W pracach Wojtyły kobieta nie jest charakteryzowana jako podmiot dokonujący świadomych aktów.

W książce „Osob(n)a: kobieta a personalizm Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Doktryna i rewizja” Justyna Melonowska sprawia, że znana kobietom z doświadczenia narracja o kobiecej „osobności” staje się bardziej uchwytna. Filozofka pokazuje, jak łatwo Kościół katolicki zarówno przejmuje, jak i współtworzy stereotypy i arbitralne opinie na temat „kobiecej oryginalności” przeciwstawianej „męskiemu człowieczeństwu”.

Największym odkryciem Melonowskiej wydaje mi się pokazanie, że wizja kobiety u Jana Pawła II nie opiera się wyłącznie na dowartościowaniu poświęcenia się przez kobietę życiu rodzinnemu, lecz także na czymś naprawdę niebezpiecznym: na wypływającym wielokrotnie z pism papieża założeniu o różnicy w zakresie wolności między mężczyzną a kobietą, na niekorzyść kobiety. Melonowska cytuje następujące słowa z książki papieża „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, stanowiącej zapis tzw. katechez środowych z lat 1979–1984:

Justyna Melonowska, Kobieta a personalizm u Jana Pawła II

Justyna Melonowska, „Osobna kobieta a personalizm Karola Wojtyły Jana Pawła II. Doktryna i rewizja”, Difin, Warszawa 2016

„Szukanie ludzkiej tożsamości tego, który od początku jest «samotny», zawsze musi prowadzić przez dwoistość, «komunię», wspólnotę. Prowadzi ono – w świetle Rdz 2,23 – poprzez męskość i kobiecość […] jako dwa komplementarne wymiary samoświadomości i samostanowienia”.

Następnie filozofka komentuje:

„Coś albo jest samostanowieniem, albo nim nie jest. Jeśli zachodzi tu różnica pomiędzy płciami, to dalej zachodzi między nimi różnica wolności! Zatem przypisanie osobom różnego samostanowienia i różnej samoświadomości oznacza odejście od filozoficznego pojęcia osoby wypracowanego przez Karola Wojtyłę. […] Jeśli owa samoświadomość i samostanowienie, a zatem wolność, a zatem osoba jest inna w zależności od płci, to znaczy, że tylko jeden z tych bytów jest osobą. A zatem opis osoby zawarty w Osobie i czynie odnosił się tylko do mężczyzny bądź tylko do kobiety…” (s. 200).

Co się kryje za pięknymi słowami?

Dalsze analizy Melonowskiej prowadzą ją do potwierdzenia tezy, że to właśnie kobieta jest w oczach Jana Pawła II tą „niepełną” osobą, pozbawioną pełni samoświadomości i samostanowienia, podczas gdy filozoficzny termin „osoba” – oznaczający istotę wolną, rozumną i określającą się przez własne czyny – zaczyna się u papieża jawić jako synonim mężczyzny.

Proces wyciągania tego ograniczającego kobiety przekazu na światło dzienne może przedstawiać się wielu czytającym książkę Melonowskiej katolikom – a przede wszystkim katoliczkom – jako koszmar na jawie, ponieważ filozofka po mistrzowsku ukazuje ciemne oblicze papieskiej „teologii ciała” w drodze egzegezy takich tekstów Karola Wojtyły – Jana Pawła II, które na pierwszy rzut oka stanowią piękną, poetycko napisaną i głęboką intelektualnie lekturę konfesyjną. Znamienny jest tu zwłaszcza przytoczony przez autorkę długi fragment wspomnianej pracy „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, w którym Jan Paweł II ukazuje różnicę między samostanowieniem oraz samoświadomością kobiety i mężczyzny w kontekście pojęcia daru osobowego:

Poglądy papieża mogą również wpływać na politykę

„Rdz 2,23–25 pozwala wnosić, że kobieta, która w samej tajemnicy stworzenia «jest dana» mężczyźnie przez Stwórcę, zostaje – dzięki pierwotnej niewinności – «odebrana», czyli przyjęta przez niego jako dar. Tekst biblijny jest w tym miejscu całkowicie jasny i przejrzysty. Równocześnie zaś owo przyjęcie kobiety przez mężczyznę, sam sposób jej odebrania, staje się jakby pierwszym obdarowaniem tak, że dając siebie […], kobieta zarazem «odnajduje siebie» dzięki temu, że zostaje przyjęta, odebrana, i dzięki temu, jak zostaje odebrana przez mężczyznę. Odnajduje więc siebie w swoim własnym darze […] wówczas, gdy zostaje przyjęta tak, jak Stwórca chciał, czyli «dla niej samej» przez jej człowieczeństwo i przez jej kobiecość, gdy w tym przyjęciu zostaje zabezpieczona cała godność daru, sięgająca […] do osobowej głębi i do pełni posiadania siebie samej. Dodajmy, że takie odnajdowanie siebie w swym własnym darze staje się źródłem nowego dawania siebie”.

Justyna Melonowska zauważa, że o ile w tym papieskim opisie człowieczeństwa mężczyzny i człowieczeństwa kobiety mężczyzna spełnia skonstruowaną we wcześniejszych pracach Wojtyły definicję osoby – opartą przede wszystkim na osobistej sprawczości, „przyczynowaniu osobowym” – o tyle kobieta już nie jest przez papieża charakteryzowana jako podmiot dokonujący świadomych aktów. Jak pisze filozofka, „kobieta w obrazie Jana Pawła II nie «działa», ale raczej «coś się z nią dzieje»” (s. 208). Zamiast konsekwentnie stosować terminy wskazujące na świadomy czyn kobiety (jak np. „kobieta obdarowuje mężczyznę”), Jan Paweł II pisze, że kobieta jest „dana” mężczyźnie przez Boga, co de facto pokazuje, że ontologiczna sytuacja kobiety nie zależy od jej woli, lecz od Boga i od mężczyzny – tak jakby kobieta była małym dzieckiem, o którego sprawach decydują rodzice.

Polityczne konsekwencje?

Jestem przekonana, że poglądy papieża mogą również wpływać na politykę. Skoro polscy politycy i myśliciele konserwatywni mają zwyczaj bezkrytycznego odwoływania się do Jana Pawła II – i nie jest to uwaga dotycząca wyłącznie obecnego rządu i jego zaplecza ideowego, ale także wszelkich ugrupowań konserwatywnych mogących dojść do władzy w przyszłości – to można powiedzieć, że istnieje ryzyko, iż rezonujące w myśli Jana Pawła II założenie o niepełnej podmiotowości kobiety i kobiecym ciągłym powołaniu do „dawania siebie” (a więc do poświęcenia na rzecz innych) będzie jakoś odbijało się w decyzjach politycznych.

W wydanym przez konserwatywną „Teologię Polityczną” zbiorze rozmów „Trzeci punkt widzenia” filozof Dariusz Karłowicz naśmiewa się z uważania patriarchatu (którego konstytutywną cechą jest właśnie dyscyplinujące traktowanie kobiety nie jako osoby, lecz jako „osobnej”) za coś „najstraszniejszego”. Mówi, że „nowoczesna III RP szuka […] najstraszliwszej metafory na totalitaryzm. I co im wychodzi w tym akceptowanym, nowomodnym czy też dobrze ufryzowanym dyskursie? Wychodzi im, że totalitaryzm to jest seksizm, patriarchat. […] Wszystkie najstraszniejsze szatany są tutaj czynne”.

Konserwatywny rząd, uznający się (co znamienne w kontekście omawianych tu poglądów papieża na temat kobiet) za reprezentanta „katolickich wartości”, okazuje wyraźną niechęć wobec konwencji antyprzemocowej, która zakazuje ograniczania wolności kobiety „w życiu publicznym i prywatnym”. Rząd ten odmówił również w 2017 roku finansowania organizacji pomagających kobietom-ofiarom przemocy. Ta niechęć rządu wobec praw, które wspierają pełne samostanowienie kobiet, może być moim zdaniem uznana za daleki przejaw wciąż rezonującego w polskiej opinii publicznej poglądu – bezpośrednio przedstawianego przez „naszego polskiego papieża” Jana Pawła II – jakoby kobieta była podmiotem niepełnym, który zyskuje osobowość tylko w wyniku decyzji mężczyzny i której natura polega na nieustannym samopoświęceniu („Odnajdowanie siebie w swym własnym darze staje się [dla kobiety] źródłem nowego dawania siebie”…).

Słowa Jana Pawła II, że „kobieta jest często bardziej odporna na cierpienie niż mężczyzna”, Justyna Melonowska posępnie komentuje:

„Odporność na cierpienie nie jest kobietom wrodzona i nie stanowi ich istotowej charakterystyki, ale – o ile istnieje – jest nabyta przez wieki bólu i upokorzeń. Im to kobiety starają się dziś rzucić wyzwanie po to właśnie, by mniej cierpieć. Czy należy wnosić, że będą wówczas mniej kobiece?” (s. 259–260).

Te zdania pragnę zadedykować konserwatystom, których oczy błyszczą radością przynajmniej na myśl o symbolice, jaką niesie wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej.

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, lato 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

„Więź”, lato 2017

Kwartalnik „Więź”, lato 2017: Ojczyzna europejska