Nie ma i nie może być definicji Królestwa Bożego. Mamy tylko konstytucję tego Bożego Państwa – błogosławieństwa. A ich też nie pojmę, dopóki nie zacznę nimi żyć.

Jezus nigdzie nie wyjaśnia, czym jest Królestwo Boże. Ale najpełniejszy wydaje mi się ten obraz. Oto gospodarz wyszedł wczesnym rankiem nająć robotników do pracy w swojej winnicy. Umawia się z nimi o denara za dzień pracy. Gospodarz wychodzi ponownie, tym razem około godziny trzeciej, później szóstej i dziewiątej, aż wreszcie pod sam koniec dnia, o godzinie jedenastej. Za każdym razem szuka robotników i za każdym razem ich znajduje. Najmuje wszystkich, stawka jest ta sama. Zawiera z nimi umowę, jak ze wszystkimi.

Gdy dzień się kończy, gospodarz się rozlicza. Wszystkim płaci po denarze. I tym, co pracowali dzień cały, pół dnia, godzinę tylko. Denar dla wszystkich. Ci, co pracowali od rana, są wściekli. To nieuczciwe – krzyczą. Tak, sprawiedliwość nie opisuje całkowicie Boga. On jest przede wszystkim wolny. I miłosierny.

Genialna jest ta odpowiedź Boga, który przechodzi ponad krzykliwość człowieka. Ponad wypominanie, ponad kurczowe trzymanie się tego, co mi się należy. Nikomu z robotników nie stała się krzywda, a każdy został doceniony. To jest logika zupełnie obca jakiejkolwiek utopii.

Trudno pojąć, czym jest Królestwo Boże. Z utopią jest prosto: to system społeczny, idealny ustrój. Z Królestwem Bożym jest zupełnie inaczej. Jest pełnym kłosem z przypowieści o cierpliwym rolniku i wysoką gorczycą, w której mogą się gnieździć ptaki – albo zaczynem zakwaszonego ciasta. Jest tu jakaś maleńkość, jakiś niepozorny początek. I wyczuwalna jest cała trudność, piętrzące się przeszkody. Nie ma pewności, że ziarno zakiełkuje. Jest za to przedziwna opowieść, która sięga do samego serca.

Wszystko, co głosi Jezus, to ukazanie Boga pełnego dobroci. Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Jezus nigdzie nie daje definicji Królestwa Bożego, bo język wykładu nie przystoi Synowi Bożemu. On daje przypowieści, a w nich najważniejsze jest doświadczenie. Tam, gdzie pojawia się słowo „grzech”, tam zaraz pojawia się i przebaczenie. Królestwo Boże jest tym, czego doświadczył Jezus. I jest w nim zawarta nieusuwalna – tak, nieusuwalna – sprzeczność. Że ono już jest i że dopiero nadchodzi.

Wciąż zastanawia mnie, dlaczego Jezus nigdzie nie definiuje Królestwa Bożego. Tyle mówi o nim, ale nigdzie nie ma konkretu. Zamiast definicji – same wywrotowe rzeczy. Utopii trzeba szukać – a u Jezusa Bóg sam znajduje ludzi; utopia jest gdzieś tam – a Jezus mówi, że Królestwo jest tu; w utopii doskonalimy się, rozwijając umysł – a u Jezusa doświadczamy przebaczenia, aby samemu przebaczać… Wszystko zdaje się być na opak. Nie tak, jak człowiek by pomyślał czy zaprojektował. Inaczej.

Nie ma i nie może być definicji Królestwa Bożego. Mamy tylko konstytucję tego Bożego Państwa – błogosławieństwa. A ich też nie pojmę, dopóki nie zacznę nimi żyć. I zrozumiałem, że Królestwo Boże to nie definicja, nie słowa, lecz obecność. Królestwo Boże jest tam, gdzie jest Jezus. On daje nam swoją zmartwychwstałą obecność.

To jest fragment tekstu opublikowanego w kwartalniku „Więź”, lato 2017.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

„Więź”, lato 2017

Kwartalnik „Więź”, lato 2017: Ojczyzna europejska