Dzisiejsza dyplomacja powinna czerpać więcej z bogatej tradycji polskich badań nad Wschodem.

Na wniosek grupy europosłów reprezentowanej przez Annę Fotygę 23 listopada Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie przeciwdziałania propagandzie ze strony Rosji i samozwańczego Państwa Islamskiego. Nie jest to gest bez znaczenia.

W sensie formalnym rezolucja nie ma znaczenia ustawodawczego. Jest przede wszystkim gestem symbolicznym. Wpisuje się w odbudowywanie nadwątlonej w ostatnich latach unijnej solidarności wobec agresywnej globalnej strategii medialnej i informacyjnej Rosji. W dzisiejszym świecie, w którym wiedzę o  wydarzeniach międzynarodowych zdobywa się przede wszystkim w internecie, i to już nie tyle na stronach oficjalnych agencji prasowych czy stacji radiowych i telewizyjnych, ile za pośrednictwem serwisów społecznościowych – ostrzeżenie przed zbyt łatwym przyswajaniem lub powielaniem niesprawdzonych informacji jest bez wątpienia potrzebne.

Zachować proporcje

Można dyskutować, czy sensowne było łączenie w treści rezolucji aktywności medialnej tzw. Państwa Islamskiego i działań rosyjskich. Oprócz pewnych podobieństw natury ogólnej, dzieli je jednak sporo fundamentalnych różnic. Rosyjska propaganda twierdzi, że Kreml jest w dzisiejszym świecie ostoją konserwatyzmu moralnego, zdrowego rozsądku i realizmu politycznego, podczas gdy bojownicy PI w swoim radykalnym przesłaniu nienawiści wzywają do zniszczenia zachodniej cywilizacji.

Według rosyjskiej propagandy Kreml jest ostoją konserwatyzmu moralnego

Wątpliwości mogą budzić niektóre zapisy uchwały, choćby ten o wykorzystywaniu przez Moskwę „grup religijnych” do zdobycia wpływów w świadomości Europejczyków. Może ona być interpretowana jako wymierzona wprost w  środowiska związane z Rosyjską Cerkwią Prawosławną, której wierni prezentują mimo wszystko dość złożony i niejednoznaczny wachlarz poglądów wobec systemu władzy panującego na Kremlu. Przypisanie im w rezolucji roli instrumentu propagandowego ekipy Władymira Putina byłoby niesprawiedliwe i krzywdzące, co oczywiście nie oznacza negowania silnych więzów łączących hierarchię rosyjskiej Cerkwi i tamtejszy aparat państwowy.

Nie wszystkie współczesne działania dezinformacyjne w mediach elektronicznych lub tworzenie sensacyjnych, spiskowych teorii (jak np. o szkodliwości szczepień, migrantach i działaniach na rzecz tworzenia „nowego porządku światowego” – by ograniczyć się tylko do najbardziej popularnych wątków występujących na Facebooku lub Twitterze) należałoby a priori przypisywać wyłącznie Rosji. Takie wrażenie mógł z kolei odnieść widz jednego z ostatnich programów z cyklu „Warto rozmawiać” w TVP, wyemitowanego na tydzień przed przyjęciem rezolucji, przy okazji odbywającej się pod auspicjami MON międzynarodowej konferencji poświęconej zagadnieniu współczesnej dezinformacji w mediach. Zaproszeni do tej audycji eksperci zgodnie przekonywali z ekranu, że to właśnie Rosja stoi za wszystkimi radykalnymi treściami i komunikatami pojawiającymi się w internecie, co jest twierdzeniem przesadzonym.

Niemniej, jeżeli rezolucja – a przynajmniej dyskusja w mediach związana z jej przyjęciem – uwrażliwi jakiś segment europejskiej opinii publicznej na konieczność selekcji i weryfikacji informacji znajdujących się i powielanych w sieci (np. o rzekomym przystrajaniu miast na zachodniej Ukrainie swastykami lub o krzyżowaniu przez Ukraińców rosyjskich dzieci – z takimi „faktami” mieliśmy już do czynienia w czasie wojny w Donbasie), unijny dokument osiągnie zamierzony cel.

Zapomniana rola rosjoznawstwa

Przyjęcie przez europarlament rezolucji przeciwdziałającej propagandzie krajów trzecich przeciwko Unii skłania jednak do szerszych refleksji w kwestii modelu polskiego zaangażowania w relacje Europy z Rosją.

W ostatnich latach (dotyczy to również okresu sprawowania władzy przez poprzednią koalicję rządową), aktywność Polski w sprawie relacji ze Wschodem wyraźnie ograniczała się do kilku punktów: konieczność wzmocnienia transatlantyckich więzów bezpieczeństwa, budowa suwerenności energetycznej regionu Międzymorza oraz działania na rzecz obrony suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Z jednej strony to  dużo, z drugiej jednak widać ostatnio spory niedosyt zaangażowania Warszawy w budowę czegoś, co określić można byłoby mianem intelektualnej soft power wobec Rosji. 

Od wielu lat Polacy starali się tłumaczyć i ułatwiać zrozumienie Rosji reszcie Starego Kontynentu

Dotyczy to szczególnie nieco zapomnianej dzisiaj w Europie Zachodniej roli polskich sowietologów i rosjoznawców, ale również  intelektualistów od lat zajmujących się dialogiem z Rosją i badaniem rosyjskiej kultury. Od wielu bowiem lat to właśnie Polacy starali się tłumaczyć i ułatwiać zrozumienie tego kraju reszcie Starego Kontynentu. To dzieło paryskiej „Kultury” i dokonania Juliusza Mieroszewskiego, Jerzego Pomianowskiego, Bohdana Cywińskiego, Grzegorza Przebindy lub Wojciecha Materskiego oraz powołanego niedawno na stanowisko ambasadora w Moskwie Włodzimierza Marciniaka. To szereg filozofów i teologów zajmujących się myślą prawosławną. Periodyki „Nowa Europa Wschodnia”, „Nowaja Polsza” i  „Przegląd Rusycystyczny”. Dziesiątki artykułów na łamach „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”. Dorobek szeregu instytucji w rodzaju Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wyboista działalność utworzonej w 2002 roku Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych, badającej – przy wielu niesprzyjających okolicznościach politycznych i dyplomatycznych – „białe plamy” w  historii obydwu narodów. W końcu, pamiętne jest znaczenie takich dokumentów jak wspólne posłanie Episkopatu Polski i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z 2012 roku (nie wspominając o wcześniejszych aktach w rodzaju listu apostolskiego Euntes in mundum Jana Pawła II z okazji tysiąclecia Chrztu Rusi) czy też uczestnictwo polskich biskupów w rosyjskich obchodach milenijnych jeszcze pod koniec istnienia ZSRR. Wszystkie te elementy jasno udowodniły, że nie tylko potrafimy ostrzegać przed agentami wpływu i  zagrożeniami płynącymi z polityki rosyjskiej, lecz także umiemy rozmawiać i porozumiewać się z  Rosjanami.

Dorobek polskiej myśli o Rosji nie jest może w dzisiejszym świecie tak efektowny jak tematyka agentów i medialnych manipulacji, niemniej – w ramach unijnej polityki wschodniej nie powinien być pomijany lub przemilczany.