Dla niektórych to może drobiazg… Ale nie dla autora. I nie dla uważnych czytelników.

Dziś ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” mój artykuł o miesięcznicach smoleńskich.

Ucieszyłem się z tego zaproszenia, bo już od ponad półtora roku niczego nie popełniłem dla – bardzo ciekawie się obecnie rozwijającego – krakowskiego pisma. Temat też sformułowano interesująco (zanim inni zaczęli o tym pisać): czy ceremonie upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej należy traktować jako akt religijny, zwłaszcza w kontekście zaczerpniętych z kodeksu karnego zarzutów stawianych niektórym kontrdemonstrantom przez policję.

Artykuł opublikowano pod tytułem „Akt pseudoreligijny”. A na okładce numeru „TP” tekst ten zapowiadany jest pod hasłem „Miesięcznica to nie religia”.

Kłopot w tym, że oba te określenia pochodzą od redakcji i wypaczają przesłanie artykułu. Dla niektórych to może drobiazg… Ale nie dla autora. I nie dla uważnych czytelników. Kilku już się do mnie odzywało, zaskoczonych, że tytuł tekstu nie koresponduje z jego treścią.

Nie da się już oczywiście zmienić tytułu wydrukowanego w wersji papierowej. Kilka godzin temu poprosiłem redakcję „Tygodnika Powszechnego” o zmianę tytułu w wersji internetowej (tutaj) – i mam nadzieję, że to się dokona. Moja propozycja tytułu artykułu brzmiała po prostu: „Miesięcznica smoleńska jako akt religijny?”.

Żeby nie psuć Państwu lektury, więcej o treści tego tekstu pisać tu nie będę. Zachęcam do przeczytania, bez sugerowania się tytułem. A wszystkim wnikliwym czytelnikom, którzy zauważyli wspomnianą rozbieżność, serdecznie dziękuję.