Warto porównywać te dwie wizje polskości  — bynajmniej nie po to, aby przeciwstawiać świętego papieża wielkiemu prymasowi.

Kościół w Polsce jest dziś wyjątkowo głęboko zrośnięty z narodem. Związki te kształtowały się w ciągu ponad tysiącletnich dziejów. Wpływało na nie wiele czynników — zarówno sytuacje pomyślne, jak i tragiczne. Zmienne koleje losów Polski odciskały się na sposobie integracji pierwiastka narodowego w świadomości chrześcijańskiej.

Zbitka pojęciowa „Polak-katolik” — uważana w wielu kręgach kościelnych za bezdyskusyjną — pochodzi z XIX wieku i nie można jej projektować na wcześniejsze epoki, ani tym bardziej uważać za jedyną aktualną ideę, tłumaczącą związki wartości religijnych i narodowych w polskim doświadczeniu dziejowym. Im bardziej uporczywie odwołujemy się do tej idei w ostatnich latach, tym bardziej ujawnia się jej nieadekwatność do opisania stanu świadomości współczesnych Polaków, a stosowanie jej jako dyrektywy normatywnej prowadzi do napięć na polu duszpasterstwa i kultury.

Byłoby intelektualnym złudzeniem, budowanym na uproszczeniu, twierdzić, że nie wypracowano żadnego innego modelu relacji pomiędzy chrześcijaństwem a narodem. Spór o chrześcijańską interpretację polskości w istocie jest żywy i wciąż daleki od jednomyślności, zważywszy, że towarzyszą mu silne emocje i podziały środowiskowe, nierzadko o charakterze politycznym.

Dwaj wielcy, choć różni

Na współczesne chrześcijańskie myślenie o narodzie ogromny wpływ wywarły dwie najsilniejsze osobowości religijne drugiej połowy XX wieku — prymas Polski kard. Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II. Bez trudu daje się znaleźć w ich nauczaniu wspólny mianownik, jakim jest chrześcijańska wizja polskości, rozwijana w oparciu o teologiczną przesłankę chrztu narodu, ale to nie znaczy, że obydwie interpretacje polskości — prymasowska i papieska — pokrywają się.

Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie

Z grubsza można powiedzieć, że prymasowska wizja polskości jest osadzona na „piastowskiej” interpretacji dziejów narodu, natomiast wizja papieska nawiązuje do „jagiellońskiej” interpretacji polskiego doświadczenia dziejowego. Nie są to wizje wykluczające się, różnią się one jednak założeniami filozoficznymi, dotyczącymi głównie rozumienia, czym jest wspólnota narodowa. Trzeba te wizje porównywać — nie po to, aby je ostro przeciwstawiać. Potrzeba takiego porównania rodzi się z faktu, że wizja kard. Wyszyńskiego jest niejednokrotnie upraszczana, a to staje się przeszkodą do pogłębionej recepcji nauczania Jana Pawła II.

Warto więc zastanawiać się, jakie rdzenne składniki tej wizji są podatne na uproszczenie i łatwo łączą się z ideologicznymi, populistycznymi nastrojami związanymi ze współczesnym przeżywaniem polskości. Wiadomo, że historia oddziaływania określonej idei nie musi być w sposób konieczny wpisana w intencje jej twórców i głosicieli, idee odrywają się bowiem od swych podmiotowych źródeł i zaczynają żyć życiem samodzielnym, a formy pośmiertnej kontynuacji i realizacji tych idei mogłyby nieraz zaskoczyć ich twórców.

Moja refleksja nie mieści się w dyskursie teologicznym, mimo że uwzględniam przesłanki teologiczne w myśleniu o narodzie, obecne u obydwu wielkich kapłanów i gorących patriotów. Proponuję podejście hermeneutyczne, dzięki któremu idee dają się zrozumieć w ich kulturowym kontekście. Nie są one bowiem ideami danymi z góry, lecz tłumaczą się jako wyraźne opcje, uwarunkowane doświadczeniem zbiorowym i indywidualnym, do jakiego odwołują się ich głosiciele. Stanowią one część dziedzictwa eklezjalnego i narodowego, ale to nie znaczy, że nie domagają się pełniejszego uzasadnienia, a nawet rewizji swych podstaw i przewartościowania akcentów.

Ocalić naród przed katastrofą

W 1949 roku ówczesny metropolita gnieźnieński i warszawski, abp Stefan Wyszyński, deklarował jedność narodu polskiego: „Polska jest jednością. Polska jest całością. Polska jest jednym sercem, Polska jest jednym ramieniem. Polska jest jak wielka rodzina, wspaniała Bożą mocą i siłą przedziwną. Polska jest zespolona nie jednym węzłem, nie parcianym powrozem. Polska jest zespolona sercem wiary. Jej siłą jest wiara Chrystusowa! Jej jednością jest moc nadprzyrodzonej łaski Bożej! Jej nadzieją niezłomną jest pragnienie katolickiej Polski, Chrystusowej Polski”.

Niezależnie od emfazy kaznodziejskiej, jaka towarzyszy wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia, obarczona jest ona myśleniem holistycznym i postulatywnym. Trudno przypuszczać, aby Wyszyński nie wiedział, że są Polacy — choćby Ossowscy czy Kotarbińscy wraz z szeregami inteligencji przez nich uformowanej — którzy w wizji Polski głoszonej przez gorliwego hierarchę nie zdołaliby odnaleźć dla siebie miejsca; którzy mogliby uznawać siebie za anonimowych chrześcijan, ale nie za katolików stanowiących „serce Polski”. Błędem jednak byłoby przypisywanie kaznodziei języka wykluczającego, w istocie jest to język kreatywny i defensywny, mający dać odpór komunistycznej wizji, leżącej u podstaw bezwzględnej praktyki odrywania Polski od jej chrześcijańskich korzeni.

Świadomość zagrożenia dla religijnej tożsamości i narodowej spójności Polski przez polityczną i kulturową ofensywę komunizmu jest dla kardynała wyzwaniem cywilizacyjnym. Postulat jedności narodu wyraża pragnienie ocalenia Polski przed katastrofą dziejową, którą krótko po objęciu urzędu prymasowskiego abp Wyszyński prawidłowo diagnozował na podstawie wnikliwej, popartej faktami analizy intencji władz komunistycznych. Od początku swej posługi brał na siebie odpowiedzialność za losy Kościoła i Ojczyzny.

Wobec traumatycznych przeżyć po latach okupacji hitlerowskiej i w sytuacji nowego zagrożenia przez totalitarne państwo, uległe w wyniku decyzji w Jałcie planom sowieckim, Wyszyński stosował pedagogię optymizmu narodowego, ukazując nadprzyrodzony sens dziejów narodu. Niósł nadzieję ludziom zdesperowanym, represjonowanym i skazywanym na „śmietnik historii”. Aż do śmierci w 1981 roku, już w okresie działania „Solidarności”, pastoralna pedagogia kardynała pozostawała pedagogią pocieszenia i duchowej mobilizacji na rzecz narodowej jedności.

Wizja kard. Wyszyńskiego jest często upraszczana, co utrudnia recepcję nauczania Jana Pawła II

Wyjątkowa skala zagrożenia dla kulturowej tożsamości narodu i swobody działania Kościoła ujawniła się wraz z uwięzieniem Wyszyńskiego. Lektura „Zapisków więziennych” pozwala zrozumieć, jak głęboko identyfikował swój los z cierpieniem Chrystusa oraz z cierpieniami narodu. Odwoływanie się do wątków XIX-wiecznego mesjanizmu polskiego miało silne oparcie w bolesnej egzystencji, którą należało wypełnić nadzieją. Jeśli uświadomimy sobie fizyczne, społeczne i kościelne odosobnienie prymasa Polski w latach uwięzienia i jednocześnie głębię jego związku z narodem, możemy dojrzeć w nim kogoś podobnego do Mickiewiczowskiego Konrada, który cierpi za miliony. Romantyczny paradygmat utożsamienia losu wybitnej jednostki — w tym przypadku faktycznej głowy Kościoła w Polsce — z losem całego narodu jest również kluczem do rozumienia ścisłej więzi narodu i Kościoła, jaką głosił polski hierarcha.

W warunkach więziennej izolacji na gruncie głębokiej duchowości paschalnej rodzi się śmiały projekt odrodzenia religijnego i społecznego, któremu kardynał Wyszyński dał wyraz w Ślubach Narodu, przygotowanych w Komańczy. Nieobecny na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 roku podczas uroczystości ślubowania, miał świadomość nadchodzącego przełomu. Notatka z tego dnia ma formę modlitewnej rozmowy z Maryją: „A ja będę mówić tylko do Ciebie — za nich. Modliłem się o największą chwałę Twoją na dziś. Chciałem ją zdobyć za cenę mej nieobecności. Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny. Dokonało się dziś wielkie dzieło. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu”.

Siedział z Murzynami

Kulminacją prymasowskich zmagań w obronie chrześcijańskich korzeni kultury narodowej stały się obchody tysiąclecia chrztu Polski w 1966 roku. Był to moment, w którym Kościół kierowany przez kard. Wyszyńskiego wyraźnie przeszedł z pozycji defensywnych na ofensywne w stosunku do państwa prowadzącego masową ateizację środkami administracyjnymi. Obchody milenijne celebrowane we wszystkich diecezjach w Polsce wytworzyły poczucie wspólnoty ogólnonarodowej w nowych granicach pojałtańskich między Odrą a Bugiem. Dokonywała się w ich trakcie jakaś nowa synteza religijności, patriotyzmu i dążeń wolnościowych.

Narodowa opcja w duszpasterstwie Prymasa Tysiąclecia okazywała się twórcza, pozwoliła Kościołowi doświadczyć wymiaru wspólnotowości i zakorzenienia w historii. Stanowiła adekwatną odpowiedź na wyzwania stwarzane przez totalitarne państwo realizujące program rewolucyjnego zerwania z przeszłością. W swych kazaniach Wyszyński głosił jedność Polski: „Jest dla nas sprawą niesłychanie bolesną, że na naszych oczach kamień ten został odrzucony przez budujących i nie jest wzięty pod uwagę w budowaniu tak zwanej dziś «nowej» czy «drugiej» Polski. My jednak dobrze wiemy, że jest jedna Polska! Jedna i ta sama od czasów Mieszka aż do czasów dzisiejszych!”.

Odwoływanie się przez kardynała do idei jedności narodu nie może być rozumiane jako przeciwstawianie marksistowskiemu kolektywizmowi jakiegoś rzekomego kolektywizmu katolickiego. Ukazywanie jedności narodu miało przede wszystkim na celu obronę tożsamości narodowej, która rozwijała się w ciągu wieków na fundamencie wydarzenia, jakim był chrzest Mieszka I. W gruncie rzeczy tak mocne podkreślanie wagi pierwiastka narodowego można pełniej zrozumieć w kontekście reakcji Wyszyńskiego na marksistowski internacjonalizm, negujący dziejową rolę narodów.

U prymasa Wyszyńskiego naród jest kategorią kluczową, ale nie ma śladu nacjonalizmu

Trzeba wyraźnie podkreślić, że w nauczaniu prymasa Polski nie ma śladu nacjonalizmu, cechuje je natomiast silna koncentracja na problematyce narodowej, która obecnie może prowadzić do nacjonalistycznego wykrzywienia przesłania epoki polskiego milenium. Sytuacja walki o egzystencję Kościoła i tożsamość narodową Polaków sprawiła, że głębokie zaangażowanie na rzecz kwestii robotniczej — charakteryzujące działalność ks. Wyszyńskiego w latach 30. oraz jako biskupa lubelskiego w latach bezpośrednio po II wojnie światowej — zostało poniekąd przesłonięte przez dominację problematyki narodowej. Obydwa wątki — społeczny i narodowy — należy jednak traktować jako równoległe płaszczyzny prymasowskiego myślenia o Kościele w świecie współczesnym.

Jakiekolwiek głoszenie egoizmu narodowego nie może nawiązywać wprost do spuścizny Prymasa Tysiąclecia. Wyróżniał się on wyjątkową umiejętnością łączenia dumy narodowej z wrażliwością na innych. W jego wspomnieniach ze studiów w Rzymie w 1930 r. znajdujemy wzruszającą opowieść.

„Na «Angelicum», na wykładach ojca Gillet było sześciu Murzynów i reszta jak z wieży Babel: Anglicy, Francuzi, Holendrzy i inni. Czterdzieści osób z trzydziestu narodów. Murzyni siedzieli na samym końcu. Obok nich było wolne miejsce, bo nikt nie chciał przy nich usiąść. Wreszcie ja usiadłem. Przychodzili do mnie ci i owi z zapytaniem: Co ty robisz, po co tam siedzisz? Mówię: Bo nikt nie chce tam siedzieć! — Słaby motyw — powiada jakiś Francuz. […] Ojciec Gillet mówił strasznie mądre rzeczy. Kiedyś na korytarzu powiedziałem mu: Ojcze, niech Ojciec tak przemówi do swoich słuchaczy, aby wszyscy zechcieli usiąść przy tych Murzynach. Na to ojciec Gillet, który trochę umiał po polsku: — Polaki zawsze walczą za naszą wolność i waszą. Pojechałem stamtąd do Paryża, a Murzyni zostali sami”.

Polska we wspólnocie narodów

Bardzo pięknie mówił ks. Janusz St. Pasierb w homilii wygłoszonej po śmierci kard. Wyszyńskiego w 1981 r.: „Był Mojżeszem na górze Nebo: pod nawisłymi chmurami widział w oddali, w słońcu, Ziemię Obiecaną”. Istotnie, przemiany zapoczątkowane wydarzeniami roku 1980 i 1989 odmieniły geopolityczną i cywilizacyjną sytuację Polski. Czy wizja walki o Kościół i o Polskę wypracowywana przez Prymasa Tysiąclecia pozostaje nadal aktualna?

Jej istotny rdzeń można odnaleźć w myśleniu Jana Pawła II o Polsce, ale stała się ona wizją poszerzoną o nowe elementy. Polska Jana Pawła II nie jest wyłącznie osamotnionym krajem walczącym o zachowanie swej tożsamości, lecz jej miejsce znajduje się we wspólnocie narodów. Jana Pawła II myślenie o Polsce rozciąga się pomiędzy przypominaniem rodakom w 1979 roku, że żyją na „ziemi trudnego świadectwa”, a stwierdzeniem wobec Zgromadzenia Narodowego w 1999 roku: „Ale nam się wydarzyło!”. Papież Polak daleki był od ogłaszania końca historii, natomiast przeżywał radość z odzyskania przez Polskę politycznej suwerenności i żywił nadzieję, że doświadczenie „Solidarności” uda się kontynuować i rozwijać w warunkach transformacji ustrojowej i ekonomicznej. Za istotę tego doświadczenia uważał syntezę wartości narodowych z powszechnym — wyrastającym z ducha chrześcijaństwa — braterstwem ludzi.

Pierwsza papieska pielgrzymka do Ojczyzny stanowiła w pewnej mierze dopełnienie doświadczeń Kościoła w Polsce związanych z obchodami milenium chrztu Polski. Papież wielokrotnie wyrażał myśl o dziejowym znaczeniu chrztu narodu, podkreślał humanistyczne oblicze chrześcijaństwa. „Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. A w Nim stają się dziejami zbawienia. Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury”.

Jan Paweł II posługuje się kulturowym rozumieniem narodu, a kryterium oceny dorobku kultury narodowej stanowią wartości humanistyczne. Teza o suwerenności narodu w kulturze jest komplementarna w stosunku do wizji Kościoła, którego podstawową drogą jest człowiek. W papieskiej interpretacji związku chrześcijaństwa i kultury narodowej eksponowana jest prawda o godności osoby ludzkiej, natomiast wątki tożsamości etnicznej i politycznej w ogóle nie są poruszane.

Jan Paweł II przenosił akcent z chrześcijaństwa narodowego na personalistyczne

Na uwagę zasługuje reakcja Jana Pawła II na oklaski, z jakimi spotykały się jego słowa o Jezusie Chrystusie i Duchu Świętym. Zastanawiał się, czy nie rodzi się jakieś „społeczeństwo teologiczne”, przekraczające horyzontalne wymiary „społeczeństwa politycznego”, „społeczeństwa ekonomicznego” czy „społeczeństwa etnicznego”. Społeczeństwo teologiczne ma wymiar ponadempiryczny, tworzy się ono w sferze nadprzyrodzonej, sakramentalnej i jednocześnie promieniuje na doczesne historyczne życie wspólnot ludzkich. Pielgrzym przypominał nie tylko znaczenie chrztu w przeszłości dziejów narodowych, ale snując refleksję na temat społeczeństwa teologicznego, ukazywał znaczenie chrześcijańskiej wizji człowieczeństwa wobec pytań człowieka współczesnego.

Papież wyraźnie przenosił akcent z chrześcijaństwa narodowego na chrześcijaństwo personalistyczne, bez negowania więzi istniejącej między osobą a narodem. Naród przeżywający swą kulturową tożsamość jako społeczeństwo teologiczne odnajduje w Chrystusie uniwersalny klucz do rozumienia człowieczeństwa i dzięki temu otwiera się na szerszą wspólnotę narodów związanych chrześcijańską tradycją i zarazem dotkniętych współcześnie wyzwaniami epoki sekularyzacji. Dostrzegając zalążki „społeczeństwa teologicznego” w Polsce w 1979 roku — zanim jeszcze zaczęto mówić o pokoleniu JP2 — papież z Krakowa rozwijał już ideę nowej ewangelizacji Europy, Europy przekraczającej podziały polityczne i narodowe, odkrywającej swą głębszą jedność jako „wspólnota ducha”.

Dziedzic wielonarodowej Rzeczypospolitej

Upamiętnienie chrztu Polski stało się dla Jana Pawła II okazją do rozważań na temat wspólnoty narodów chrześcijańskich oraz do zarysowania wizji chrześcijaństwa dwóch płuc, odnoszącej się do spotkania tradycji zachodniej i wschodniej. W kolejnych latach pontyfikatu polskie obchody milenijne stają się w pewnym sensie modelem upamiętniania przez papieża rocznic chrztu innych narodów w Europie: 600-lecia chrztu Litwy, 1000-lecia chrztu Rusi czy 1500-lecia chrztu Francji (Galii). W każdym przypadku papież podkreśla w swych wystąpieniach znaczenie chrztu narodu zarówno dla rozwoju kultury narodowej, jak i dla relacji międzynarodowych, dzięki którym dokonywało się zbliżanie i twórcze spotkanie narodów.

W sposób konsekwentny formułuje tezę — odchodzącą od piastowskiej optyki kard. Wyszyńskiego — o doniosłości doświadczenia jagiellońskiego, z właściwą mu wielonarodowością i wielowyznaniowością, w rozwoju cech kultury polskiej. Uważa, że dziedzictwo unii lubelskiej stanowi „wielki dziejowy proces spotkania pomiędzy Zachodem a Wschodem. Wzajemnego przyciągania się i odpychania. Odpychania — ale i przyciągania. Ten proces należy do całych naszych dziejów. Można powiedzieć, całe nasze dzieje tkwią w samym środku tego procesu”.

Podczas inauguracji pontyfikatu Jan Paweł II modlił się po litewsku, białorusku, ukraińsku i polsku

 Jerzy Kłoczowski przekazuje refleksję papieża wygłoszoną do uczestników międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Instytut Europy Środkowo-Wschodniej w Rzymie w roku 2000: „Nie można bowiem spraw jednego z tych narodów ująć i zrozumieć bez związku z innymi. Idea dialogu jest bardzo bliska Janowi Pawłowi II, który podczas długiego i poruszającego spotkania z uczestnikami sesji powiedział, iż dla niego to dziedzictwo Rzeczypospolitej jest tak niezwykle drogie, że podczas inauguracji pontyfikatu modlił się po litewsku, białorusku, ukraińsku i polsku jako dziedzic tej Rzeczypospolitej”.

W ostatniej papieskiej książce „Pamięć i tożsamość” daje się jednak zauważyć wyraźny ton goryczy w związku z brakiem zrozumienia aktualności jagiellońskiego etosu narodowego. Papież stwierdził wtedy: „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten «jagielloński» wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”.

Przez pryzmat jagiellońskiego wymiaru polskości musi również ulec rewizji rozumienie patriotyzmu. Jan Paweł II nie zacieśnia go do historycznej formy Polaka-katolika. Z szacunkiem mówi o patriotyzmie polskich Żydów, z którymi zetknął się w swych rodzinnych Wadowicach. Myśląc o luterańskich duchownych zamordowanych przez nazistów w okresie II wojny światowej, wskazywał na fenomen polskiego patriotyzmu, przekraczającego granice etniczne i konfesyjne. „Tak bp Bursche, jak bp Michelis […] swoim życiem i swoją śmiercią zaprzeczyli niejako rozpowszechnionemu przekonaniu, że luteranin to Niemiec, a Polak katolik”.

U Jana Pawła II „piastowski” i „jagielloński” model polskości dopełniają się. Obydwie te wizje spaja chrześcijańskie rozumienie narodu jako wspólnoty dziejowej, opartej na uniwersalnych, zaszczepionych przez chrześcijaństwo wartościach humanistycznych, łączących sąsiednie narody. Dar chrztu przyjęli najpierw Polacy za pośrednictwem pobratymczych Czechów, a potem przekazali go Litwinom. W sekwencji tych wydarzeń św. Jan Paweł II upatruje istoty kultury polskiej, otwartej na współdziałanie narodu polskiego z innymi narodami.

W sprzeczności z zasadami chrześcijańskiej kultury narodowej znajduje się natomiast każda postać nacjonalizmu rodząca zatrute owoce szowinizmu i megalomanii, ksenofobii, antysemityzmu, islamofobii. W świetle nauczania Jana Pawła II postawy te mają genezę w pogańskim kulcie narodu, którego nie można pogodzić z żadną — czy to piastowską, czy jagiellońską — interpretacją polskości.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” nr 1/2016.