Filmy Romana Polańskiego pozostają oryginalne i własne. Nawet w Hollywood zachował autentyzm, co udaje się nielicznym.

Nie mieszka w Polsce od pół wieku. W całości zrobił tu zaledwie jeden pełnometrażowy film. Zresztą tak dawno, że już nieprawda („Nóż w wodzie”, 1961). Przeżył tu Holokaust, mały realizm, małą stabilizację. Po debiucie fabularnym odstawiony na boczny tor przez samego Gomułkę, szybko wtopił się w swingujący Londyn lat sześćdziesiątych. Później mogło być już tylko Hollywood. I było. Szczyt kariery. Morderstwo w Bel Air. Oskarżenie o gwałt w willi Jacka Nicholsona. Więzienie w Chino. Ucieczka ze Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem wyroku. Areszt domowy w szwajcarskim Gstaad. Po drodze były jeszcze filmy. I to z reguły dobre. Brzmi jak sen wariata śniony nieprzytomnie? To tylko fragment życia Romana Polańskiego.

W tym roku skończył 83 lata. Dla wielu jest ikoną popkultury, istotną częścią atmosfery obyczajowej lat sześćdziesiątych. Ciągle znajduje się w dobrej formie, przygotowuje kolejny obraz, tym razem na kanwie powieści Delphine de Vigan „Prawdziwa historia”. To opowieść o bestsellerowej pisarce, która przedstawiła w książce portret matki samobójczyni. Sukces przypłaca oskarżeniami o wykorzystanie dramatu rodzinnego. Zmęczona zarzutami spotyka L. Rodzi się między nimi więź. Delphine zwierza się przyjaciółce, która rozumie ją jak nikt inny. W końcu L. wprowadza się do jej mieszkania, opiekuje nią, a nawet odpowiada na korespondencję. Pobudki towarzyszki nie są jasne.

Reżyser w charakterystyczny dla siebie sposób wybiera utwór o toksycznym związku między dwiema kobietami, polegającym na stopniowym przejmowaniu kontroli jednej nad drugą. Historia posiada wszelkie składniki filmowego świata Polańskiego. Nieznajomą zagra Eva Green („Casino Royale”, „Marzyciele”), z kolei w pisarkę wcieli się Emmanuelle Seigner („Motyl i skafander”), prywatnie żona artysty. Scenariusz na podstawie powieści przygotowuje sam Roman Polański we współpracy z Olivierem Assayasem. Film ten to pierwszy od czasu „Wenus w futrze” (2013) obraz reżysera. Ma być thrillerem psychologicznym.

Wajda, ekstradycja, kasacja

Po niedawnej śmierci Andrzeja Wajdy reżyser nie mógł przybyć na pogrzeb wieloletniego przyjaciela. W liście pożegnalnym, odczytanym na pogrzebie, napisał: „nasza przyjaźń trwała ponad sześćdziesiąt lat. Zaczęła się kiedy w bardzo trudnej dla mnie chwili zaproponowałeś mi udział w „Pokoleniu” – twoim debiucie fabularnym. (…) Zaraziłeś mnie dążeniem do perfekcji. (…) Wciąż z nostalgią wspominam chwile spędzone u Ciebie na planie (…) Przykro mi, że ze względu na okoliczności nie mogę osobiście wziąć udziału w tym smutnym pożegnaniu”.

Dziś, 6 grudnia, Sąd Najwyższy rozpozna możliwość kasacji odmowy ekstradycji Romana Polańskiego do USA. Kasację złożył minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Wniosek Stanów Zjednoczonych o ekstradycję trafił do Polski w 2015 r. Sąd Okręgowy w Krakowie nie wydał na nią zgody. Reżyser osobiście składał wyjaśnienia w stolicy Małopolski. Sąd uznał, że w USA zawarto ugodę z Polańskim, a kara, która mu groziła została wykonana z nawiązką. Ponadto zgoda na ekstradycję wiązałaby się z naruszeniem praw i wolności reżysera. Według polskiego prawa sprawa już dawno uległa przedawnieniu. Minister Ziobro zdecydował jednak o skierowaniu kasacji do Sądu Najwyższego.

W związku z zaistniałą sytuacją Krystyna Zachwatowicz-Wajda 9 listopada wystosowała list do prezydenta Andrzeja Dudy. Ubolewa w nim nad niemożnością przybycia Romana Polańskiego na pogrzeb jej męża. Zwraca się też z prośbą do głowy państwa o zaniechanie przez Ministerstwo Sprawiedliwości dalszych kroków uniemożliwiających Romanowi Polańskiemu przyjazd do Polski. Jak sama pisze: „chciałabym móc razem z Romanem pójść na grób mego męża”. Niezależnie od rozwoju wydarzeń w tej kwestii i związanych z tym emocji, także politycznych, Polański niewątpliwie zajmuje poczesne miejsce w gronie najwybitniejszych polskich reżyserów.

Człowiek spektaklu

Roman Polański urodził się w 1933 roku w Paryżu. Przed wojną wrócił z rodziną do Krakowa. W 1954 roku rozpoczął studia reżyserskie w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Wcześniej grywał już w filmach, m.in. w „Pokoleniu” (1954) A. Wajdy. Później chociażby w kultowych „Niewinnych czarodziejach” i „Do widzenia, do jutra” (1960). Debiutował nominowanym do Oscara filmem fabularnym „Nóż w wodzie” (1961). Był to początek światowej sławy artysty, który opuścił kraj, by odtąd realizować filmy za granicą. Jako jedyny polski reżyser zrobił karierę w Stanach Zjednoczonych, realizując tam zaledwie dwa obrazy: „Dziecko Rosemary” (1968) i „Chinatown” (1974).

W każdym filmie Polańskiego istnieje aura niepewności oraz poczucie narastającego zagrożenia

W parze z intensywną twórczością artystyczną, szły zawsze trudne do oceny, niekiedy dyskusyjne wydarzenia z życia osobistego, które stawały się niesłychanie interesującą pożywką dla mediów. Bezwzględny świat wojny, bujne towarzysko życie, banda Mansona, oskarżenie o kontakt seksualny z nieletnią, pobyt w więzieniu, wreszcie ucieczka ze Stanów Zjednoczonych i aresztowanie po ponad trzydziestu latach w Szwajcarii. Polański sam powiedział kiedyś o sobie, że jest człowiekiem spektaklu. Jego sceną jest życie, z którego zawsze czerpał pełnymi garściami, nie zważając na okoliczności. Stwierdził również, że granica między realnością i fantazją zawsze była u niego beznadziejnie zamazana, co stanowiło przyczynę problemów, ale również otworzyło wiele drzwi, które w innym razie pozostałyby zamknięte.

Twórczość filmowa Romana Polańskiego istnieje więc niejako w tle intensywnego życia. Mówi się o reżyserze w kontekście życia prywatnego, które przenika to artystyczne. Jego losy to gotowy materiał na film. Powstały dokumenty: „Roman Polański. Ścigany i pożądany” (2009) w reżyserii M. Zenovich, „Moje życie” (2011) autorstwa L. Bouzereau czy też słaby, fabularny „Polański – bez cenzury” (2009) zrealizowany przez D. Chapa oraz liczne biografie. W jego życiu jak w kalejdoskopie mieszają się geniusz i tragedia, przemoc, odraza i wielka sztuka, spektakularne sukcesy przeplatane takimi samymi upadkami.

Diabeł i korupcja

Polański ma w Polsce opinię reżysera, któremu udało się na Zachodzie. Wynika to z jego charakterystycznego stylu filmowego i równie dużej uniwersalności. Obracając się w obrębie gatunków filmowych takich jak horror, thriller czy kryminał, potrafi on wymknąć się ich sztywnym regułom. I tak w przypadku „Dziecka Rosemary” (1968), zamiast opowieści o diable w Nowym Jorku, otrzymaliśmy film bliższy moralitetowi o walce dobra i zła oraz zawodności poznania. „Dziecko Rosemary” to zarazem pierwsza adaptacja literatury w jego reżyserskiej karierze.

Obraz nakręcony według powieści Iry Levina dał początek serii obrazów satanistycznych we współczesnym kinie grozy. Przystępując do ekranizacji, reżyser odszedł od dosłowności powieści. Do końca nie wiemy, czy zdarzenia mają miejsce naprawdę, czy tylko rozgrywają się w wyobraźni Rosemary. Oryginalność filmu polega na rozmyciu granicy rozdzielającej realizm od fantazji. Sam Roman Polański napisał w autobiografii: „Byłem agnostykiem – w równym stopniu nie wierzyłem w szatana jako wcielenie zła, co w uosobienie Boga. Cały pomysł „Dziecka Rosemary” kłócił się z moją racjonalną wizją świata. Aby więc film stał się wiarygodny, postanowiłem zastosować pewien wybieg: dopuścić interpretację, że nadprzyrodzone przeżycia Rosemary są wytworem jej wyobraźni”.

Drugim amerykańskim filmem Polańskiego jest kryminał „Chinatown” (1974). Przedstawia mroczną historię korupcji w wielkiej metropolii. Wielowątkowa fabuła filmu nawiązuje do klasycznych powieści kryminalnych Hammetta i Chandlera oraz filmów z nimi związanych.

W zamierzeniu obraz nie miał być ani dziełem retro, ani świadomą imitacją filmów czarno-białych. Reżyser chciał zrobić film o latach trzydziestych, widzianych okiem współczesnej kamery. „Chinatown” zachowało klimat i styl kina noir, będąc jednocześnie wyśmienicie zrealizowanym dziełem współczesnym. Jest też przykładem perfekcyjnej reżyserii i jednym z najważniejszych dzieł w dorobku reżysera.

Wróg jest wewnątrz

„Nóż w wodzie” (1961) to z pozoru banalna historia. Para małżeńska przyjmuje na pokład jachtu pasażera, który następnie znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Film to dramat psychologiczny, chociaż sam reżyser opisywał swoje dzieło poprzez odwołanie do wzorca gatunkowego: „miał przypominać klasyczny thriller”. Artysta kładzie nacisk na przedstawienie relacji zachodzących między trzema zupełnie różnymi osobowościami, zamkniętymi na niewielkiej przestrzeni.

Sława Polańskiego jako mistrza lęku i suspensu dotyczy całej jego twórczości

Już w tym obrazie Polański zaznacza charakterystyczne dla całej swej późniejszej twórczości elementy. Należy do nich klaustrofobia zamkniętej przestrzeni potęgująca poczucie osaczenia i niepokoju. Historia zostaje rzucona na barki zaledwie trzech postaci, a przemianę ich charakterów obserwujemy podczas seansu. Wydarzenia schodzą na drugi plan. Pojawia się również „MacGuffin”, termin przywołujący filmy Hitchcocka, napędzający akcję i motywujący działania postaci. W tym wypadku jest to tytułowy nóż, będący narzędziem w walce o dominację na łodzi. Polański wprowadza do polskiego kina elementy francuskiej nowej fali naznaczone jednak własnym stylem. Zrzuca balast inscenizacji, zrywa z narracją obrazu.

„Lokator” (1976) to adaptacja powieści Rolanda Topora. W filmie dochodzi do konfrontacji człowieka o łagodnym charakterze ze społeczeństwem wrogim i uprzedzonym. „Lokator” jest również kolejną po „Wstręcie” (1965) opowieścią Polańskiego o zagubieniu własnej tożsamości i rozwijającej się w bohaterze schizofrenii. Tym razem jednak z elementami groteski. Reżyser z właściwą sobie umiejętnością dozuje napięcie, pogłębiając aurę zagrożenia. Trelkovsky zamyka się w pokoju, odgradzając tym samym przed prześladującymi go ludźmi. Nadaremnie. Wróg jest wewnątrz. Film w latach siedemdziesiątych przyjęty chłodno. Pisano o Trelkovskim jako alter ego Polańskiego. Dopiero z czasem zyskał miano kultowego. Sam reżyser po latach stwierdził, że przemiana  psychologiczna bohatera następuje zbyt szybko.

Śmiertelne zagrożenie

„Pianista” (2001) przedstawia wojenne przeżycia Władysława Szpilmana, pianisty i kompozytora. Film wiernie oddaje trudy przetrwania w oszalałym świecie stworzonego przez hitlerowców żydowskiego getta. Polański opowiada w niewidocznym stylu, jego reżyseria jest wręcz niezauważalna, uwidacznia się nie tylko w doskonałym odwzorowaniu epoki i atmosfery czasu wojny, ale przede wszystkim płynnym połączeniu dwóch różnych części filmu. W pierwszej Szpilman pełni rolę obserwatora zastanej rzeczywistości, z kolei w drugiej wchodzimy w świat jego wewnętrznych przeżyć, kiedy to ukrywa się przed oprawcami. Żyje w ciszy. Uważa na każdy ruch, by nie zostać zdemaskowanym. Odnajduje pianino, na którym nie może zagrać. Porusza więc palcami nad klawiaturą. Polański w sposób doskonały ukazał również kurczący się świat głównego bohatera. Początkowo Szpilman porusza się po Warszawie, później już tylko po getcie, wegetuje w mieszkaniu zależny od innych ludzi. Ostatecznie staje się Robinsonem pośród zgliszczy zburzonego miasta. „Pianista” to dla Polańskiego powrót do dzieciństwa, którego długo unikał, odrzucając m.in. reżyserię głośnej „Listy Schindlera” (1993).

„Autor Widmo” (2010) był owiany aurą skandalu już przed premierą. Obraz został ukończony w szwajcarskim więzieniu, gdzie Polański oczekiwał na ekstradycję do USA. Bohaterem filmu jest pisarz, tytułowy ghostwriter wynajęty do spisania wspomnień premiera Wielkiej Brytanii. W trakcie prac nad książką odkrywa sekrety, które stawiają go w śmiertelnym zagrożeniu. „Autorem Widmo” reżyser wrócił do jednego ze swoich ulubionych gatunków filmowych – thrillera.

Emocjonalną osią filmu jest relacja między premierem Langiem i jego żoną. Roszadę tymi postaciami Polański wykorzystuje do budowania napięcia. Panuje nad każdym detalem wykreowanego w strugach deszczu, bezlitosnego świata. To jednak nie deszcz, chłód ani wiatr odgrywają pierwszoplanową rolę w tej historii. To tylko kotara odgradzająca nas od mroku wewnętrznych przeżyć bohaterów. Obraz został zrealizowany w pełnym klasy stylu. Reżyserowi udało się w doskonałej równowadze zachować walory rozrywkowe i inteligentną treść. Na długo pozostaje w pamięci scena z ogrodnikiem zmagającym się z liśćmi na wietrze. W charakterystyczny dla stylu Polańskiego sposób ukazuje ona bezcelowość dążeń i dokonywanych przez nas wyborów, przywołując na myśl filmy noir czy idąc o krok dalej – egzystencjalizm.

Mroczna strona psychiki 

Pod względem konstrukcyjnym charakterystyczne dla reżysera jest upodobanie do dramaturgii zamkniętej. Konstruując akcję, opiera ją zwykle na kilku osobach. Umieszcza je w izolacji od otoczenia, co daje mu możliwość obserwacji ewolucji charakterów i wzajemnych relacji. Taki zabieg pozwala Polańskiemu zagęścić atmosferę filmu. Ponadto fizyczne odosobnienie to doskonały rodzaj konwencji dramaturgicznej, pozwalającej przyjrzeć się jak na widelcu wszystkim odcieniom ludzkich zachowań.

Często Polański wykorzystuje też kolistą strukturę narracji, zbliżając początek do zakończenia. Głównym tematem większości filmów jest zgłębianie ciemnej strony ludzkiej natury. Reżysera fascynuje bowiem mroczna strona psychiki i masochistyczne relacje zachodzące między bohaterami. Narrator w filmach Polańskiego zachowuje postawę zdystansowanego podglądacza, który stoi poza światem przedstawionym na ekranie. Jest wszystkowiedzący i złośliwy.

Do podstawowych elementów stylu filmowego Polańskiego należy „układ dominujący – podległy” jako podstawowa relacja łącząca bohaterów. Jego istotą jest nieustanna, okrutna konfrontacja mająca na celu wyznaczyć zależność: jeden bohater dominuje, drugi jest podporządkowany. Niekończąca się walka dobra ze złem oraz okrucieństwo są kolejnymi motywami stale obecnymi w filmach reżysera. Nie mniej ważną cechą świata przedstawionego jest groza.

Co ciekawe, sława Polańskiego jako mistrza lęku i suspensu dotyczy całej jego twórczości. Nawet gdy realizuje on dzieła pozornie dalekie od tej tematyki, i tak w każdym filmie tego reżysera istnieje swoista aura niepewności oraz poczucie narastającego zagrożenia. Co znamienne, nigdy nie opuszcza go poczucie humoru. Z tym, że jest to czarny humor okraszony sporą dozą złośliwości, drwiny oraz groteskowym postrzeganiem świata. Uwagę zwraca także psychiczne napiętnowanie bohaterów. Z wielkim wyczuciem i znajomością tematu pokazuje wstrząsające obrazy postaci cierpiących na schizofrenię.

Kolejnym elementem wartym zasygnalizowania jest skłonność do podglądania. Obserwatorami są ludzie, którzy z ukrycia, dla własnej przyjemności lub korzyści, obserwują życie innych. Reżyser zręcznie bawi się również motywem człowieka w pułapce, w sytuacji, której nie rozumie. Kolejnym z elementów filmowej układanki Romana Polańskiego staje się przyjmowanie cudzej tożsamości. Odnajdujemy je zarówno w pierwszych obrazach reżysera, jak również w tych ostatnich, takich jak „Autor Widmo”, gdzie nie bez przyczyny nie poznajemy nigdy nazwiska tytułowego autora. Ten, pisząc autobiografię premiera, niejako przejmuje jego rolę. Podobnie było z bohaterem „Lokatora” (1976) zajmującym mieszkanie po samobójcy w paryskiej kamienicy. Warto też zwrócić uwagę na obsesyjne motywy, takie jak nóż, krew i woda, pojawiające się prawie w każdym filmie.

Charakterystyczne dla twórczości Romana Polańskiego jest to, że tworząc kino w obrębie popularnych gatunków filmowych, potrafi przekraczać ich granice. W realizowanych dziełach zawiera treści dużo głębsze, niż mogłoby się pozornie wydawać. Posiłkuje się przy tym pogłębioną analizą psychologiczną, wywierając na powstałym dziele własne artystyczne piętno. Artysta, jak mało kto, potrafi również przeciwstawić się wpływom na własną twórczość. Jego filmy pozostają oryginalne i własne. Nawet w Hollywood zachował autentyzm, co udaje się nielicznym.