Podziwialiśmy Jana nie tylko za to, co zrobił, ale jakim był człowiekiem, księdzem, przyjacielem. Kochaliśmy go!

Dziś skończyłby 40 lat – przeżył ich zaledwie 38. Ks. Jan Kaczkowski, bo o nim mowa, urodził się 19 lipca 1977 roku. W swoim za krótkim życiu dokonał tak wiele, że starczyłyby na co najmniej dwa długie życiorysy. A przecież podziwialiśmy Jana nie tylko za to, co zrobił, ale jakim był człowiekiem, księdzem, przyjacielem. Kochaliśmy go!

Sama jestem bardzo wdzięczna za jego niezwykle ważną obecność w moim życiu. Z ogromną wdzięcznością myślę dziś również o Państwu Helenie i Józefie Kaczkowskich – bez takich rodziców nie byłoby takiego syna.

ks. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska – Żyć aż do końca

ks. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska – Żyć aż do końca. Instrukcja obsługi choroby

Miałam przywilej uczestniczyć w 36 urodzinach Jana. Byłam wtedy w Pucku – nagrywaliśmy rozmowy do naszej drugiej książki „Żyć aż do końca. Instrukcja obsługi choroby”. Dołączyłam do załogi puckiego hospicjum w życzeniach, a jako prezent podarowaliśmy Janowi czerwone wino – było to, zdaje się, włoskie Amarone. Wieczorem była pyszna kolacja, przygotowana przez bratową Jana, na polu namiotowym na Helu i nocne Polaków rozmowy. Po powrocie do hospicjum, chyba ok. 2 w nocy, zanim weszliśmy do budynku – Jan zaproponował, byśmy poszli jeszcze w to miejsce hospicyjnego ogródka, gdzie specjalnie na jego prośbę zasiana została maciejka – pachniała cudownie. Pozaczadzaliśmy się tym zapachem, po czym każdy poszedł do siebie – ja mogłam spokojnie spać do śniadania. Jan wstawał w nocy do umierającego.

W następnym roku na urodziny Jan dostał od współpracowników portret jednego ze swoich duchowych mistrzów Viktora Frankla – austriackiego psychiatry i psychoterapeuty, więźnia obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz, jednego z twórców humanizmu psychologicznego. To był pomysł asystentki Jana Agnieszki Lipińskiej, która wiedziała, jak wielką estymą Jan darzy Frankla. Ten podarunek sprawił mu ogromną radość.

Życie i umieranie Jana są dla mnie namacalnym dowodem na to, że – jak celnie ujął to właśnie Viktor Frankl – „Każdy ma w życiu swoje powołanie, właściwą misję. […] Dlatego nikogo nie można zastąpić ani też powtórzyć niczyjego życia. Zarówno zatem zadanie dla każdego z nas, jak i szansa jego wypełnienia są niepowtarzalne”. Słowa Frankla są przynaglającym wezwaniem, żeby tę niepowtarzalność odkryć i ją wypełnić. Jan to zrobił.

Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska, Szału nie ma, jest rak

Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska – Szału nie ma, jest rak

Kiedy mowa o Janie nie sposób nie wspomnieć puckiego Hospicjum pw. Św. Ojca Pio i jego wspaniałej załogi. W naszej pierwszej książce „Szału nie ma jest rak” Jan pisał: „I jeszcze serdeczna prośba do Państwa – czytelników tej książki. Wiem, że ona może nieco zgrzytać, ale umieszczam ją tutaj celowo. Robię to nie po to, żeby wyciskać łzy, ale dlatego, że hospicjum, które współtworzyłem, to moje życie. Proszę, zajmijcie się Puckim Hospicjum po moim odejściu. Wystarczy przekazać na nie jeden procent swojego podatku lub comiesięczną, cykliczną, nawet najskromniejszą wpłatę. A ja, jeśli będzie mi to dane, odwdzięczę się z tamtej strony”.

Przywołując Jana, nie można też nie wspomnieć pacjentów puckiego hospicjum i ich bliskich, a także wszystkich ludzi ciężko i śmiertelnie chorych. Jan nieustannie zwracał się do nich z czułością i pełnym nadziei przesłaniem: „Nie ma co udawać: choroba sprawia, że szału nie ma. Ale życie nadal trwa! Chodzi więc o to, aby wpłynąć na zmianę świadomości społecznej na temat choroby, także tej przewlekłej czy nieuleczalnej – bo również życie w chorobie może być intensywne!

Ciężko chory często musi zawiesić swoją działalność zawodową. Choroba jednak nie zwalnia z bycia człowiekiem, od którego wciąż wiele zależy, który ma drugiemu wiele do dania. Bo nawet człowiek najbardziej ogołocony ma innym coś do dania. Dawanie ma sens, bez względu na jakość. Nie oznacza to jednak – chciałbym tu być dobrze zrozumiany – rygorystycznego obowiązku. Człowiek ma prawo, a może również powinność powiedzieć: jestem bezsilny, nie daję rady. To nie ma nic wspólnego z szantażowaniem bezsilnością, przeciwnie i paradoksalnie, ta jego autentyczna bezsilność budzi u innych potencjał dawania. Dlatego mówię o powinności dawania do końca. Już sama nasza, teoretyczna nawet, gotowość dawania zazwyczaj zapładnia innych do dawania, ma moc wykrzesania z nich dobra”.

Zapraszamy do skorzystania z promocji z okazji 40. urodzin ks. Jana Kaczkowskiego. Tylko teraz jego książki wydane przez „Więź” w promocyjnej cenie -50%.