Rządzący nie widzą sytuacji osób potrzebujących w systemie wsparcia całościowo. Defekt myślenia władz o sprawach socjalnych istnieje od lat.

Każdego 1 stycznia wchodzą w życie zmiany prawne w wielu dziedzinach. Rok temu sporo ich było w polityce społecznej (przygotowanych jeszcze przez poprzednią ekipę), zwłaszcza dla mniej zamożnych i słabszych społecznie grup obywateli. Czy obecny rząd również przygotował dla nich hojne noworoczne prezenty?

Rok temu wystartował między innymi system darmowych porad prawnych. Wszedł w życie program przeznaczania tysiąca złotych miesięcznie dla matek bezrobotnych i matek niepracujących na etatach przez pierwszy rok życia dziecka oraz wsparcia (w postaci refundacji części kosztów) dla zatrudnienia młodych bezrobotnych pod warunkiem zatrudnienia ich przez pracodawcę przez kolejny rok, a także zasada „złotówka za złotówkę” w dostępie do świadczeń rodzinnych. 

Co nowego – w sferze społecznej – przynosi tegoroczny styczeń? 

Wzrost stawek minimalnych

Zacznijmy od rynku pracy. Przede wszystkim płaca minimalna wzrośnie do 2 tys. zł brutto, a także zacznie obowiązywać minimalna stawka godzinowa (dla umów zlecenia) na poziomie 13 zł. Na zmiany te warto spojrzeć w nieco szerszym kontekście. 

Z jednej strony podwyżki niskich uposażeń są uzasadnione w świetle zjawiska pracujących tzw. biednych (czyli osób, które mimo zamieszkiwania w gospodarstwach utrzymywanych głownie z pracy, żyją w ubóstwie). Krok ten wydaje się korzystny także w świetle niskiego udziału płac w PKB, co może tworzyć pewną barierę popytową dla rozwoju gospodarczego (dziś tę barierę trochę przełamuje szeroko adresowany program świadczeń pieniężnych 500+). Podnoszenie wynagrodzeń może też ograniczać ryzyko skutków ubocznych programu 500+, czyli perspektywy opuszczenia rynku pracy przez niektóre osoby niewiele zarabiające (z bolesnymi tego konsekwencjami np. dla przyszłych emerytur tych osób). Jeśli płace będą rosły, ryzyko, że pod wpływem świadczeń na dzieci, będzie „opłacało się” przejść w sferę „nieaktywności zawodowej”, może nieco zmaleć. 

Z drugiej strony pojawia się ryzyko, że w niektórych branżach pracodawcy nie będą gotowi płacić więcej i posypią się zwolnienia lub jeszcze częstsze zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi. Same umowy „niestandardowe” też jednak czeka zmiana – w postaci minimalnej stawki godzinowej. I znów – tym, których to obejmie, może istotnie się poprawić (dziś w niektórych branżach stawki wynoszą zaledwie 5-6 zł za godzinę pracy), ale równolegle rośnie też ryzyko zmniejszenia zatrudnienia (i dołożenia obowiązków tym, którzy na rynku pracy pozostają) lub nasilenia się praktyki zatrudniania na umowę o dzieło (których te ostatnie zmiany nie obejmą) czy wręcz rozwój szarej strefy.

Te obawy nie powinny skłaniać do potępienia podwyżek płacowych wprowadzonych przez rząd, ale warto sobie zdawać sprawę także z potencjalnych skutków ubocznych, by zastanowić się, jak chronić i wesprzeć osoby, które na tych zmianach okażą się per saldo stratne. Być może jest to pytanie o nadzór nad stosunkami pracy i przeciwdziałanie nadużyciom, a z drugiej – o dobrą politykę aktywizacji i przeciwdziałania bezrobociu, której kształt jeszcze w pełni się nie wyłonił.

Zły klimat dla rozwoju

Gdy jednak myślimy o sytuacji osób pracujących i bezrobotnych, nie sposób abstrahować od procesów zachodzących w gospodarce i polityce zatrudnienia. Niestety tu nie ma powodu do nadmiernego optymizmu – tempo wzrostu nieco wyhamowało, a poziom inwestycji spadł. A to zaś dzieje się za sprawą… między innymi obecnego kryzysu konstytucyjnego i parlamentarnego oraz podejścia rządzących do demokracji i państwa prawa. Poczucie niestabilności porządku prawnego i atmosfera podejrzliwości muszą odbić się na skłonności podejmowania odważnych decyzji o inwestycjach zarówno podmiotów prywatnych, jak i organów publicznych, na przykład samorządów, zwłaszcza tych rządzonych przez kręgi, które na poziomie polityki sejmowej, są opozycyjne.

Z całym szacunkiem dla kompetencji, zaangażowania i pracowniczej wrażliwości wiceministra Stanisława Szweda – same propracownicze regulacje (choć w istocie pewnie słuszne) nie uzdrowią polskiego rynku pracy i nie napędzą dobrobytu. Potrzebny jest także przyjazny klimat dający poczucie bezpieczeństwa i zaufania, a pod tym względem miniony rok przyniósł regres, który w nadchodzącym może się jedynie pogłębić.

Co dalej (i obok) 500+?

Jeśli chodzi o politykę rodzinną, wielkiemu przełomu na razie raczej nie będzie, gdyż ten dokonał się parę miesięcy temu wraz z wejściem w życie programu 500+, który będzie kontynuowany. Dopiero w kolejnych miesiącach ma nastąpić przegląd i czas pokaże, na ile rząd okaże się otwarty na modyfikację programu i w jakim kierunku ona ewentualnie pójdzie.

Ze społecznego punktu widzenia szczególnie istotne jest pytanie o to, czy i jak rząd zamierza uporać się z fundamentalną niesprawiedliwością programu, polegającą na tym, że np. bardzo majętna rodzina z trójką dzieci może otrzymać miesięcznie od państwa nawet tysiąc zł, podczas gdy samotna matka jednego dziecka pracująca za minimalne wynagrodzenie – nie otrzyma tegoż świadczenia. Interesujące jest też, czy rząd zdecyduje się dokonać korekt w kwestii (nie)wliczania świadczenia 500+ do dochodu branego pod uwagę przy ubieganiu się o inne świadczenia socjalne. Wreszcie nie ma pewności, czy i jak rządzący będą próbowali zmierzyć się z niektórymi ubocznymi skutkami wejścia w życie programu i jakie działania na polu polityki rodzinnej będą go uzupełniały.

Na razie wiadomo, że od stycznia kontynuowany będzie zainicjowany przez poprzednią władzę program „Maluch” dofinansowujący powstawanie żłobków (zob. mój artykuł „Najwyższy czas na żłobki!). Będzie on działał na tym samym co dotychczas poziomie finansowania – 150 mln zł rocznie. Czy to wystarczy? Wszak wsparcie w opiece nad dzieckiem do lat trzech, mimo sukcesywnej poprawy, wciąż jest słabo dostępne w skali całego kraju.

„Za życiem” – ale jak?

Kolejny ważny obszar, w którym akurat w nowym roku wejdą w życie zmiany, to polityka na rzecz osób, które żyją z osobami z niepełnosprawnymi. 1 stycznia zacznie obowiązywać ustawa „Za życiem”, przewidująca jednorazowo 4 tys. złotych z tytułu urodzenia niepełnosprawnego dziecka, a także pomoc ze strony asystentów rodziny dla tej grupy rodzin w odnalezieniu się w systemie wsparcia.

Ocena tych przepisów wydaje mi się jednak niejednoznaczna. Przyjęte wsparcie pieniężne nie jest zaadresowane najsensowniej. Rozsądniejsze – choć mniej spektakularne – byłoby podniesienie comiesięcznego zasiłku pielęgnacyjnego, który od lat wynosi jedynie 153 zł. Taka zmiana dawałaby możliwość bardziej stałego oddziaływania na sytuację materialną rodzin z wymagającymi opieki niepełnosprawnymi dziećmi – i to wszystkich, a nie tylko tych, których upośledzenie pojawi się w okresie prenatalnym.

Wątpliwości może budzić także nadanie nowych kompetencji akurat asystentom rodziny. Instytucja ta jest powołana do pracy z rodziną dysfunkcyjną, zagrożoną przekazaniem dzieci do pieczy zastępczej, a osób pracujących w tej profesji i tak nie jest wystarczająco dużo w relacji do potrzeb. Nadanie im nowych zadań w zakresie wsparcia jednak nieco innej grupy być może nie jest szczególnie fortunne (korzystniejsze byłoby stworzenie osobnej instytucji, ku temu właśnie powołanej i wykwalifikowanej). Rząd wprawdzie planuje przeznaczyć dodatkowe środki na większe zatrudnienie asystentów rodziny w związku z wejściem nowych przepisów, ale te środki mają pochodzić z… Funduszu Pracy, z którego finansuje się działania na rzecz osób bezrobotnych. Mamy więc tutaj do czynienia z mieszaniem różnych obszarów polityki społecznej i przerzucaniem skromnych zasobów z polityki na rzecz jednych grup potrzebujących do innych.

Warto nadmienić, że tuż przed Bożym Narodzeniem Rząd ogłosił przyjęcie dość obiecującej uchwałę o kompleksowym programie na rzecz osób niepełnosprawnych „Za życiem”. Program zakłada znacznie szerszy wachlarz instrumentów wsparcia tej grupy rodzin, niż przyjęta miesiąc wcześniej i omówiona wyżej ustawa. Treść uchwały dopiero co została opublikowana (30 grudnia 2016 roku), więc chyba zbyt wcześnie, by spodziewać się wymiernego przełożenia na rzeczywistość niebawem po nowym roku. Już pierwsze spojrzenie na program ze strony przedstawicieli rodzin niepełnosprawnych wskazuje jednak pewne jego ograniczenia, np. to, że rozwiązania przewidziane w programie w bardzo ograniczonym stopniu mogą pomóc ciężko niepełnosprawnym osobom i ich opiekunom już po przekroczeniu przez dziecko 25. roku życia, a w tym dorosłym okresie dotychczasowy system wsparcia miał i nadal ma rodzinom z osobami niepełnosprawnymi szczególnie niewiele do za oferowania (warto przeczytać rozmowę „Wyborczej”: „W 25. urodziny stajesz się niewidzialny dla państwa”).

Mimo wszystko program zawiera elementy, które mogą okazać się zaczynem systemowych zmian w systemie wsparcia. Warto przyjrzeć się jego konkretnym założeniom i śledzić, na ile i w jakiej formie będą realizowane.

Połowiczna poprawa dla opiekunów

Od stycznia podniesiona zostanie z 1300 złotych netto do ponad 1400 złotych wysokość świadczenia pielęgnacyjnego – dla rezygnujących z zatrudnienia opiekunów osób niepełnosprawnych i wymagających od dzieciństwa opieki. Jest to efekt regulacji przyjętych  jeszcze rząd Donalda Tuska, zgodnie z którymi świadczenie pielęgnacyjne jest waloryzowane zgodnie ze wzrostem minimalnego wynagrodzenia.  Od tego roku – to już przyjął nowy rząd, realizując jeden z wyroków Trybunału TK sprzed 2 lat – w obrębie jednej rodziny, gdzie jest dwoje dzieci wymagających opieki, każdy z opiekunów będzie mógł otrzymać osobne świadczenie pielęgnacyjne, jeśli zrezygnuje z pracy. Dotychczas możliwe było tylko jedno takie świadczenie w rodzinie, bez względu na liczbę osób pod opieką.

Trzecią ważną zmianą od stycznia będzie prawo do zasiłku dla bezrobotnych, a w niektórych przypadkach świadczenia przedemerytalnego dla osób, które pobierały świadczenie z tytułu opieki, a ich bliski umrze. Dotychczas było tak, że w momencie śmierci podopiecznego, były opiekun zostawał nagle bez gwarantowanych środków do życia.  To ważna i słuszna zmiana, choć niestety nie obejmie wszystkich rzeczywistych opiekunów potrzebujących wsparcia. Prawo do zasiłku dla bezrobotnego i świadczenia pielęgnacyjnego będzie przysługiwało tylko osobom, które w okresie sprawowania opieki pobierały któreś ze świadczeń opiekuńczych (świadczenie pielęgnacyjne, zasiłek dla opiekuna, specjalny zasiłek opiekuńczy).

Tymczasem nie wszyscy faktyczni opiekunowie mogą na to liczyć. W przypadku długoterminowej opieki nad osobą dorosłą, by otrzymać któreś ze świadczeń, trzeba spełnić kryterium dochodowe na poziomie 764 zł netto na osobę. Jeśli ktoś choćby nieznacznie przekroczy ów próg (np. gdy podopieczny ma nieco wyższą emeryturę), rezygnujący z pracy opiekun nie dostanie świadczenia, a więc także po śmierci podopiecznego nie otrzyma pomocy w postaci zasiłku dla bezrobotnego. Szerzej o tym problemie piszę w osobnym artykule.

Trzeba ten problem mocno i systematycznie akcentować. Sprawa dostępu do wsparcia pieniężnego dla opiekunów niepełnosprawnych dorosłych ciągnie się od lat. Ponad dwa lata temu zapadł w tej sprawie wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ale kolejni rządzący nadal go nie wykonali i – sądząc po zaplanowanym budżecie na rok 2017, a także braku sformułowanych propozycji na rzecz tej grupy – prawdopodobnie w nowym roku niezwykle dramatyczna sytuacja tego środowiska się nie poprawi. Warto nadchodzące miesiące wykorzystać do wywarcia społecznej i medialnej presji na władze, by jednak ten pilny temat podjęły.

Podwyżka może być niekorzystna?

Jeśli chodzi o osoby starsze, to wśród zmian w roku 2017 (ale dopiero od 1 marca) zauważalnym dla niektórych novum będzie podniesienie minimalnych emerytur i rent do kwoty tysiąca zł brutto. Nie dla wszystkich jednak potrzebujących zmiana ta okaże się per saldo korzystna. Schorowane osoby na niskich emeryturach i rentach często, mimo otrzymywania comiesięcznego świadczenia, korzystają także z różnych form pomocy społecznej i działań na rzecz osób z niepełnosprawnością, których przyznanie bądź współpłatność zależne są od niskich kryteriów dochodowych. Gdy ich dochód z emerytury lub renty wzrośnie, pojawia się ryzyko, że nieznacznie przekroczą dotychczas spełniane dochodowe kryteria i od części dotychczasowej pomocy zostaną odcięci.

Powyższe zastrzeżenie nie oznacza oczywiście, że emerytur i rent nie należy podnosić, ale pokazuje pewien widoczny od dawna defekt myślenia władz o sprawach socjalnych. Rządzący nie widzą sytuacji osób potrzebujących w systemie wsparcia całościowo. Jeśli podnosi się świadczenia, a równocześnie pozostawia progi dochodowe uprawniające do innych świadczeń na tym samym poziomie, zawsze wystąpi ryzyko, że dla części osób korzyści na jednym odcinku mogą przynieść straty na innym. Potrzebne jest zatem kompleksowe spojrzenie na różne problemy społeczne i system wsparcia potrzebujących.