Czy w zatraceniu podobieństwa do Boga bardzo różnimy się od bezdomnych?

Opowiem historię – dziwną, ale autentyczną.

Kiedy ktoś leży na chodniku przy przejściu dla pieszych, to myślę sobie, że nie wybrał sam tej pozycji i pewnie trzeba go jakoś poratować. Szczególnie panów w eleganckich czarnych płaszczach nie podejrzewam o takie ekstrawagancje, a to był właśnie taki pan. „Mogę panu jakoś pomóc?” „Wystarczy, jak mi pani poda rękę”. Okazuje się, że nie wystarczy, bo pan jest raczej potężny i ani drgnie. I tak sobie będziemy stali-leżeli… A nie, jednak nie! Podbiega kobieta, podpiera jegomościa.

Naczelny powód bezdomności to nie alkohol, lecz samotność

Przystanęli też dwaj mężczyźni, którzy wcześniej pana ominęli, co nieco dziwnym mi się zdało. Ale już widzę, jaka sytuacja: najwyraźniej mają dziurę w życiu zamiast mieszkania. I jeden z tych domu pozbawionych razem z nami przewróconego ciągnie w górę. Dobiegają mnie alkoholowe aromaty o niejasnym źródle. „Przepraszam państwa, pierwszy raz mi się to przytrafiło” – jegomość w płaszczu skonfundowany. „Tak to w życiu bywa – patrzy mi w oczy ów no-chyba-bezdomny. – Ale trzeba sobie pomagać”.

A do byłego przewróconego zwraca się: „Ja pana bardzo przepraszam…”. Ale już nie wiem za co, bo mojej dłuższej asystencji nic nie uzasadniało. Za to, że nie pomógł od razu, bo wie, jak zwykle reagują na takich jak on? Czy za to, że jednak pomógł i czystego płaszcza dotknął swoją ręką? A może powiedział: „Przepraszam, da mi pan pięć złotych?”.

Nie pieniądze, ale spotkanie

Zakończenie wybiorą Państwo sami. Myślę, że ciekawe byłoby się przyjrzeć, co jako pierwsze przyszło nam do głowy. Co podyktowały rozum, serce, a może stereotypy. Ciekawe nie tylko dla badań socjologicznych, ale przede wszystkim dla nas samych, aby dowiedzieć się, ile w nas nadziei, a ile zwątpienia i rezygnacji.

„Pomoc udzielana bezdomnym to strata czasu”, „To są na pewno źli ludzie”, „Oni są sami temu winni”, „Ci pijacy na własne życzenie tak żyją”, „Nie chce mi się słuchać tych kłamstw” – tego typu anonimowe opinie odnotował w albumie „Różnica” Jacek Hajnos. Wprowadzono je jednak do książki maleńkim drukiem, ledwo widoczne na marginesach stron. To nie te sądy, lecz opowieści samych bezdomnych i ich portrety namalowane przez Jacka Hajnosa stanowią sedno tej publikacji.

Portrety bezdomnych Hajnosa są owocem patrzenia w oczy tym, od których często odwraca się wzrok

Narracje te, jeśli chodzi o szczegóły, mogą wydać się mało wiarygodne. Nieraz poszarpane i pełne luk, rodzą pytanie, czy mówiący specjalnie coś ukrywa, wybiela siebie, a może pamięć płata mu figle, uszkodzona wpływem różnych substancji. W opowieściach tych wybrzmiewa jednak wyraźnie i przekonująco naczelny powód bezdomności. Alkohol? Owszem, o nim prawie zawsze jest mowa. Sięgnięcie po niego stanowi jednak raczej efekt głębiej osadzonego problemu. A jest nim samotność: rozpad związku, śmierć bliskich osób, uwiąd więzi lub życie tak ukształtowane, że człowiek nigdy nie nauczył się trudnej sztuki budowania relacji.

Nic dziwnego więc, że właśnie w tym punkcie Jacek Hajnos widzi potrzebę działania. „Z bezdomności może wyciągnąć tylko relacja z drugim człowiekiem” – mówi w wywiadzie przeprowadzonym przez Błażeja Strzelczyka („Tygodnik Powszechny”, nr 28/2016). Potwierdza to wprost jeden z portretowanych przez Hajnosa bezdomnych: „Często mi chodzi po głowie, że ja wcale nie potrzebuję pieniędzy, tylko spotkania z drugim człowiekiem, który mógłby mnie zrozumieć i przez to pomóc”.

Obraz niezniszczalny

Relacja to między innymi spojrzenie. Portrety bezdomnych tworzone przez Hajnosa są owocem patrzenia w oczy tym, od których tak często odwraca się wzrok. Materiały użyte do wykonania rysunków są tak ubogie jak sami portretowani – Hajnosowi posłużyły stare tektury, nadpsute gąbki do paneli podłogowych, zaschnięte farby, najtańsze długopisy, końcówki ołówków. Oprócz nich zastosował także szlachetne materiały, a książkę wydano na doskonałym papierze, z dużą starannością. To zestawienie oddaje stan tych, którzy – choć zewnętrznie wyniszczeni i społecznie zdegradowani – wciąż zachowują godność osób stworzonych na Boży obraz.

O tej specyfice prac Hajnosa trafnie pisze o. Tomasz Biłka OP we wstępie do książki: „To spojrzenie kontemplatyka, który uczestniczy w spojrzeniu samego Chrystusa i odkrywa, że niepodobieństwo, w jakie upadł człowiek, nie oznacza zniszczenia obrazu Boga. To właśnie przedstawia Jacek – niezniszczalny obraz Boga, Jego ukryty blask”.

Ostatnim obrazem na wystawie obrazów Hajnosa była czarna plama, w której można było zobaczyć swoje odbicie. W wydaniu książkowym rolę lustra pełni srebrzysta banderola. Patrząc na własną twarz, spojrzymy też w oczy pytaniu: czy w tym zatraceniu podobieństwa do Boga bardzo różnimy się od bezdomnych? Wobec Jego dobra i piękna różnice między nami wydają się zaledwie kosmetyczne. „[…] czy nie robicie różnic między sobą i nie stajecie się przewrotnymi sędziami?” – pisał św. Jakub w liście, na który naprowadza tytuł cyklu Hajnosa (Jk 2,3).

A w praktyce?

Jak tę ideę budowania relacji z bezdomnymi i niwelowania różnic wprowadzić w życie? Warto przyjrzeć się Wspólnocie Sant’Egidio, która działając właśnie w tym duchu, spotyka się z bezdomnymi na ulicach Warszawy, a stopniowo zaczyna funkcjonować także w innych polskich miastach. Zbliża się organizowana przez nią Wigilia z Ubogimi, na której bezdomni i członkowie wspólnoty zasiadają razem do stołu. Na ubogich czekają imiennie podpisane miejsca i indywidualnie dobrane prezenty. Jest jeszcze szansa, by włączyć się w przygotowania, szczegóły na stronie: www.santegidio.pl.

Ciekawie zapowiada się także Sylwester z Ubogimi organizowany w Katowicach i Krakowie.

Jacek Hajnos, „Różnica”, RTCK Wydawnictwo, Nowy Sącz 2016, 310 s.