Spoglądam na twarze pozujących. Uśmiechają się. Całują. Obejmują. Niesmaczne pozdrowienia żywych z piekła na ziemi.

Zwiedzającego Auschwitz uderzają dwie rzeczywistości. Pierwsza – namacalność historii doświadczanie jej niemal wszystkimi zmysłami. Żwir alejek pomiędzy barakami chrzęści pod stopami, wnętrze budynków wita chłodem, w drewnianych barakach wyczuwalny jest zapach drewna. Tak, jest przyjemny, ale czy w tym miejscu zapach drewna naprawdę może być przyjemny? Śpiew ptaków przysiadających na drucie kolczastym… – zachwycać się, czy udawać, że tego nie ma? Zwiedzanie Auschwitz angażuje zmysły, natężenie bodźców jest doprawdy wysokie. Nie wszyscy sobie z tym radzą.

Rzeczywistość druga to zderzenie ze zwiedzającymi – ich reakcje są przeróżne. Powolne kroki,  głębokie, niemal medytacyjne, skupienie, zwiedzanie w milczeniu. Cisza i szacunek. Poszukiwanie niemożliwych odpowiedzi na proste pytania. Jest też postawa zupełnie inna, szokująca nie mniej niż obiekty wystawowe – roześmiani, gadatliwi, krzykliwi. Ubrani w plażowe klapki, buty na wysokim obcasie. Krótkie spodenki, jeszcze krótsze sukienki. Tamten poluje na pokemona, a ten popija z piersiówki za barakiem. Wszechobecność telefonów komórkowych: ktoś głośno rozmawia, ktoś gorączkowo odpisuje na smsa. Króluje „selfi z rąsi”. Fotka na tle bramy z napisem Arbeit macht frei, fotka w baraku, fotka przed szubienicą. Spoglądam na twarze pozujących. Uśmiechają się. Całują. Obejmują. Niesmaczne pozdrowienia żywych z piekła na ziemi.

Auschwitz-Birkenau

Auschwitz-Birkenau. Fot. Mariusz Cieszewski / MSZ

Zadaję mnóstwo pytań pracownikom muzeum i przewodnikom. Dlaczego pozwalacie na gorszące zachowanie zwiedzających, dlaczego ich nie upominacie? Z ich odpowiedzi układa mi się fundamentalne przesłanie: obsługa muzeum reaguje tylko na zachowania, które zagrażają zbiorom. Być może mają rację – nie można nakazać człowiekowi, by zachował się odpowiednio w miejscu zagłady. Nie różnimy się tak bardzo od żyjących wtedy, w czasie wojny. Wtedy też nie wszyscy zdawali sobie sprawę z realności fabryk śmierci.

Wyzwolenie, dowody

27 stycznia 1945 roku Armia Czerwona dociera do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Zastają szokującą prawdę oraz około 7,5 tysiąca więźniów. Niemal pięciuset umiera w pierwszych dniach wolności. Na terenie obozu znajduje się jeszcze około sześciuset ciał więźniów zastrzelonych tuż przed wyzwoleniem.

Żołnierze rosyjscy znajdują też rzeczy, z którymi nikt nie wie co zrobić – 7 ton ludzkich włosów, magazyny pełne walizek, butów, okularów… Doły spaleniskowe z ludzkimi prochami, pozostałości pieców krematoryjnych, a nade wszystko żywi świadkowie nie pozostawiają wątpliwości, dlaczego Auschwitz nazywano anus mundi, odbytem świata. 

Wykorzystując istniejącą infrastrukturę obozową, Armia Czerwona zapełnia baraki nowymi więźniami. To niemieccy jeńcy wojenni oraz Polacy z Górnego Śląska i Opolszczyzny, potraktowani przez Rosjan jako folksdojcze. Czerwonoarmiści poczynali sobie w wyzwolonym obozie różnie. Obok pełnej współczucia pomocy – gorączkowe przeszukiwanie terenów i zwłok w celu znalezienia kosztowności czy potańcówki na dachu budynku komory gazowej. A w końcu zdemontowanie napisu Arbeit mach frei i próba wywiezienia go w głąb ZSRR.

Auschwitz-Birkenau

Auschwitz-Birkenau. Fot. Mariusz Cieszewski / MSZ

Eugeniusz Nosal zauważył to, przekupił żołnierza i wyniósł napis z wagonu. W 1947 roku, w dniu otwarcia Muzeum Auschwitz-Birkenau napis wisiał już na swoim miejscu.

Okrutny chichot historii daje się słyszeć niemal po pół wieku: ten sam napis zostaje skradziony w 2009 roku. Po kilku dniach udaje się złapać sprawców i odzyskać bezcenny przedmiot.

Obecnie zastępuje go kopia, podobnie jak otaczające obóz druty kolczaste.

Więźniowie, pierwsi strażnicy pamięci

To nie Armia Czerwona zachowała dla potomności tereny dawnego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Zrobili to sami więźniowie. Bez rozstrzygającej odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego część więźniów, zamiast wracać do domów, uparcie krąży wokół obozu? Czy jest w ogóle możliwe porzucenie Auschwitz, pożegnanie się z nim raz na zawsze? Definitywne zamknięcie tego rozdziału? Porządkują teren, gromadzą zbiory, spisują świadectwa ocalałych. Ale przede wszystkim – są. Na miejscu. Jak strażnicy. Jak świadkowie. Jak gospodarze miejsca, które skazało ich na śmierć.

Pierwszy dyrektor muzeum, Tadeusz Wąsowicz (nr obozowy 20035), doskonale rozumiał, że należy zachować tak dużo jak się da. Nie jest to łatwe, część baraków więziennych zostaje bowiem rozebrana, a pozyskane drewno wysłane w głąb Polski jako materiał budowlany. Odbudować się chciała Warszawa, ale i Oświęcim. Wąsowicz podejmuje dalekowzroczną decyzję – niemal żadnej rekonstrukcji na terenie obozu, należy zachować stan możliwie najbliższy realiom funkcjonowania KL Auschwitz.

Autentyzm i realność mają mówić same za siebie. Do dziś muzeum pozostało wierne tej zasadzie.

Właściwe nazwy, podwójna rocznica

Uroczyste otwarcie muzeum odbyło się 14 czerwca 1947 roku. Dokładnie siedem lat wcześniej skierowano do obozu pierwszy transport więźniów z Tarnowa. Znajdowali się w nim żołnierze kampanii wrześniowej, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych oraz polscy Żydzi. Otrzymali „wczesne” numery od 31 do 758. Datę ich przebycia uważa się za symboliczny początek działalności obozu.

Rocznice tylko uwypuklają jeszcze jedno spojrzenie na Auschwitz – liczby, numery, statystyki. Do niedawna dominował wśród przewodników model opowiadania o obozie zagłady przytłaczający liczbami. Niezwykle sprawnie żonglowali danymi przed zdumionymi odwiedzającymi.

Auschwitz-Birkenau

Auschwitz-Birkenau. Fot. Mariusz Cieszewski / MSZ

Jak dyskutować z liczbami? Jak dostrzec za nimi ludzkie oblicze? Jednocześnie – nie da się w tym miejscu uciec od liczb. One są wszędzie: wytatuowane, skrupulatnie zapisywane w księgach, powtarzane przez historyków. Ponad 1,1 miliona dzieci, kobiet, mężczyzn  zabitych, czyli zamkniętych w tej podwójnej rocznicy – 77  lat od powstania obozu i 70 lat od otwarcia muzeum – nie uległo banalizacji.

Od kilku lat widoczna jest zmiana w opowiadaniu o Auschwitz-Birkenau: już nie tylko liczby – zupełnie nie do uchwycenia przez ludzki umysł – ale spomiędzy nich wskazywać konkretnych, pojedynczych ludzi. Uciekinierów i kochanków, muzułmanów i palaczy, świętych i kapo…

2 lipca 1947 sejm przyjął ustawę o upamiętnieniu „męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów” powołującą muzeum pod nazwą Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka. Odczytywany dziś dokument budzi słuszne emocje. Czy właściwe jest nazewnictwo? Czy sformułowanie „innych Narodów” jest wystarczające? W 1999 roku zmieniono nazwę na Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Oddzielając dwa porządki i dwa miejsca przywrócono właściwe znaczenia: przyjeżdżam do Oświęcimia (czyli do miasta) i przyjeżdżam do Auschwitz (czyli do muzeum). Miejscowi bardzo tego pilnują i mają rację.

Dziś

Atutem Auschwitz-Birkenau jest autentyczność pozostawionych budynków, powierzchnia (191 hektarów) oraz ogromne zbiory: 110 tys. butów, 3,8 tys. waliz, 470 protez, 246 sztuk tałesów… A przecież pozostają jeszcze archiwa, a w nich pisma urzędowe i prywatne, prace plastyczne. Muzeum posiada jedną z najnowocześniejszych pracowni konserwatorskich, której zadaniem jest zachować przedmioty w ich autentyzmie z czasów wojny. Mówiąc najbardziej obrazowo – przedmioty są naprawiane tylko z tych zniszczeń, których dokonał czas po roku 1945. Wszelkie wcześniejsze zabrudzenia, pęknięcia (o ile nie wpływa to na przedmiot) pozostają bez zmian.

To nie jest muzeum sztuki, gdzie przywraca się drugi i kolejny blask przedmiotom. Ilość przedsięwzięć podejmowanych przez muzeum Auschwitz-Birkenau jest imponująca: badania historyczne, studia podyplomowe, konferencje międzynarodowe… Nie sposób tego wyliczyć.

Niezmienny pozostaje cel nadrzędny – aby świadczyć o pamięci. W 2016 roku muzeum odwiedziła rekordowa liczba 2 milionów osób. W pierwszej dziesiątce krajów, z których przyjechali, są: Polska (424 tys.), Wielka Brytania (271 tys.), USA (215 tys.), Włochy (146 tys.), Hiszpania (115 tys.), Izrael (97 tys.), Niemcy (92 tys.), Francja (82 tys.), Czechy (60 tys.) oraz Szwecja (41 tys.).

Być może ciekawsze jest, kogo w tej dziesiątce nie ma. Brakuje naszych wschodnich sąsiadów, zwłaszcza Rosji (25. miejsce, 11,6 tys. osób). Poprzedzają ją Japonia (15. miejsce), Korea Południowa (19.), Brazylia (22.) czy Chiny (23.).

Auschwitz-Birkenau to wyjątkowe muzeum. Niektórzy wolą określenie „miejsce pamięci”, które wskazuje na coś więcej. Inni przypominają, że w rzeczywistości mówimy przede wszystkim o wielkim cmentarzu. Auschwitz-Birkenau pełni trzy wspomniane funkcje, a one wzajemnie się uzupełniają.

Nie jest możliwe postawienie jednoznacznych linii granicznych między śmiercią a życiem. Nie w tym miejscu.