Idąc śladami Williama Dalrymple’a przez współczesny Bliski Wschód, czytelnik zrozumie, że wspólnotę jego mieszkańców rujnują zmory nacjonalizmów, fanatyzmów i homogeniczności.

William Dalrymple, szkocki podróżnik i dziennikarz specjalizujący się w tematyce indyjskiej i znany w Polsce dzięki takim tytułom jak „Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach”, a także „Powrót króla. Bitwa o Afganistan 1839-42”, przedstawia się tym razem książką, która pozwala spojrzeć na wielowarstwową historię obszaru Turcji, Syrii, Palestyny i Egiptu z punktu widzenia późnoantycznego i wczesnośredniowiecznego chrześcijaństwa – religii, która powstała, rozwijała się i dojrzewała w rzeczywistości bliskowschodniej wspólnoty symboli i tradycji.

Autor dotyka tym samym najczulszego nerwu w dialogu chrześcijaństwa z judaizmem i islamem, mianowicie jedności tradycji. „Tak jak islamska forma modlitwy, z pokłonami i  biciem czołem, wygląda na wyprowadzoną ze starszej syryjskiej tradycji, jaką dotąd kultywowano w monasterze Mar Gabriela, tak jak architektura najwcześniejszych minaretów bez wątpienia wywodzi się od kwadratowych syryjskich wież cerkiewnych późnego antyku, tak korzenie muzułmańskiego mistycyzmu i sufizmu sięgają bizantyjskich świętych i ojców pustyni, którzy poprzedzali je na Bliskim Wschodzie” – pisze Dalrymple w książce „Ze świętej góry”, wydanej u nas nakładem Oficyny Literackiej Noir sur Blanc.

Dzięki głębokiej erudycji i fascynującej wyobraźni pisarza przed oczami czytelnika wyrastają ukryte w górach „niczym gniazda os” pustelnie eremitów, potężne bazyliki ozdobione misternymi mozaikami, starożytne greckie miasta i wioski huczące zarówno teologicznymi sporami o herezję i ortodoksję, jak i fanatycznym kultem stylitów, ascetów i różnorakich „bożych szaleńców”.

Podczas wędrówki z autorem nie sposób uniknąć refleksji, że opisywany świat bliskowschodniej tradycji znaków, opowieści i wierzeń mógł powstać w takim kształcie wyłącznie dzięki współistnieniu na tym samym obszarze wielu sporów, poglądów, wiar i kultów. Podobnie jak w Talmudzie, gdzie rozmaite interpretacje i objaśnienia spisane są obok siebie i „rozmawiają ze sobą”, tak i wschodnie chrześcijaństwo w bogactwie odłamów i heterodoksji weszło w apologetyczny dialog z tym, co na tym obszarze było przed nim oraz z samym sobą. Ta rozmaitość treści nie zakończyła się wraz z nastaniem islamu, ale została po raz kolejny przeformułowana i to w najrozmaitszej postaci, bo też i islam wkroczył na arenę dziejów podzielony i niejednorodny i taki pozostaje do dziś.

„Nabożeństwo się rozpoczęło. Jeden stary biskup stał przy pulpicie i śpiewał hymny na cześć świętego patrona dnia. Za ikonostasem inny z celebrujących popów, zgarbiony starzec po osiemdziesiątce, wymachiwał z brzękiem kadzielnicą. W katedrze wschodniego chrześcijaństwa, prawosławnym odpowiedniku Bazyliki Świętego Piotra, nie było ani jednego wiernego. Nikt nie siedział w  pustych ławach. Po kilku minutach biskup dał znak, żeby przerwać, i obaj starcy szybko wyszli z cerkwi”.

Ten melancholijny opis nabożeństwa w Katedrze św. Jerzego, siedzibie Patriarchatu Konstantynopolitańskiego w Stambule, to tylko jeden ze śladów niknącego wschodniego chrześcijaństwa uchwyconych przez Dalrymple’a na kartach „Ze świętej góry”. Mowa o śladach jest tu uzasadniona, bo wschodnie chrześcijaństwo, niegdyś religia panująca na całym obszarze Bizancjum i kształtująca przez blisko osiem wieków Bliski Wschód, odchodzi w tym regionie świata w niebyt.

Autor postanowił odszukać dawny splendor bizantyjskiej sztuki sakralnej, architektury, liturgii i wschodniego monastycyzmu, przemierzając w 1994 roku trasę od góry Athos przez Turcję, Syrię, Liban, Izrael, po Górny Egipt. Podróżował śladami dwóch bizantyjskich wędrownych mnichów z VI w. Jana Moschosa i jego ucznia Sofroniusza Sofisty, czytając po drodze „Łąkę duchową” autorstwa pierwszego z nich, książkę będącą zbiorem anegdot, pouczeń i opowieści religijnych zebranych przez mnicha w trakcie jego wędrówek.

Obraz, który ukazał się oczom szkockiego podróżnika, skrajnie kontrastuje z opisami bizantyjskich miast i tętniących życiem klasztorów odwiedzonych przez średniowiecznego mnicha.

„Ze świętej góry”

William Dalrymple, „Ze świętej góry”, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2017

Rzeczywistość wschodniego chrześcijaństwa opisana przed niemal ćwierćwieczem to niewielkie wspólnoty wiernych cierpiące z powodu dyskryminacji, konfliktów wstrząsających Bliskim Wschodem (wojna turecko-kurdyjska, wojna domowa w Libanie, ataki terrorystyczne w Egipcie) i stale kurczące się z powodu migracji chrześcijan z Bliskiego Wschodu do Ameryki, Kanady, Europy i Australii. „Więcej chrześcijan urodzonych w Jerozolimie można teraz spotkać w Sydney niż w Świętym Mieście. W latach czterdziestych XX wieku chrześcijanie przestali dominować na starówce; teraz wszyscy się zgadzają, że prawdopodobnie niedługo nie będzie tam w ogóle żadnych chrześcijan. Na całym Bliskim Wschodzie tylko w  tureckiej Anatolii spadek populacji chrześcijan był bardziej gwałtowny. (…) Bez miejscowej populacji chrześcijan najważniejsze sanktuaria chrześcijańskiego świata staną się obiektami muzealnymi, zachowanymi wyłącznie jako atrakcje turystyczne. Chrześcijaństwo przestanie istnieć na Ziemi Świętej jako żyjąca religia; w samym sercu chrześcijaństwa powstanie ogromna próżnia. Jak ostrzegał niedawno arcybiskup Canterbury, ten rejon, «kiedyś silny ośrodek obecności chrześcijan», może się stać już «w ciągu piętnastu lat parkiem tematycznym poświęconym chrześcijaństwu»”.

Od połowy lat 90., kiedy Dalrymple podróżował przez Bliski Wschód, migracja przybrała na sile, a regionem wstrząsnęło kilka kolejnych potężnych konfliktów zbrojnych. O losie chrześcijan w ostatnich latach, polski czytelnik może przeczytać w reportażach Dariusza Rosiaka „Ziarno i krew” wydanych w 2015 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.

Idąc śladami Jana Mochosa przez bizantyjski Bliski Wschód, czytelnik zrozumie, że wspaniałość tego obszaru polega na tym, że mówiąc o prorokach, Bogu, który przemawia na górze do człowieka, o Drzewie Życia, o aniołach, o świętych tekstach, historiach patriarchów, ofierze baranka i przyjściu Mesjasza, wszyscy są w stanie się porozumieć, bo pozostają w tym samym kręgu tradycji, tylko inaczej kultywowanej i zinterpretowanej. Uniwersalna prawda o tym, że najniezwyklejsze rzeczy powstają na pograniczach, w amalgamatach i połączeniach, staje się na nowo aktualna, gdy czytamy o muzułmanach modlących się w Izraelu do św. Jerzego czy chrześcijanach przychodzących po radę do sufickiego szejcha.

Idąc śladami Williama Dalrymple’a przez współczesny Bliski Wschód, czytelnik zrozumie także, że tym, co rujnuje tę wspólnotę, są zmory nacjonalizmów, fanatyzmów i homogeniczności. Dowodów tego mieszkańcy Bliskiego Wschodu doświadczają w różnych przejawach: od ludobójstwa Ormian w 1915 r., przez wojnę domową w Libanie, mur dzielący Izraelczyków od Palestyńczyków, a skończywszy na konfliktach w Iraku i Syrii i zamachach na kościoły koptyjskie w Egipcie. Dzięki relacji Dalrymple’a po raz kolejny podziwiamy to, jak wielkie rzeczy człowiek jest w stanie zbudować i z przerażeniem widzimy, z jakim uporem wciąż je niszczy.