Prawdopodobnie nikt nie przyczynił się bardziej do dechrystianizacji sposobu myślenia Polaków w ostatnich latach niż prawicowe media i politycy żerujący na antyuchodźczej narracji.

Jacek Karnowski w tekście na łamach serwisu wPolityce.pl wskazał kolejnego wroga dzisiejszego obozu rządzącego: są nim „ludzie lewicy zakotwiczeni w Kościele”. Karnowski tłumaczy, czego chcą ci ludzie lewicy: „Chodzi o uderzenie w centralny punkt obozu Prawa i Sprawiedliwości: intensywnie przeżywaną relację z moralnością, Tradycją i Kościołem”. Tym uderzeniem w „intensywnie przeżywaną relację z moralnością” ma być program korytarzy humanitarnych.

Minister broni wartości chrześcijańskich przed… biskupami

Żeby zrozumieć, jak absurdalne są słowa redaktora naczelnego tygodnika „wSieci”, wytłumaczę najpierw (po raz enty…), czym są korytarze humanitarne.

To program bezpiecznego sprowadzenia najbardziej potrzebujących i zagrożonych uchodźców z przepełnionych obozów w Libanie. Bezpieczeństwo jest zagwarantowane zarówno od strony interesu państwa przyjmującego (przybysze są dokładnie sprawdzani przez liczne służby państwowe i międzynarodowe), jak również od strony przybywającego (trafia do Europy w sposób legalny i bezpieczny, samolotem, bez pośrednictwa przemytników, z wizą humanitarną). Państwo nie angażuje się finansowo w ten proces, ciężar utrzymania przybyszów biorą na siebie samorządy, organizacje pozarządowe, parafie i rodziny gotowe zaangażować się w proces witania i goszczenia przybyszów. Przyjmujący odpowiadają także za integrację swoich gości z kulturą kraju, do którego trafiają.

Od przyjęcia obcego, przybysza, uchodźcy zależy nasze życie wieczne

I właśnie ten projekt prowadzony jest we Włoszech (ze względu na swój sukces został on niedawno rozszerzony). Niedługo rozpocznie się we Francji, a zaawansowane negocjacje na jego temat toczą się w Hiszpanii. Dla jasności, mowa tu o pomocy zupełnie symbolicznej liczbie uchodźców. Do Włoch przez półtora roku trafiło 800 uchodźców, w sumie będzie to 1500. W Polsce jednak projekt ten nie zostanie zrealizowany, choć rekomendowała go Konferencja Episkopatu Polski w czerwcu zeszłego roku.

Dlaczego? Bo – według dobrze poinformowanych źródeł – minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak oznajmił biskupom, że rząd zamierza bronić wartości chrześcijańskich (przed samymi biskupami?!) i nie przyjmie tutaj uchodźców, gdyż część z nich byłaby muzułmanami. Minister mówił też publicznie, że polskie służby nie są w stanie zagwarantować bezpieczeństwa projektu. Innymi słowy: albo nasze służby są w tak fatalnym stanie, że nie umywają się do służb krajów południowoeuropejskich, albo rząd podjął polityczną decyzję o odrzuceniu propozycji biskupów i papieża Franciszka.

Moralność upartyjniona

Wobec oporu rządu Caritas Polska, która miałaby program korytarzy przeprowadzić, zmodyfikowała go. Dzisiaj proponuje się przyjazd maksymalnie 100 osób na leczenie w Polsce, które – zależnie od decyzji rządu – po powrocie do zdrowia miałyby wrócić do Syrii lub pozostać pod opieką rodzin i parafii w Polsce. Obecnie trwają rozmowy na ten temat.

Jacek Karnowski twierdzi zatem, że przyjęcie 100 chorych osób byłoby straszliwym ciosem wymierzonym w Prawo i Sprawiedliwość… W taki sposób redaktor naczelny „wSieci” upartyjnia moralność! Występuje jako obrońca rządu i jego pryncypiów, ale uważa humanitarną inicjatywę za kontynuację walki z rządem przez opozycję, za nową emanację protestów społecznych i spisków Unii Europejskiej wymierzonych w obóz rządzący. Karnowski ubolewa: „«Korytarze humanitarne» nie mają sensu w sytuacji, w której trwa intensywne polowanie na rząd”. Moralnie dobre jest to, co rządowi służy i go wspiera; a kto nie jest z nami – jest przeciwko nam.

Mamy bronić cywilizacji chrześcijańskiej, będąc mniej chrześcijańscy wobec bliźnich?

Jeszcze dalej idzie publicysta kierowanego przez Karnowskiego tygodnika Maciej Pawlicki. Wprost atakuje on kardynała Kazimierza Nycza i twierdzi, że korytarze humanitarne to współczesna wersja korytarza eksterytorialnego, którego Hitler zażądał od Polski w 1939 roku (sic!). Mówienie o korytarzach to dla Pawlickiego „jedynie kamuflaż prawdziwych intencji”. W istocie chodzi bowiem o tworzenie islamskich kalifatów w Europie. Polska musi się temu oprzeć, aby pozostać oazą dobrobytu, siły i nadziei. „O to jest ta wojna” – twierdzi Pawlicki. Chyba to miał też na myśli Karnowski, który swój tekst kończy: „w Polsce toczy się starcie nie tylko o przetrwanie i odrodzenie naszej Ojczyzny, ale także o coś znacznie ważniejszego”.

Prawicowi dziennikarze wskazali więc palcem na kolejnego wroga obozu rządzącego. Są nim wszyscy, którzy chcą zorganizowania w Polsce korytarzy humanitarnych. Przypomnę zatem, że chcą tego: papież Franciszek, Konferencja Episkopatu Polski, Caritas Polska, samorządy, liczne organizacje pozarządowe i wspólnoty kościelne.

Dla Karnowskiego i Pawlickiego wszystko jest polityką, także pomoc humanitarna. Najwyraźniej ich pogląd rzeczywiście podziela polski rząd, gdyż jak ognia boi się organizacji pozarządowych, które pomagają uchodźcom. Do tego stopnia, że zdecydował się je… wziąć głodem. Od półtora roku nie przydziela im bowiem europejskich pieniędzy, które w ten sposób przepadają.

Wartość najbardziej chrześcijańska

W kontekście powyższego trzeba spytać, z jakim Kościołem tak silną relację przeżywają Prawo i Sprawiedliwość i redaktor Karnowski. Jeśli chodzi o Kościół rzymskokatolicki (a także inne Kościoły działające w Polsce, które podpisały wspólne przesłanie w sprawie uchodźców), to ich nauczanie w tej kwestii jest jednoznaczne i opiera się na 25. rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza. Od przyjęcia obcego, przybysza, uchodźcy zależy nasze życie wieczne. Najdokładniej sprawę tę wyjaśnia dokument „Przyjęcie Chrystusa w uchodźcach i przymusowo przesiedlonych” Papieskiej Rady ds Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących z 2013 roku.

Wiemy więc, że prawicowi publicyści nie akceptują w tej sprawie Ewangelii i nauczania Kościoła. Niestety, nie akceptuje też stanowiska Kościoła większość społeczeństwa. Najbardziej szokujący wynik dało kwietniowe badanie CBOS, według którego aż 74 proc. społeczeństwa było przeciwne przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki, przy jedynie 22 proc. poparcia. Jeszcze we wrześniu 2015 roku mieliśmy 48 proc. przeciwników przyjmowania uchodźców przy 46 proc. jego zwolenników, od tego czasu te proporcje pogarszają się z badania na badanie.

Cóż to za moralność, dla której destrukcyjne jest uratowanie setki osób?

Te wyniki pokazują też jeszcze jeden fenomen, który warto sobie uświadomić. Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz napisała niedawno, że korytarze humanitarne „to islamska inwazja na Polskę przez katolickie zakrystie”. Uważam dokładnie odwrotnie: narastający opór przeciwko jakimkolwiek formom sprowadzenia do Polski uchodźców (nawet formom tak ograniczonym i bezpiecznym jak korytarze humanitarne) to przejaw odchodzenia polskich katolików od Ewangelii. Prawdopodobnie nikt nie przyczynił się bardziej do dechrystianizacji sposobu myślenia Polaków w ostatnich latach niż prawicowe media i politycy żerujący na antyuchodźczej narracji. Usiłują oni nam wmawiać, że obronimy cywilizację chrześcijańską przez to, że będziemy mniej chrześcijańscy w stosunku do bliźnich. Bodaj jedynie kwestia in vitro różni dziś w podobnym stopniu opinię społeczną od stanowiska Kościoła.

Chciałbym zatem spytać redaktora Karnowskiego: jakież są jego i polskiego rządu „moralność, Tradycja i Kościół”, skoro ratowanie setki osób byłoby dla nich destrukcyjnym „uderzeniem w centralny punkt”? Niech Pan opowie o swojej moralności i Kościele. Jeśli o chrześcijaństwo chodzi, to nic tak go nie wyróżnia od innych religii jak wezwanie Jezusa do miłości każdego bliźniego, także nieprzyjaciół.