Jakiś wielki błąd popełnili politycy, dziennikarze i społecznicy, skoro tak łatwo przychodzi telewizji publicznej atakować fundacje i stowarzyszenia.

Kiedyś myślałem, że pracują w nich 30-letni marzyciele. Skończyli studia, ale nadal nie wiedzą, czego chcieć od życia. Więc wpadli na genialny pomysł: zamiast dorosnąć, lepiej napisać wniosek o finansowanie jakiegoś własnego projektu. Ponieważ w grupie raźniej, zbierają się w fundacjach i stowarzyszeniach. Piszą projekty, składają wnioski i co chwila dostają pieniądze od instytucji publicznych, od polskich i zagranicznych fundacji i firm. Najłatwiej, gdy są trochę znani – wtedy prościej o pieniądze, popularność i w ogóle lepiej się człowiekowi żyje.

Bywało, że tak to sobie wyobrażałem. I mniej więcej tak to obecnie przedstawiają „Wiadomości” w kolejnych materiałach o organizacjach pozarządowych: lecą sobie pieniądze do ludzi ze znanymi nazwiskami i do ich fundacji, nie wiadomo, na co i po co. Tylko że to jest kompletna bzdura.

Przekonałem się o tym cztery lata temu. Byłem wtedy dziennikarzem ogólnopolskiego dziennika, ale zachciałem zrobić coś jeszcze. Nie podobało mi się, że Polacy i Litwini nie potrafią się dogadać, mimo tragicznej, poplątanej, widzianej z różnych stron, ale jednak wspólnej historii. Postanowiłem zorganizować badanie naukowe, które pokaże, czego Litwini dowiadują się o Polsce ze swojej prasy i odwrotnie – czego Polacy dowiadują się o Litwinach. A potem odbędzie się dwutygodniowe spotkanie grupy młodych Polaków i Litwinów, tydzień w Warszawie i tydzień na Litwie, aby osobiście poznali polityków, naukowców i działaczy społecznych po obu stronach granicy i z pierwszej ręki dowiedzieli się czym się żyje nad Wisłą, a czym nad Wilią. Żadnego zwiedzania, tylko poznawanie się!

Co się okazało? Na dziś ważne są dwie sprawy. Po pierwsze – da się! Dzięki życzliwości i pracy studentów z uniwersytetów Warszawskiego i Wileńskiego, zaangażowaniu przyjaciół i niewielkim pieniądzom wszystko wyszło lepiej, niż zakładaliśmy. Po drugie jednak okazało się, że działać tak na dłuższą metę nie da rady…

Bez najprostszej struktury organizacyjnej nie da się powtórzyć takiej inicjatywy. Ona się kończy i zostajesz bez niczego. Bez pieniędzy – bo poświęciłeś czas i pracę na projekt. I bez możliwości kontynuacji – bo nawet nie wypada prosić ludzi drugi raz o podobne zaangażowanie.

W tym momencie wiesz na sto procent, po co masz możliwość założenia fundacji albo stowarzyszenia. One istnieją nie po to, żebyś przeżył kilka kolejnych lat na szlachetnym marzycielstwie. Nie! Istnieją dlatego, żeby dać pracować społecznikom, którzy bez nich dalej nie pociągną. Praca na rzecz jakiegoś dobra po prostu musi być włożona w ramy instytucjonalne i prawne. Dzięki temu praca fundacji i stowarzyszeń jest także przejrzysta. Każdy może śledzić działania tych organizacji, przeglądać ich sprawozdania, sprawdzać, co konkretnie robiły i za jakie pieniądze. Tak działa choćby opisywany w „Wiadomościach” serwis MamPrawoWiedziec.pl, prowadzony przez Stowarzyszenie 61. Wiem, bo, gdy zacząłem przygotowania do polsko-litewskiego projektu, Stowarzyszenie 61 było jednym z pierwszych, które poznałem. A potem zacząłem z nim współpracować.

Materiały „Wiadomości” są absurdalne i nierzetelne, bo wszystko to pomijają. Pokazują strumienie pieniędzy, które płyną do organizacji pozarządowych, ale nic z tego przekazu nie wynika. Ostatnio krytykują organizacje za przeznaczanie większości budżetów na wynagrodzenia pracowników. A przecież gdy jasno widać, za co te osoby otrzymują wynagrodzenie i w jakiej wysokości, i że np. z fundacji nie są wyprowadzane pieniądze na fikcyjne usługi, to sytuacja jest czysta jak karpacka mineralna.

Nawet w prawicowych mediach możemy już przeczytać, że z takich materiałów „Wiadomości” nie da się wywnioskować żadnych zarzutów wobec fundacji i stowarzyszeń. Jest tylko kłamliwa propaganda. Nie ma ani słowa o tym, jak trudno w rzeczywistości zdobyć pieniądze na sfinansowanie pracy społeczników, jak surowe są kryteria przyznawania i rozliczania tych pieniędzy. Jeśli ktoś widzi wszędzie układy i układziki, to oczywiście mi nie uwierzy. Ale kto chciałby żyć w niewiedzy i karmić się kłamstwami z publicznej telewizji?

Jakiś wielki błąd popełnili politycy, dziennikarze i społecznicy, skoro tak łatwo przychodzi telewizji publicznej atakować fundacje i stowarzyszenia. Zabrakło promocji tego typu działalności. Za słabo pokazywaliśmy jej wartość dla zwykłego człowieka. Teraz trzeba się bronić, zanim nazwą nas pasożytami albo – jak w Rosji – agentami zagranicy.