Artykuł Mazowieckiego o bp. Kaczmarku jest nie do obrony – wstydził się go i przepraszał za niego sam autor. Ale Kaczmarka potępiła wtedy nawet… Konferencja Episkopatu Polski.

Po raz kolejny powracają w publicznych sporach niechlubne cytaty z napisanego we wrześniu 1953 roku artykułu 26-letniego Tadeusza Mazowieckiego na temat uwięzionego i skazanego przez reżim komunistyczny biskupa Czesława Kaczmarka. Tym razem odwołania do tego tekstu pojawiły się w ramach dyskusji nad projektem sejmowej uchwały z okazji 90. rocznicy urodzin pierwszego premiera Trzeciej Rzeczypospolitej.

I choć niektórzy dyskutanci, zwłaszcza internetowi trolle, sprawiają wrażenie, jakby z młodości Mazowieckiego znali jedynie wyimki z tego jednego artykułu – to warto jednak skomentować tę sprawę na poważnie. Rzecz jasna, pokrótce. A skoro pokrótce, to powiedzieć trzeba przede wszystkim dwie rzeczy.

Nie do obrony

Po pierwsze, publicystyka Mazowieckiego o biskupie Kaczmarku jest oczywiście nie do obrony – dlatego wstydził się jej i przepraszał za nią sam autor. Przypomnę, że biskupa kieleckiego aresztowano wraz z szeregiem osób z jego otoczenia w 1951 roku i oskarżono między innymi o kolaborowanie z hitlerowcami podczas wojny, po niej zaś o szpiegowanie na rzecz USA i Watykanu. W trakcie pokazowego procesu główny oskarżony „przyznał się do winy” – co, jak wkrótce się okazało, było efektem tortur i nieludzkich metod, jakie stosowano w przesłuchaniach.

Bp. Czesław Kaczmarek

Bp. Czesław Kaczmarek

Odwołam się tu do dwóch opublikowanych biografii założyciela „Więzi”. Obaj autorzy wskazują na ważne konteksty, w których należy widzieć słowa ówczesnego redaktora naczelnego „WTK”. Roman Graczyk stwierdza, że tekst o biskupie Kaczmarku stał się „przekleństwem Mazowieckiego, fundamentem jego czarnej legendy”. Autor „Od uwikłania do autentyczności” trafnie podkreśla, że tekst ten czytany „bez kontekstu epoki, czyni z Mazowieckiego najemnika Bermana, Bieruta i Różańskiego”.

Andrzej Brzeziecki w swojej „Biografii naszego premiera” przypomina także smutny kontekst osobisty: „Mazowiecki znał Czesława Kaczmarka od dzieciństwa – jeszcze jako zwykły ksiądz bywał on u jego ojca w Płocku. Ostatni raz widzieli się kilka miesięcy przed aresztowaniem Kaczmarka, kiedy Mazowiecki odwiedził go w Kielcach”.

Tak mówił Brzezieckiemu o sprawie Kaczmarka sam Mazowiecki: „Byłem na tym procesie, miałem kartę prasową. Biskup obciążał siebie i wszystkich naokoło, i to mną wstrząsnęło. Nie spodziewałem się, że można siebie i innych tak dalece oskarżać. To było poniżające. Widziałem, że był nerwowy, ale nie przypuszczałem, że znajdował się na środkach farmaceutycznych. Niestety, uwierzyłem w prawdziwość stawianych mu zarzutów. Byłem przekonany, że Kościół w Polsce musi się odnaleźć. Dlatego po procesie napisałem artykuł, jaki napisałem”.

Mazowiecki przepraszał za swój artykuł – i osobiście biskupa Kaczmarka, i publicznie

A napisał m.in.: „Wychowanie nacechowane podejrzliwością i wrogością wobec postępu społecznego, atmosferą środowiska społecznego rozniecającą lub choćby tylko podtrzymującą bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim błędna postawa polityczna ks. bp. Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z prawem – oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych. Doprowadziły one do czynów skierowanych przeciwko interesom własnego narodu. Doprowadziły ks. bp. Kaczmarka do działalności wrogiej wobec interesu narodowego i postępu społecznego w okresie przedwojennym, okupacyjnym i w Polsce Ludowej. Doprowadziły w szczególności nie tylko do postawy przeciwnej nowej rzeczywistości naszego kraju, nie tylko do podrywania zaufania w trwałość władzy ludowej i nowych stosunków społecznych w Polsce, ale i do uwikłania się we współpracę z ośrodkami wywiadu amerykańskiego, które pragnęłyby posługiwać się przedstawicielami duchowieństwa jako narzędziem realizacji swych wrogich Polsce planów. […] nie tylko bolejemy, ale i odcinamy się od błędnych poglądów ks. biskupa Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej i kierowały w tej działalności jego postawą. […] Ku tej szkodliwej działalności kierowały ks. biskupa Kaczmarka i współoskarżonych poglądy prowadzące do utożsamiania wiary ze wsteczną postawą społeczną, a dobra Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego”.

O swoim stosunku do tamtej publikacji mówił Tadeusz Mazowiecki także prawie ćwierć wieku przed książką Brzezieckiego: w 1990 roku, jako urzędujący premier i kandydat na prezydenta, w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” udzielonym Jerzemu Turowiczowi. Najpierw przyznał: „Współuczestniczyłem w błędach grupy [PAX – Z.N.] również i swoimi publikacjami. Wyszedłszy z tego środowiska w ostrym konflikcie w 1955 roku, wraz z gronem innych osób, rozliczyłem się z tego, publikując na ten temat artykuły, zwłaszcza w ówczesnym «Po prostu»”.

Bezpośrednio o tekście na temat bp. Kaczmarka Mazowiecki powiedział Turowiczowi: „Bardzo ubolewam, że ten artykuł napisałem. Byłem wtedy pod wrażeniem własnych wypowiedzi biskupa na procesie. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że mówił on pod wpływem środków, jakie mu dawano. Dowiedziałem się o tym od niego samego po jego uwolnieniu. W czasie tej rozmowy, zaraz po jego uwolnieniu, wyraziłem głęboki żal, że taki artykuł napisałem”.

Nie do potępienia

Jest jednak także druga rzecz, którą również trzeba dostrzec, chcąc ocenić tamtą publikację. Jeśli zna się historię i próbuje zrozumieć klimat tamtych czasów – a był to najmroczniejszy okres stalinizmu – to publicystyka Mazowieckiego w „WTK” (choć jest nie do obrony) nie nadaje się też do łatwego potępiania ówczesnego młodego publicysty, zwłaszcza z perspektywy wiedzy dzisiaj posiadanej. Dość przypomnieć, że biskupa Kaczmarka potępiła wtedy nawet… Konferencja Episkopatu Polski.

Obrady biskupów odbyły się 28 września 1953 roku – sześć dni po wyroku 12 lat więzienia, jaki zapadł w pokazowym procesie bp. Kaczmarka i trzy dni po internowaniu prymasa Polski, kard. Stefana Wyszyńskiego. Zebrani biskupi przyjęli wówczas komunikat i deklarację o normalizacji stosunków między Kościołem katolickim a rządem PRL. Jak pisał w „Kieleckich Studiach Teologicznych” ks. Daniel Wojciechowski, „w dokumentach tych nie wspomniano o aresztowanym Prymasie Polski, ale domyślnie zawyrokowano, że normalizacja stała się możliwa po zamknięciu go w murach klasztoru”.

Pod wpływem wymuszonych zeznań bp. Kaczmarka nawet biskupi dali się zapędzić w kozi róg

Deklaracja KEP wprost i zdecydowanie odcięła się od bp. Kaczmarka: „Episkopat, który potępiał tworzenie i działanie ośrodków dywersyjnych przeciw państwu, odgradza się od atmosfery sprzyjającej takiej działalności i uważa, że powinna ona ulec zasadniczej zmianie. Godne ubolewania fakty ujawnione w procesie biskupa kieleckiego, Czesława Kaczmarka, wymagają zdecydowanego potępienia. Episkopat nie będzie tolerował wkraczania przez kogokolwiek z duchowieństwa na drogę szkodzenia ojczyźnie i będzie stosował wobec winnych odpowiednie sankcje zgodnie z prawem kanonicznym. Episkopat również przeciwstawia się wiązaniu religii i Kościoła z egoistycznymi celami politycznymi wrogich Polsce kół zagranicznych, które chciałyby nadużywać uczuć religijnych dla rozgrywek politycznych”.

Komunikat ten miał być odczytany w niedzielę 4 października 1953 roku na sumie we wszystkich kościołach w Polsce. „Według sprawozdań UB – podaje ks. Wojciechowski – 4 października komunikat Episkopatu odczytano w 5473 kościołach na ogólną liczbę 6400 kościołów na terenie kraju. Nie czytano go w 927 kościołach, co stanowi 15 proc. ogółu”.

Przypominam te fakty, by uświadomić sobie i czytelnikom, że pod wpływem wymuszonych zeznań bp. Kaczmarka i jego „przyznania się do winy” nawet ludzie niewątpliwie szlachetni (rzecz jasna, nie wszyscy) dali się zapędzić w kozi róg przez komunistyczną propagandę. Niewiele innych osób miało później odwagę przyznać się uczciwie do swojego fatalnego błędu – jak uczynił to młody Mazowiecki. A już na pewno nikomu z nich nie przypomina się tego faktu tak często jak pierwszemu premierowi III RP.

Zrozumieć, nie usprawiedliwiać

Tadeusz Mazowiecki swych publikacji w sprawie bp. Kaczmarka zdecydowanie się wstydził. Przepraszał za nie – i osobiście skrzywdzonego hierarchę, i publicznie. Nie chciał na ten temat rozmawiać, nawet z przyjaciółmi, bo wiedział, że nie da się jego ówczesnych opinii obronić.

Trafnie podsumował tę kwestię Brzeziecki: „Wiele na ten temat Mazowiecki nie lubił mówić. Jego zdaniem niemożliwe było, by mógł wyjaśnić swoje zaangażowanie w PAX – a zarazem przedstawić czystość swoich motywacji. Każda taka próba wyglądałaby na usprawiedliwianie na siłę czegoś, czego usprawiedliwić się nie da. – Dziś ówczesnemu sobie sam się dziwię – wyznał”.

Graczyk natomiast uznał ten okres aktywności Mazowieckiego za jego trudne „przebijanie się” do autentyczności. Uderzyło mnie u Graczyka – który nie był przecież politycznym „fanem” swego bohatera – takie podsumowanie: „cały problem z percepcją Mazowieckiego – i chyba także z autopercepcją – polega na tym rozpięciu między uwikłaniem w komunizm, które się nijak nie broni, a tą niezmienną, głęboką wiarą w Chrystusa-Zbawiciela ludzi, która była jego marką tak samo w roku 1953, kiedy pisał swój pożałowania godny artykuł o bp. Kaczmarku, jak i w roku 1977, kiedy wygłaszał swój wielki referat o prawach człowieka w warszawskim KIK-u”.

Lepiej nie popełniać poważnych błędów, ale czasem ludzie dopiero na błędach się uczą

„Okresu PAX-owskiego nie da się usprawiedliwić, choć trzeba starać się go rozumieć” – pisze Roman Graczyk. I sam daje tego przykład: „W roku 1953 Polska była w najbardziej ponurym momencie najbardziej parszywego czasu swojej powojennej historii. Wtedy, po procesie kurii krakowskiej, po przejęciu przez PAX «Tygodnika Powszechnego», po aresztowaniu Prymasa, powstał ten nieszczęsny artykuł. Wiem także, że PAX – jakkolwiek trudno to sobie dzisiaj wyobrazić – był zaraz po wojnie niemal jedyną, a we wrześniu 1953 roku na pewno jedyną płaszczyzną działania na arenie publicznej bez konieczności akcesu do marksizmu. I wiem, że socjalistyczny program społeczny komunistów oraz socjalistyczny program społeczny Bolesława Piaseckiego były zbieżne, a młody Mazowiecki widział w nich drogę ku lepszemu społeczeństwu i lepszemu światu w ogóle. Czy to go usprawiedliwia? Słabo. Wszak droga ku temu wyobrażonemu lepszemu światu wiodła przez masowy terror, indoktrynację, wykorzenianie polskiej tradycji. Ale, nie usprawiedliwiając, pozwala cokolwiek zrozumieć z tamtej ponurej epoki”.

Dodałbym do rozumowania Graczyka tylko jeden komentarz. Moim zdaniem, Tadeusz Mazowiecki „przebijał się” wtedy stopniowo nie tyle ku autentyczności, ile ku dojrzałości. Autentyczny – czyli wewnętrznie szczery – był bowiem także, głęboko się myląc. Lepiej oczywiście nie popełniać poważnych błędów życiowych. Ale niekiedy ludzie jednak dopiero na błędach się uczą.

Wydaje mi się, że dla młodego Tadeusza Mazowieckiego doświadczenie przyłączenia się do systemowej nienawiści wobec, znanego mu przecież osobiście, bp. Czesława Kaczmarka stało się jednym z kluczowych doświadczeń prowadzących do sformułowania własnej dojrzałej postawy duchowej i ideowej. A zwłaszcza zdania, któremu później pozostał wierny: „Można się różnić, można się spierać. Ale nie wolno się nienawidzić”.