Przestaną obowiązywać standardy opieki okołoporodowej określane przez rozporządzenie ministra zdrowia. Argument resortu brzmi dobrze. Niestety, tylko brzmi.

Czerwcowa nowelizacja ustawy o działalności leczniczej spowodowała, że minister zdrowia nie będzie już określał standardów postępowania medycznego. W zmienionej ustawie pozostawiono mu jedynie prawo określania „standardów organizacyjnych opieki zdrowotnej”, które dotyczą „sposobu sprawowania opieki nad pacjentem lub wykonywania czynności związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych”. Resort uważa, że tworzeniem szczegółowego opisu procedur medycznych powinny się zajmować towarzystwa naukowe.

W wyniku tej decyzji najpóźniej 31 grudnia 2018 roku stracą moc określone za pomocą rozporządzenia ministra zdrowia standardy opieki okołoporodowej, w tym łagodzenia bólu porodowego. Protestują środowiska, które o stworzenie tych dokumentów wiele lat walczyły, protestują także kobiety. I protestują słusznie.

Problemem jest traktowanie rodzącej kobiety jak człowieka

Argument resortu brzmi dobrze: opisem procedur medycznych powinny się zajmować towarzystwa naukowe. Niestety, tylko brzmi. Polska to nie Stany Zjednoczone. Standardy określone przez towarzystwa medyczne nie mają mocy obowiązującej. Wyegzekwowanie ich stosowania jest w praktyce niemożliwe, a odpowiedzialność prawna może dotyczyć tylko sytuacji tzw. błędu w sztuce. Pacjent – nawet lekarz znający standardy określone przez towarzystwa medyczne jak własną kieszeń – nie ma żadnej możliwości, by wyegzekwować ich zastosowanie wobec siebie i swojej rodziny. Zależy w tym od dobrej woli kolegów. Tym bardziej człowiek bez wykształcenia medycznego. Tym bardziej rodząca kobieta.

Obecne standardy w opiece okołoporodowej, określone rozporządzeniem ministra zdrowia, w zakresie czysto medycznym to „oczywista oczywistość”. Żadnych wątpliwości: wymienione procedury należy wykonać. I zapewne większość lekarzy i położnych pilnuje ich przeprowadzenia. Problemem jest nie to, czym zajmują się towarzystwa medyczne. Problemem jest traktowanie rodzącej kobiety jak człowieka.

To właśnie w kategorii traktowania kobiety jak człowieka należy bowiem umieścić: udzielanie pełnej informacji w sposób zrozumiały i uwzględniający stan psychiczny kobiety; informowanie o wszelkich zmianach, także lekarza prowadzącego poród; prawo decyzji w każdej sytuacji, w której jest to możliwe z medycznego punktu widzenia; prawo do zachowania intymności; prawo do obecności osób bliskich; prawo do stałego kontaktu z dzieckiem i wsparcia w początkowym okresie opieki nad nim; w końcu – uszanowanie emocji kobiet, które dziecko straciły lub urodziły chore.

Żadne towarzystwo medyczne nie dekretuje poszanowania godności pacjenta. Regulacje w tym względzie oznaczałyby przyznanie, że członkom towarzystwa lub (szerzej) lekarzom i pielęgniarkom nie tylko brakuje wyobraźni i kultury, ale postępują czasem w sposób nieludzki. I w istocie – to właśnie oznaczają…

Standardy opieki okołoporodowej obowiązują w Polsce od 2012 roku. Z opublikowanego w lipcu raportu NIK wynika, że oddziały mają nadal problem z ich przestrzeganiem. Co sprawia największy kłopot? Wydaje się, że przede wszystkim kwestie lokalowe i kadrowe.

Standardy wymagają poszanowania intymności pacjentki, zapewnienia jej możliwości zmiany pozycji czy wsparcia osób bliskich. Tymczasem na szpitalnych oddziałach wciąż mamy wieloosobowe sale porodowe, z łóżkami porozdzielanymi parawanem, z ciągiem komunikacyjnym wzdłuż sali. Proszę sobie wyobrazić: kilka rodzących kobiet na sali. Przejście do tej leżącej najgłębiej wymaga minięcia kilku rodzących wcześniej. Innymi słowy: przed obnażoną kobietą jest permanentna defilada, parawan przecież osłania ją jedynie z boku. Każda osoba „z zewnątrz” jest problemem także z ludzkiego punktu widzenia. W końcu osoba ta jest bliska tylko dla jednej z kobiet, dla reszty zaś – całkowicie obca. A przynajmniej raz na jakiś czas musi przejść wzdłuż parawanów.

Godność człowieka ma być szanowana zawsze, nie „w miarę możliwości”

Jest oczywiste, że w takiej sali nie ma mowy o zmianie pozycji, która oznaczałaby zejście z łóżka. Niby dokąd – obok? Na środek? Takich uwarunkowań jest mnóstwo. Standard wymagający poszanowania intymności (słuszny i konieczny!) powinien wymusić powstanie jednostanowiskowych pokojów porodowych. Owszem, takie pokoje w szpitalach położniczych funkcjonują od co najmniej 20 lat. Ale jest ich zbyt mało. Zatem: konieczna jest inwestycja w infrastrukturę szpitalną.

Ten sam problem pojawia się w przypadku maksymalnie dwuosobowych sal dla matek z dziećmi, w dodatku stwarzających możliwość wykąpania dziecka. Takich sal albo nie ma, albo jest niewiele. W ich powstanie trzeba zainwestować.

Kolejny problem to kadry. Bardzo prozaiczny. Na jedną wieloosobową salę wystarczy jedna położna. Jest w stanie mieć na oku wszystkie rodzące. Przy jednoosobowych pokojach, niekoniecznie położonych blisko siebie, trzeba by ich zapewne kilka. To oznacza zwiększenie stałej obsady dyżurowej. Skąd ten personel brać? Ile trzeba zapłacić, by – na przykład – opłacało się położnej zostać w kraju?

I kto będzie odpowiadał za niewypełnienie standardów? Dyrektor szpitala – czy ten, kto ustala wysokość kontraktu i stawkę, jaką szpital otrzymuje za wykonanie procedury?

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Popieram gorąco Fundację Rodzić po Ludzku. To, co zawiera się w obecnych standardach, powinno być obowiązkowe. Nie wystarczy zalecenie, które będzie szanowane „w miarę możliwości”. Godność człowieka ma być szanowana zawsze, nie „w miarę możliwości” i jeśli nie wystarcza wyobraźni czy kultury, to trzeba to egzekwować prawnie.

Problem polega na tym, że jeśli się wymaga od podległych sobie placówek spełniania standardów wymagających poważnych inwestycji, to trzeba zapewnić ich finansowanie. Owszem, być może łatwiej jest przestać wymagać…