalnym chwastem. Jest bowiem potencjalnie bardzo trująca. Badania archeologiczne pokazują, że w czasach starożytnych aż 86% nasion życicy zarażonych było grzybem Stromatinia temulenta, który powoduje bóle głowy, ślepotę, a dawka 0,04 g zawartej w nim temuliny, która działa narkotycznie na centralny układ nerwowy, jest dla człowieka śmiertelna.

To właśnie prawdopodobnie z powodu trujących właściwości ks. Wujek zastąpił życicę bardziej popularnym w Polsce kąkolem. Przeczytałem, że nasiona kąkolu także zawierają substancje toksyczne (min. saponiny i agrosteminę) oraz są trujące dla ludzi oraz zwierząt hodowlanych (głównie koni, bydła i świń). Jeśli dostaną się do zboża przeznaczonego na przemiał, uzyskana z niego mąka będzie skażona i stanie się trująca, a pieczywo z niej wytworzone będzie miało nieprzyjemny, goryczkowaty posmak. Po jego spożyciu mogą pojawiać się wymioty, bóle głowy, łzawienie, podrażnienie błon śluzowych, kaszel, trudności w oddychaniu, a także zaburzenia w pracy układu moczowego. Również pasza zawierająca nasiona oraz ziele kąkolu polnego nie nadaje się dla bydła, koni i świń, gdyż może powodować u nich poważne zatrucia. Zagrożenie dla zdrowia ludzi może nawet stanowić spożycie mięsa zwierząt zatrutych kąkolem. Sprawa jest więc poważna.

Jak pisze ks. Wujek, „sianie kąkolu – właściwiej owej życicy – w cudzą rolę było na Wschodzie aktem zemsty”. Zresztą, nie tylko na Wschodzie i nie tylko w czasach biblijnych. Niemiecki biblista luterański, Johann Albrecht Bengel, w dziele pt. Gnomon Novi Testamenti, wydanym w roku 1741, przytacza wydarzenie, które miało miejsce w Anglii, gdzie na pole Gaddesby, w Leicestershire, sąsiad wysiał pomiędzy pszenicę trującą gorczycę polną, wspominaną zresztą przez Adama Mickiewicza jako „bursztynowy świerzop”, za co – oczywiście ów sąsiad, a nie Mickiewicz – został srodze ukarany. Z wyglądu piękne, a jakie trujące!

Tak czy inaczej – czy to będzie życica, czy też kąkol, czy nawet gorczyca – chodzi o taki chwast, który jest potencjalnie trujący, a który można skutecznie rozróżnić i oddzielić dopiero przy żniwach tak, by jednego nie wymłócić z drugim, a tym samym nie zatruć mąki na chleb. A chodziło o poważne niebezpieczeństwo. Greckie słowo zizanion, określające ten chwast, pochodzi od słowa zan, czyli „wymiotować”. Ceną było zdrowie, a może i życie zwierząt i ludzi.

Po tym nieco przydługawym botanicznym wprowadzeniu wymowa przypowieści wydaje się już jednoznacznie czytelna. Pomylenie dobra ze złem jest bardzo prawdopodobne, a odróżnienie jednego od drugiego czasami wręcz niemożliwe. Jeśli ocenę tego, co dobre a co złe, podejmie się zbyt pochopnie, konsekwencje mogą być bardzo daleko idące. Nadgorliwość strażnika moralności, który wszędzie tropi zło, może doprowadzić do zniszczenia tego, co dobre, a co tylko powierzchownie, zewnętrznie wyglądało niczym trujący chwast. Kto jest chwastem, a kto pszenicą, okaże się właściwie dopiero przy żniwach, a więc na Sądzie Ostatecznym. Być może ci, którzy kreowali się na pszenicę, okażą się chwastem, a ci, których braliśmy za trujący kąkol, okażą się pszenicą. Każdy inny sąd będzie mniej lub bardziej sądem dokonanym po pozorach.

Ci, którzy kreowali się na pszenicę, mogą ostatecznie okazać się chwastem, a uważani za trujący kąkol – pszenicą

Św. Jan Chryzostom w komentarzu do Ewangelii wg św. Mateusza pisze, że „kłamstwo przychodzi po prawdzie”, „fałszywi prorocy przychodzą po prorokach, fałszywi apostołowie po apostołach, antychryst po Chrystusie”. „O ile Diabeł nie widzi czegoś do naśladowania albo na co mógłby zrobić zasadzkę, nie podejmuje żadnej próby” – pisze Chryzostom. Taka jest metoda diabła: naśladować prawdę, imitować ją, kłamstwo uprawdopodobnić podobieństwem do prawdy. Czyż nie tym jest tak popularna dzisiaj post-prawda i fake news? Kiepskie kłamstwo jest jak sztuczny miód i wyrób czekoladopodobny, które to towary niektórzy z nas pamiętają jeszcze z dawnych czasów. Niestety, mimo tego, że szybko się je demaskowało, dawały poczucie zaspokojenia, a może nawet smakowały. Kłamstwo ma to do siebie, że potrafi przekonująco udać prawdę.

Ale są rzeczy poważniejsze od banalnego fake newsa, którego prawdziwość łatwo zweryfikować. Trzeba to jasno powiedzieć, że tak jak w dzisiejszej przypowieści jest z zasiewem – niestety – może być także z Ewangelią, która bywa instrumentalnie wykorzystywana, a jej wymowa zniekształcana. Dzisiaj postawą chrześcijańską niejednokrotnie chce się nazwać postępowanie, które tylko z pozoru jest podobne do Ewangelii, a w gruncie jest jej zaprzeczeniem. Podobne bywa do pszenicy, a jest trującym chwastem.

W niejednych ustach pełno Boga i tzw. wartości chrześcijańskich, a za grosz Ewangelii i miłości bliźniego. Diabeł bywa doskonałym imitatorem, ale chleb, który wypieka – choć może wyglądać na dobrze wypieczony – jest trujący. Chleb z czystej mąki, który „z wielu ziaren pszenicznych się rodzi”, jest tu, przy ołtarzu, a nie przy mównicach polityków czy mikrofonach dziennikarzy. Oni mają własne, doczesne interesy, które rzadko wykraczają poza horyzont kadencji. I własny chleb, który – powiedzmy sobie szczerze – szybko czerstwieje. A tu chodzi o zbawienie ludzi i o pokarm, który musi starczyć na żywot wieczny.

I tu pierwotnie pierwotnie miało się kończyć dzisiejsze kazanie. Ale przed kilkoma dniami wszedłem w Londynie na Primrose Hill. Jest tam wyryty w kamieniu cytat z Williama Blake’a: „Rozmawiałem z duchowym słońcem. Widziałem je na Primrose Hill” (I have conversed with spiritual sun. I saw him on Primrose Hill). I przypomniałem sobie słowa Pisma: „A słońce jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi”. Nie pozbawiajcie tego słońca nikogo, nawet tych, co do których macie może nawet prawie pewność, że są chwastem. Oni też mają prawo do słońca.