Piłat wydał Jezusa, lecz nie ogłosił wyroku – stwierdza Giorgio Agamben. Jeśli nie było wyroku, czy mógł w ogóle zaistnieć sąd?

Czy Chrystus umiera za każdego?
Czy Chrystus umiera każdego dnia?
Ja jestem tylko stąd,
Więc oko za oko i ząb za ząb.
(Armia, „Zły porucznik”)

Dwa królestwa, dwóch sędziów, dwa porządki – żadnych szans na porozumienie. Giorgio Agamben, jeden z najciekawszych filozofów współczesności, przygląda się biblijnej scenie, gdy Jezus staje przed Piłatem. Scena na pozór doskonale znana, jednak włoski intelektualista – posługując się wnikliwą analizą wypowiedzianych słów, szukając ich pierwotnego znaczenia, wreszcie sięgając do bogactwa tekstów filozofów oraz Ojców Kościoła – odkrywa jej nowe znaczenie.

Esej Agambena „Piłat i Jezus” za punkt wyjście bierze sprzeczność dwóch porządków: jak królestwo ziemskie z przedstawicielem w osobie Piłata może sądzić Królestwo niebieskie? Nie ten kodeks prawny, nie ta materia prawa! Czy zatem to, co dzieje się pomiędzy Piłatem a Jezusem, ma znamiona procesu? Czy rzymski urzędnik może w ogóle wydać wyrok?

Agamben wykazuje, że słowo „wydać” ma w rzeczywistości Nowego Testamentu znaczenie teologiczne. „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi” (Mk 9, 31), „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” (Rz 8,23) – to tylko kilka z wielu przykładów. Filozof dowodzi dalej, że to samo słowo (paredoken – „wydał”) „używane jest w Nowym Testamencie w znaczeniu przenośnym jako nauczanie albo przekazanie doktryny” (s. 47). Judasz rozpoczyna tę spiralę – „poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać” (Mk 14, 10). Wydanie Jezusa jest zarazem Jego zwiastowaniem – w tym splocie zaczyna się głoszenie Ewangelii.

Na kartach „Piłata i Jezusa” autor dokonuje ciekawego spostrzeżenia, że to, co dzieje się pomiędzy dwoma bohaterami eseju, w żaden sposób nie może zostać nazwane „procesem”. Istotą postępowania sądowego jest bowiem ogłoszenie wyroku. W tym przypadku nie sformułowano zaś żadnego wyroku. Piłat wydał Jezusa, lecz nie ogłosił wyroku. Jeśli nie było wyroku, czy mógł w ogóle zaistnieć sąd? „Proces Jezusa nie jest więc procesem we właściwym znaczeniu, lecz czymś, co dopiero trzeba jakoś zdefiniować, a dla czego – prawdopodobnie – nie uda nam się znaleźć określenia” (s. 79).

Spotkanie Jezusa i Piłata nie ma rozstrzygnięcia

Tajemnica procesu współbrzmi z tajemnicą życia Jezusa – wydaje się, że wyrok zapadł już w momencie narodzenia. Agamben kieruje wzrok czytelnika na napis wiszący na krzyżu. „Jezus Nazarejczyk, Król żydowski” – raczej trudno nazwać to przestępstwem. Skazani na karę śmierci mieli wywieszony nad sobą czyn zabroniony, którego się dopuścili. W przypadku Jezusa nie jest to czyn, lecz tytuł. Odwołując się do Bonawentury, Agamben wskazuje, że napis, który nie jest wyrokiem, ale tytułem królewskim, w zasadzie przypomina sztandar zwycięski cezara-triumfatora: „albowiem głosi chwałę Jezusa i hańbę Judejczyków, bo skazali go jako przestępcę, a On był Królem” (s. 41).

Spotkanie Jezusa i Piłata w rzeczywistości nie ma żadnego rozstrzygnięcia. Niby zapadają decyzje, jednak pozostają one obok spraw zasadniczych. „Sprawa Mistrza z Nazaretu” wymyka się definicjom; wyroki nie są wyrokami, a sędzia zostaje osądzony przez oskarżonego. Z tego procesu na wspak filozof wyprowadza niepokojące zdania. „Świadczyć tu i teraz o królestwie, którego tu nie ma, znaczy pogodzić się z tym, że to, co chcemy zbawić, osądza nas. Świat w swej przemijalności nie pragnie bowiem zbawienia, lecz sprawiedliwości, a to dlatego właśnie, że nie prosi o zbawienie” (s. 76).

Giorgio Agamben, „Piłat i Jezus”

Giorgio Agamben, „Piłat i Jezus”, przeł. Monika Surma-Gawłowska, Andrzej Zawadzki, Znak, Kraków 2017

To bodaj najważniejsze zdania tego inspirującego eseju. Nie chcę tu z nimi dyskutować, warte są jednak głębokiego namysłu. Tyle tylko niech wolno będzie mi napisać, że być może świat potrzebuje nie tylko samej sprawiedliwości, lecz również miłosierdzia. Te ostatnie dać może jednak Jezus, którego Piłat nie rozumie. Mam wrażenie, że właśnie w tych zdaniach – jakże mocnych, jakże przeszywających – Agamben ostatecznie nie staje po stronie Jezusa. I wcale nie musi. Odczytuję zacytowane zdania jako rzucone przez autora wyzwanie-zapytanie wobec chrześcijaństwa. Czy jesteś jeszcze, Kościele wszystkich wyznań, zanurzony w tej rzeczywistości i domagasz się „z głośnym wołaniem i płaczem” (Hbr 5, 7) sprawiedliwości? Czy czekasz już tylko bezradnie i biernie na Jego przyjście?

Agamben, o ile dobrze odczytuję jego myśl, opowiada się za sprawiedliwością. Dla chrześcijaństwa centralnym miejscem jest jednak doświadczenie przebaczenia. Jezus nie jest naiwnym pocieszycielem, rozdającym swoje przebaczenie na lewo i prawo jak byle promocję. Przeciwnie, z kart Ewangelii wynika, że udziela On przebaczenia wtedy, gdy grzesznik sam przyznaje się do winy. Jezus jest zatem zupełnie innym sędzią niż prokurator Judei; jest prawdziwym prokuratorem całego rodzaju ludzkiego. Człowiek osądza się sam, zaś wyrok Jezusa wykracza poza dychotomię dobra i zła, poza szarości zawieszeń i odroczeń.

To naprawdę wielka książka.