Kryzys instytucji małżeństwa we Francji nie przekłada się na spadek przyrostu naturalnego. Francuska polityka prorodzinna nie używa ideologicznych protez, nie posługuje się retoryką, tylko jest skuteczna, wymierna, odczuwalna przez wszystkich.

Przed dziesięciu laty, w połowie października 1999 r., francuski parlament przyjął uchwaloną (315 głosami za, przy 249 przeciw i 4 wstrzymujących się) ustawę o PACS — Pacte de Solidarité Commune — Pakcie Wzajemnej Solidarności, która wprowadziła nową, prawnie uznawaną formę zamieszkiwania pod wspólnym dachem.

Najwięcej sprzeciwów w ówczesnej burzliwej debacie publicznej budził fakt, że zawierający PACS partnerzy mogli być jednej płci. Przeciwnicy nowej ustawy ostrzegali, że zgoda na PACS doprowadzi do zrównania małżeństwa z „byle związkiem” i będzie pierwszym krokiem do wprowadzenia „małżeństw” homoseksualnych. Poważne kontrowersje budziła także możliwość rozwiązania kontraktu jednym podpisem — albo za obopólną zgodą, albo przez jedną ze stron; w obu przypadkach związek kończy się ze skutkiem natychmiastowym.

Przeciwnicy ustawy zgłosili rok wcześniej pod obrady parlamentu blisko tysiąc poprawek, licząc na zniechęcenie autorów tej ustawy. Niebezpieczeństwa dopatrywano się w wyprowadzaniu związków homoseksualnych ze strefy prywatnej do publicznej, a w konsekwencji — przyznania im prawa do adopcji dzieci. Głos w prasie zabrała nawet — zwykle nie wypowiadająca się na tematy polityki ani zagranicznej, ani wewnętrznej — francuska pierwsza dama, Bernadette Chirac, osoba o skądinąd silnym charakterze i znana z zakulisowych wpływów na politykę Pałacu Prezydenckiego. Niemal w przededniu głosowania nad ustawą odbywały się w Paryżu i innych miastach Francji wielosettysięczne manifestacje obrońców rodziny (Francuzi uwielbiają tę formę wyrażania przekonań politycznych).

Jedni biskupi do manifestowania zachęcali, wręcz namawiali, inni (m.in. obecny arcybiskup Paryża André Vingt-Trois) twierdzili, że „ulica to nie miejsce, gdzie chrześcijanie powinni manifestować swoje poglądy. Powinni robić to poprzez obecność w debacie publicznej i przykład własnego życia”. Jeszcze w 1997 r. francuscy biskupi ogłosili list sprzeciwiający się ustawodawczym planom. Kolejne deklaracje wydano w maju i we wrześniu 1998 r. Potem wielu liczyło jeszcze, że ustawę zawetuje prezydent Jacques Chirac (dwukrotnie w 1998 r. deklarował się przecież jako jej przeciwnik…), a Trybunał Konstytucyjny stwierdzi, że jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Prezydent jednak nie zawetował, a Trybunał uznał, że nowa ustawa nie sprzeciwia się konstytucyjnym gwarancjom zapewnienia jednostce i rodzinie warunków niezbędnych do jej rozwoju (pkt. 10 Preambuły).

Konkubinat — PACS — małżeństwo

W gorączce dyskusji i protestów przeciw zagrożeniu rodziny, jakie miało stanowić ustawodawstwo, zagubił się fakt, że instytucja konkubinatu — zawieranego podobnie, przez zwyczajne złożenie dwóch podpisów — istniała przecież we Francji od 1968 r.

Francuskie ustawodawstwo stopniowo, w ciągu lat siedemdziesiątych, wprowadzało zmiany dotyczące małżeństwa i konkubinatów, takie jak: depenalizacja cudzołóstwa, zrównanie w prawach dzieci małżeńskich i tych z „nieprawego łoża”. W przypadku konkubinatów trzeba było uchwalić szereg regulacji na wypadek ustania związku. W takich sytuacjach bowiem, choć majątek obojga pozostaje rozdzielony, to pojawia się mnóstwo problemów w przypadku konieczności podziału np. zakupionych w czasie trwania związku nieruchomości — działa wówczas zwykle zasada przeciwdziałania „nieusprawiedliwionemu wzbogaceniu się”, jeśli jedna strona stara się zagarnąć wszystko. Sam fakt ustania związku nie daje jednak żadnemu z partnerów prawa do odszkodowania; dzieje się tak jedynie w przypadku tragicznej śmierci mężczyzny — wówczas rekompensatę otrzymuje i żona, i konkubina, ponieważ obie poniosły niezawinioną stratę. Od 1994 konkubinat daje też prawo do korzystania z metod wspomaganego medycznie zapłodnienia.

Ustalenia prawne dotyczące konkubinatów zmieniono miesiąc po wprowadzeniu PACS-u, tym razem bez słowa jakiegokolwiek protestu, otwierając konkubinat dla par homoseksualnych i upodabniając znacznie do siebie obie formy kontraktu.

Konkubinat jest definiowany jako jedynie „stwierdzenie faktu wspólnego zamieszkiwania”. Zawarcie konkubinatu nie pociąga za sobą żadnych zobowiązań wzajemnych — prawo respektuje tu wolę dwojga ludzi, którzy nie chcieli prawnego, oficjalnego uznania swojego związku. Partnerzy konkubinatu mogą nawet pozostawać formalnie w innym związku małżeńskim. Konkubinatem kieruje zasada „wolność każdego z partnerów ważniejsza jest od ich wspólnego interesu”.

Inaczej PACS — jest to związek „ekskluzywny”, tzn. trzeba wybrać: albo PACS, albo małżeństwo. Związek powinien mieć charakter „trwały i stabilny” — przy czym żadne teksty normatywne nie określają warunków (zwłaszcza czasu) tej „trwałości” i w praktyce wystarcza przedstawienie dokumentów stwierdzających ten fakt, bądź oświadczenie, czasem w towarzystwie dwóch świadków. Zgodnie z ustawą o PACS, partnerzy w nowych związkach obowiązani są do wzajemnej pomocy i łożenia na wspólne gospodarstwo domowe — ale już nie do wierności. W przypadku narodzin dziecka nie działa prawo automatycznie stwierdzające ojcostwo i prawa rodzicielskie (jak w przypadku małżeństwa), lecz oboje rodzice muszą uznać dziecko za swoje w ciągu roku od jego urodzenia. Nowym parom nie przyznano też prawa do adopcji dzieci ani medycznie wspomaganych metod zapłodnienia (o adopcję może się jednak we Francji starać samotna osoba po ukończeniu 28 roku życia).

Zredukowana do minimum ceremonia zawarcia związku partnerskiego nie odbywa się w Urzędzie Stanu Cywilnego, lecz w kancelarii sądu rejonowego. Partnerzy, zgodnie z pierwszą wersją ustawy, nabywają prawa do korzystania z ubezpieczenia zdrowotnego drugiej strony, do zachowania prawa najmu mieszkania przez pewien okres po ustaniu związku, a po trzech latach jego trwania — do wspólnego opodatkowania (rzecz we francuskim systemie fiskalnym ogromnie korzystna). Każde z partnerów zachowuje jednak własny status osoby prawnie stanu wolnego. Z zawierania związków partnerskich wykluczono członków najbliższej rodziny, a także osoby pozostające formalnie w związku małżeńskim.

Koń trojański czy uznanie status quo?

Ustawa szybko weszła w życie, o co zadbali jej zwolennicy — głównie działacze organizacji homoseksualistów — i do końca roku 1999 pakt zdążyło zawrzeć ponad 6 tys. par. Podkreślano szczególnie fakt, że 75% partnerstw, jakie zarejestrowano w tym czasie w regionie paryskim, było związkami homoseksualnymi. Wydawało się to potwierdzać obawy przeciwników ustawy.

Przed dziesięciu laty zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy ustawy o PACS, patrzyli na nią jak na wydarzenie przełomowe. Przeciwnicy bronili tradycyjnego obrazu rodziny. Zwolennicy pragnęli natomiast szerszego otwarcia socjalnych udogodnieńi wzajemnych zobowiązań) dla ludzi de facto dzielących codzienne życie.

Już w rok po obowiązywaniu ustawy okazało się,że zarówno obawy jednych, jak i oczekiwania drugich, nie sprawdziły się. PACS nie doprowadził do prac nad uznaniem we Francji „homoseksualnego małżeństwa”, a dotychczasowe struktury społeczne nie zostały rozbite. Związki homoseksualne nie stały się ani zarzewiem upadku, ani powszechną normą i dzisiaj nikt właściwie nimi się na forum publicznym nie interesuje.

W pierwszym roku obowiązywania ustawy zawarto 23,6 tys. kontraktów. Statystyki dotyczące płci obojga partnerów wykazywały, że odsetek zarejestrowanych związków homoseksualnych wynosił: w pierwszym roku obowiązywania ustawy o PACS — 42% wszystkich związków, w roku następnym — 25%, a w roku 2006 już zaledwie 7%. Dziesięć lat po wprowadzeniu ustawy kwestia ta nie jest w zasadzie przedmiotem debaty społecznej. Wraca jedynie wtedy, gdy pojawia się temat ewentualnej adopcji dzieci (do dzisiaj skutecznie zablokowanej) czy dostępu zapłodnienia in vitro dla par homoseksualnych. We Francji ani jedno, ani drugie nie jest możliwe. Ta ostatnia możliwość istnieje w Belgii i kwitnie „turystyka zapłodnieniowa” (podobno kilka par tygodniowo) do przygranicznych klinik, gdzie pacjentów o nic się nie pyta…

Przyjrzyjmy się jednak uważniej argumentom debaty sprzed dziesięciu lat, a także z lat późniejszych. Biskupi katoliccy podnosili wówczas przede wszystkim sprawę społecznej roli nie tyle samego małżeństwa, ile rodziny. Ich wypowiedzi, rzecz we Francji wyjątkowa, pokrywały się z tym, co mówili prawicowi politycy. Retoryka „społeczna”, pozornie bardziej uniwersalna, łatwo kojarzy się jednak z kwestiami materialnymi: wspólnota dóbr czy ich podział, zasady dziedziczenia, testamenty, alimenty, spadki itp. W kraju, gdzie niektóre artykuły tak wyczulonego na te kwestie Kodeksu Napoleona nadal obowiązują, nie dziwi, że argumenty te wytaczane były jako pierwszorzędne w obronie tradycyjnego małżeństwa.

Przewodniczący stowarzyszenia rodzin protestanckich Pierre-Patrick Kallenbach, krytykując PACS, dostrzegał w nim kolejną szkodę, jaką poczynić miało we Francji to pokolenie, które w 1968 „bawiło się w rewolucję”. Jego zdaniem, pokolenie ’68 ma być winne niemal wszystkiemu, co złe. Inni jeszcze, wśród nich charyzmatyczny duszpasterz młodzieży, dominikanin o. Daniel Ange, przywoływali słowa gen. De Gaulle’a z 1940 r., który mówił o „przegranej bitwie, nie wojnie” — a więc przekonywali, że poczucie prawdziwych wartości w społeczeństwie francuskim w istocie przetrwa. Padły też słowa o klęsce gorszej niż ta z 1940, „bo niszczącej naród od środka” i o tym, że „większość matek i prawników” jest przeciwna nowym ustaleniom prawnym.

O religijnym znaczeniu rodziny nie mówił nikt. Wygląda na to, że we Francji argumentacja religijna dawno straciła swoją nośność – zaledwie 1/3 młodych par idzie z urzędu stanu cywilnego do kościoła (z czego spory odsetek to pary takie, gdzie katolicka jest jedna tylko strona). Wolne związki stały się codziennością także w młodym pokoleniu wywodzącym się z tzw. dobrych środowisk i z katolickich rodzin. Nie odpowiemy dzisiaj na pytanie, na ile Kościół dobrze wywiązuje się z zadania przedstawiania małżeństwa – nierozerwalnego, sakramentalnego – jako właściwego wyboru i drogi do szczęścia; na ile trudności w znalezieniu i tutaj adekwatnej argumentacji pozostają jego codzienną troską.

Właściwie nie powinniśmy nawet tego pytania stawiać, gdyby nie fakt, że ciśnie się ono pod pióro w stosunku do kilkumilionowej rzeszy francuskich wyznawców islamu — religii, w której małżeństwo obwarowane jest największą bodaj liczbą obostrzeń, z trudem wpisujących się we francuski kontekst społeczny. Statystyki dotyczące par zawierających ślub także przed imamem niestety nie istnieją, ale sam fakt istnienia społeczności wiążącej z małżeństwem określone normy moralne i obyczajowe jest istotny.

Choć ślubów osób „pochodzenia muzułmańskiego”, jak oni sami najczęściej się określają, jest zaledwie 3% rocznie, to wyjątkowego rozgłosu nabrał jeden z nich. Wiosną ubiegłego roku wybuchła sprawa unieważnienia, zawartego legalnie dwa lata wcześniej przed urzędnikiem stanu cywilnego w Lille, ślubu dwojga muzułmanów, gdy panna młoda okazała się nie być dziewicą. Jedni (w tym większość francuskich polityków i publicystów) pytali, czy nie była to kompromitacja republikańskiego i laickiego urzędu stanu cywilnego i wyraz różnego traktowania obywateli (młodej parze nie narzucono wszak procedury rozwodowej). Inni — głównie na muzułmańskich blogach i portalach internetowych — zastanawiali się, czy, wręcz przeciwnie, nie był to wyraz okazania szacunku dla przekonań i wyrozumiałości dla nieoczekiwanej trudnej sytuacji. Inni jeszcze (w tym Guillaume Didier, rzecznik prasowy Ministerstwa Sprawiedliwości) przekonywali, że z prawnego punku widzenia nie można decyzji niczego zarzucić — nie jest ważne małżeństwo oparte od początku na oszustwie, a przedmiot tego oszustwa ma być inną zupełnie kwestią, sprawą prywatną dwojga nieszczęsnych małżonków.

Sondaże mówią jednak o stosunkowo luźnym traktowaniu przez młodych francuskich muzułmanów surowych zasad ich religii. Debata ta wydaje się ważna dla tego tekstu również dlatego, że pokazuje, jak bardzo kwestie związane z małżeństwem są jeszcze w stanie rozpalić francuską opinię publiczną.

Wzorcowa polityka rodzinna

Francja to kraj zanikających albo rozpadających się małżeństw. Francja to kraj ludzi samotnych. Francja to kraj, w którym związki homoseksulane wtopiły się w społeczny pejzaż.

To wszystko jest prawdą, ale przecież Francja to także kraj o najwyższym niemal w Europie przyroście demograficznym. Ze statystyczną średnią 2,0 dziecka na kobietę (dane z 2006 r.) Francuzki dały się wyprzedzić jedynie Irlandkom. Jest to przy stała tendencja wzrostowa — pięć lat temu wskaźnik ten wynosił 1,73. Co roku we Francji rodzi się grubo ponad 700 tys. dzieci. Statystyki mówią też, że 43% dzieci, a ponad 55% pierwszych dzieci w rodzinie, rodzi się poza związkiem małżeńskim (przed 25 laty liczba ta wynosiła 20%).

Niejako wbrew alarmom ekonomistów, kryzys nie dotyka przyrostu naturalnego. I niech nie zmylą nas częste utyskiwania niektórych rzekomych znawców tamtych stron, że te dzieci, to głównie owoc małżeńskiego pożycia emigranckich, czytaj arabskich w znakomitej większości, par. Dzieci rodzą się tu we wszystkich środowiskach, we wszystkich francuskich rodzinach, a właściwie, pardon, domach. Francja jest przy tym jednym z krajów, gdzie odsetek pracujących zawodowo kobiet jest bardzo wysoki. 82% Francuzek między 24 a 49 rokiem życia — a więc wtedy, kiedy zwykle ma się dzieci — obecnych jest na rynku pracy!

Odpowiedź na pytanie, jak to się dzieje, nie wydaje się trudna. Wiele mówi liczba ponad 66 mld euro, jakie budżet kraju rokrocznie rezerwuje na wspomaganie rodziny. Znakomita część tej sumy pochodzi ze składek pracodawców i pracowników, odprowadzanych do specjalnej kasy. Każde francuskie dziecko, w każdej rodzinnej sytuacji wspomagane jest „z urzędu”, a dodatek do dochodu, jaki rodzina otrzymuje tylko z tego tytułu, że wychowuje dzieci, jest wolny od jakiegokolwiek opodatkowania.

Nie miejsce tu na szczegółowe opisywanie francuskiej polityki rodzinnej. Nie używa ona ideologicznych protez, nie posługuje się retoryką, tylko jest skuteczna, wymierna, odczuwalna przez wszystkich — choć przez wszystkich także krytykowana (proszę mi pokazać Francuza, który nie krytykuje!) Każde dziecko — jeszcze przed urodzeniem — dostaje jednorazowy zastrzyk w wysokości 500 euro, urlop macierzyński trwa 18 tygodni (przy pierwszym dziecku, potem okres ten się wydłuża), następnie można wziąć trzyletni urlop wychowawczy. Jeśli matka (albo ojciec, bo on też ma tę szansę, podobnie jak dostaje 2 tygodnie wolnego przy urodzeniu dziecka) nie pracuje, dostaje 650 euro miesięcznie. Może też wrócić do pracy w niepełnym wymiarze godzin, a kasa rodzinna dopłaci do brakującego pensum godzin tak, by rodzic otrzymywał pełną pensję. Nic dziwnego, że na takie rozwiązanie decyduje się wiele osób, nie tracąc ani kontaktu z pracą, ani szansy na osobistą opiekę nad dzieckiem.

Każde dziecko do 20 roku życia otrzymuje też miesięcznie od 80 do 150 euro. Wysokość sumy nie zależy od dochodów, lecz od liczby dzieci w rodzinie, a rośnie radykalnie od dziecka trzeciego. Zasada „wszystkie dzieci są równe” wzbudza zresztą regularnie dyskusje nad tym, czy rodziny najskromniejsze nie powinny być jednak wspomagane w większym stopniu. Trzeba by jeszcze wymienić darmowe przedszkola dla wszystkich i darmowe podręczniki szkolne, wypożyczane na rok każdemu dziecku. Dodać też trzeba, że uboższe rodziny otrzymują dodatkową pomoc na początku roku szkolnego. Istnieją też: fiskalne wspomaganie wynajęcia opiekunki do dziecka i pomocy domowej, przyznawanie rodzinom wielodzietnym (już od trzeciego dziecka) legitymacji dającej wymierne zniżki w środkach transportu miejskiego, w pociągach, a także przy zakupie biletów do kina czy muzeum.

Pomoc to jednak nie tylko pieniądze. Obliczono, że 1,2 mln francuskich dzieci żyje w rodzinach „złożonych na nowo”recomposes), gdy rodzice po rozwodzie na nowo ułożyli sobie życie. Ich codzienność potrafi być skomplikowana, francuskie sądy rodzinne szczegółowo ustalają bowiem zasady sprawowana opieki rodzicielskiej i kontaktowania się z dzieckiem, coraz częściej zobowiązując oboje rodziców do zajęcia się dziećmi „po połowie” (ok. 10% wypadków). Nierzadko dzieci krążą więc między domem matki a domem ojca. Ułożenie planu spędzania świąt to często prawdziwa łamigłówka. Wiele dzieci we Francji ma też dzisiaj przyrodnie rodzeństwo. Poziom wykształcenia rodziców w rodzinach „złożonych na nowo” jest statystycznie niższy niż w rodzinach tradycyjnych; więcej matek jest też bezrobotnych.

Prawodawca zrozumiał, że w tej sytuacji wiele z codziennych spraw dotyczących tych dzieci (gdy opieka sprawowana jest w jakiejś mierze przez nowego partnera rodzica) musi zostać prawnie uregulowanych. Od 7 października br. wszyscy dorośli są prawnie zobowiązani do podejmowania decyzji (niejednokrotnie kompromisowych) w imię dobra dziecka, które jest najbardziej chronione.

Nadal nie ma jednak we Francji ustępstw czy kompromisu w posługiwaniu się określeniami „matka” i „ojciec”. Zgromadzenie Narodowe zdecydowanie odrzuciło propozycję, by zastąpić je słowem „rodzic” — co byłoby otwarciem furtki do rozmycia ról zdeterminowanych płcią. Czy szczęśliwie świadczy to o silnej nadal świadomości konieczności utrzymania zasadniczych podziałów płci: dwojga różnych osób koniecznych do zawarcia małżeństwa, do macierzyństwa i do ojcostwa?

Pomoc na co dzień to także — mniej wymierna, ale jakże ważna — atmosfera życzliwości wobec matki z dzieckiem w wózku czy z kilkorgiem niesfornych pociech w metrze. W pociągu nieraz cały wagon zabawia jadącą na wakacje gromadkę. I jeszcze pomoc sąsiedzka — wiadomo, że dzieci trzeba odprowadzić, przyprowadzić, nakarmić i zabawić, a potem położyć spać. Cokolwiek byśmy mówili o zatomizowanym zachodnim społeczeństwie — tutaj akurat matek i ojców nie pozostawia się w potrzebie samym sobie. Nieformalne przecież więzi, jakie w tym społeczeństwie nawiązują się wokół opieki nad dzieckiem, wokół jego wychowania, wokół powstawania grup koleżeńskich są nadzwyczaj trwałe i widoczne. Opisywanie zaangażowania rodziców w życie przedszkolne i szkolne, w organizowanie dzieciom od najmłodszych lat spotkań towarzyskich, w codzienną samopomoc mogłoby zająć długie stronice. Przez lata jest się identyfikowanym jako „mama Piotrusia” czy „tato Emilki”.

Pragmatyka i wolność wyboru

Wszyscy wiedzą, że Francuzi są praktyczni. Wiedzą to też oni sami i w PACS-ie coraz częściej dostrzegają same zalety.

Największą wydaje się możliwość wspólnego opodatkowania. Od roku 2005 obowiązuje — identyczny dla PACS-u i małżeństwa — reżim podatkowy, który można stosowań już od chwili zawarcia PACS-u, a nie dopiero po 3 latach, jak było pierwotnie. Ta nowość wyraźnie zwiększyła liczbę zawieranych związków partnerskich — i to właśnie w drugim lub trzecim kwartale, czasie podatkowo najkorzystniejszym.

Kolejne kroki zbliżające kontrakt do małżeństwa to określenie, wzorowanych na małżeńskich, wzajemnych praw i obowiązków, a od 2007 r. — takie samo opodatkowanie spadku (konieczny jest tu jednak testament). Istnieje też (podobnie jak od 1994 r. w wypadku konkubinatu) możliwość wyboru najbliższej geograficznie posady albo wspólnego przeniesienia dla urzędników państwowych (od poczciarzy i kolejarzy po nauczycieli), którzy z nakazami pracy rzucani są w te miejsca kraju, gdzie akurat są potrzebni.

Te ustawowe zmiany wprowadziło Zgromadzenie Narodowe o wyraźnej prawicowej większości, co pokazuje, że debata wokół PACS-u straciła swój charakter polityczny. Mało kto pamięta jeszcze, że obecny prezydent, Nicolas Sarkozy, podczas kampanii prezydenckiej w 2007 roku obiecywał „cywilne związki homoseksualne” (do dziś pozostają one w sferze wyborczych obietnic, ale też wydaje się, że nie są szczególnie rewindykowane przez środowiska homoseksualne), natomiast w roku 1998, kiedy był sekretarzem generalnym prawicowej RPR, wówczas partii Chiraca, ostro występował przeciw ówczesnym propozycjom z lewej strony sceny politycznej i nazywał PACS pogardliwie „małżeństwem niższej kategorii” — sous-mariage.

Przed dziesięciu laty we Francji zawierano nieco ponad 300 tys. ślubów cywilnych i podpisywano 22 tys. paktów rocznie. Liczby te zaczęły się do siebie regularnie zbliżać i choć atrakcyjność małżeństwa spada wolniej niż rośnie atrakcyjność PACS-u, to w tym roku ślubów było 270 tys., a paktów — 180 tys. Przy liczbie 144 tys. w roku poprzednim oznacza to wzrost w skali roku o 48%! Jeśli od liczby zawieranych cywilnych małżeństw odjąć jedną trzecią ślubów także kościelnych — liczba ślubów i kontraktów jest równa! Obserwatorzy tendencji długofalowych ostrzegają jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków: atrakcyjność małżeństwa spada we Francji, powoli, acz systematycznie już od lat 50-tych i trudno dzisiaj określić, na ile wprowadzenie przed zaledwie 10 laty PACS-u odegrać mogło tu znaczącą rolę.

Czy na atrakcyjność PACS-u nie wpływa też paradoksalnie właśnie fakt, że jego zawarcie nie jest obudowane żadną symboliczną ornamentyką? Pozostaje ono wydarzeniem ściśle prywatnym, nie zawsze ogłaszanym nawet w najbliższej rodzinie, nie urządza się żadnych przyjęć. A przyjęcie ślubne we Francji to nie lada wydatek (czasami wydaje się, że instytucji małżeństwa bronią tu głównie firmy organizujące wesela, obowiązkowo na kilkaset nadzwyczaj elegancko ubranych gości, koniecznie z rozdętym sztafażem dekoracji i imponująco wyglądającym menu…).

Do zawierania małżeństwa może także nieco zniechęcać wiążące się z nim nadal w sferze obyczajowej pozbawianie kobiety podmiotowości. Choć prawnie zachowuje ona swoje nazwisko i do śmierci głosuje pod nazwiskiem panieńskim, to w życiu codziennym, w kontaktach z bankiem, administracją mieszkania, urzędem podatkowym występuje pod nazwiskiem — ba, w dokumentach urzędowych nawet pod imieniem — męża, przestając faktycznie istnieć jako oddzielna jednostka. We wszystkich dokumentach i formularzach kobieta znajdzie wpisane jako „nazwisko używane” — bez pytania jej o zdanie — nazwisko męża, a formularz podatkowy i książeczkę czekową otrzyma wystawioną na imię i nazwisko męża, z eleganckim dodaniem słówka Madame. Coraz więcej Francuzek sprzeciwia się tym, patriarchalnego chowu, praktykom. Borykać się z nimi muszą jedynie mężatki — żyjące w konkubinacie czy w ramach PACS-owskiego kontraktu „kobiety wolne”, mają przecież prawo do zachowana własnej tożsamości…

Rocznie zawieranych jest we Francji niespełna 300 tys. małżeństw, rozpada się natomiast ponad 150 tys. Od 15 lat tendencja jest stała i liczba rozwodów oscyluje wokół 110-120 tys. — głównie po 3-4 albo po 10-14 latach trwania małżeństwa. W trzech przypadkach na cztery o rozwód wnosi kobieta. Rozwody za porozumieniem stron są tutaj możliwe od 1975 r. Od roku 2004 rozwód może nastąpić automatycznie po dwóch latach nieprzerwanej separacji — jeśli tylko wnioskuje o to jedna ze stron. W 45% przypadków nadal orzekany jest jednak rozwód z winy jednego z małżonków. Do dzisiaj nie powiodły się, ponawiane regularnie, próby dalszego upraszczania procedury rozwodowej aż do przeniesienia jej z sądów do gabinetów notariuszy włącznie.

Abp Jean-Charles Descubes z Rouen przypomniał w 2008 r. — w okresie, gdy toczyła się parlamentarna debata na ten temat — że małżeństwo, jako związek potwierdzony i zawarty publicznie, nie może być rozwiązywane „prywatnie”, niczym kontrakt wynajmu mieszkania. W praktyce wydaje się jednak, że utrzymująca się nadal „kłopotliwość” rozwiązania małżeństwa pozostaje jednym z kluczowych elementów odróżniających je od PACS-u czy konkubinatu. Inna różnica to jedno nazwisko, a nie dwa, na drzwiach i skrzynce na listy.

Wszedł bowiem na stałe do praktyki społecznej, powstał nawet nowy czasownik „spaksować się” (se PACSer). Jedynie w Paryżu liczba związków homoseksualnych pozostaje znacząca — 17,3% (13,5% z nich zawiera dwóch mężczyzn, 3,8% dwie kobiety). W skali kraju wygląda to już inaczej — 95% to związki heteroseksualne. PACS kusi pozorną symboliczną i ideologiczną „przezroczystością”, motywuje jednak do utrzymania stabilności, prawnego porządku i dbałości o dzieci. Robi to chyba skutecznie, skoro rozpada się zaledwie 16% PACS-ów, z czego automatycznie wówczas, kiedy zawierane jest małżeństwo (inna rzecz, czy z tym samym partnerem — tego już żadne statystyki nie mówią).

Zgodnie ze statystykami, w „legalnych”, zawieranych cywilnie związkach małżeńskich żyje tu dzisiaj 23 mln obywateli, a 5 mln w konkubinatach, które wtopiły się przez lata, podobnie, jak teraz PACS, w pejzaż życia społecznego. Nikt nie prowadzi, bo nie da się tego zrobić, statystyk wolnych związków, nierejestrowanych z samej istoty rzeczy, a coraz bardziej popularnych. Niektóre z tych związków są trwałe, inne nie…

We Francji nie sposób mówić już o jednym modelu małżeństwa i rodziny. Widoczne jest poszukiwanie nowych, alternatywnych form życia wspólnego. Argumentacja obrońców tradycyjnej rodziny padała i nadal pada właściwie w pustkę, we francuskim społeczeństwie nie ma jej komu słuchać! Jest to społeczeństwo coraz bardziej zróżnicowane, przeorane przez antypatriarchalne nurty myślenia, religijnie coraz bardziej obojętne. Niewątpliwie znakiem naszych czasów jest rozmaitość form życia rodzinnego. W takiej sytuacji zamiast toczyć „bitwę o małżeństwo” warto raczej podjąć wysiłek rozpoznawania ludzkich potrzeb i szukania takich form wspólnego życia, które im będą odpowiadały.

W dzisiejszym społeczeństwie francuskim wysoko cenioną wartością jest liczy indywidualne szczęście. Czy uda się znaleźć takie rozwiązania, które pozwolą pogodzić dążenie jednostki do szczęścia (czy może tylko zadowolenia) i budowanie trwałego związku na lata, na życie? Na jakich podstawach to budowanie miałoby się wspierać? Ale z drugiej strony, czy społeczeństwo powinno bać się szczęścia jednostki? Ludzie zasadniczo chcą przecież budować trwałe związki, zasadniczo chcą wychowywać dzieci, zasadniczo chcą żyć uczciwie. Francuski ustawodawca wyszedł naprzeciw temu pragnieniu. Uznał, że nie będzie nadmiernie przywoływał słów o zobowiązaniach czy odpowiedzialności. Zaproponował rozwiązania postrzegane przez Francuzów jako „przezroczyste”, w które każdy może wpisać własną koncepcję szczęścia.

Ktoś powiedział mi, że Francja jawi mu się, jako kraj „szczęśliwych, dożywotnich, nierozerwalnych konkubinatów”. Coś w tym jest! Dodam tylko: „konkubinatów (PACS-ów) z gromadką dzieci”.

Ciekawe jednak, że duża część osób zawierających związek partnerski w praktyce mówi o nim jako o etapie przygotowawczym czy wstępnym do „prawdziwego” małżeństwa. Coraz częstsze są we Francji śluby, także kościelne, par, które mają za sobą wiele lat wspólnego życia, nierzadko potwierdzonego obecnością kilkorga dzieci, a sakrament małżeństwa i chrztów dzieci bywa sprawowany równocześnie. Być może PACS staje się zatem rodzajem „małżeństwa na próbę” — nie tyle ucieczką od odpowiedzialności, ile odsuwaniem jej na potem? Czy w przyszłości, paradoksalnie, nie będzie on działać na korzyść małżeństwa pojmowanego jako zaangażowanie szczególne i jedyne?

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” 2009 nr 11-12.