Z okazji 200-lecia niepodległości Argentyny papież przypomina swoim rodakom o „Wielkiej Ojczyźnie”, o której marzyli bohaterowie walk o wyzwolenie Ameryki Łacińskiej spod władzy korony hiszpańskiej. Tą „Wielką Ojczyzną” jest cały kontynent.

Argentyńczyków na pewno jedno łączy z Polakami: poczucie wyjątkowości. Rodacy papieża uważają często swój kraj za kawałek Europy położony na innym kontynencie, a Buenos Aires uchodzi za Paryż Ameryki Łacińskiej.

Na temat pewności siebie Argentyńczyków krążą w świecie hiszpańskojęzycznym anegdoty. Co prawda od czasów Maradony nie udało się im wygrać mistrzostw świata, ale za to Jorge María Bergoglio został papieżem, a narodową dumę umacniają w tym roku obchody dwusetlecia ogłoszenia niepodległości (oficjalnie miało to miejsce 9 lipca 1816 roku). Z tej okazji Franciszek wysłał na ręce abp. José Maríi Arancedo, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Argentyny,  list do swoich rodaków.

Matki się nie sprzedaje

List Franciszka daleki jest od triumfalizmu. Papież zaczyna od pozdrowienia wszystkich, ale zwłaszcza cierpiących: chorych, ubogich, więźniów, bezrobotnych, ofiar handlu ludźmi, młodocianych ofiar nadużyć, młodych cierpiących z powodu „bicza narkotyków”; mówi o nich, że są najbardziej zranionymi „synami Ojczyzny”, po czym rozpoczyna krótkie rozważanie na temat tego wyrażenia.

Przypomina, że w szkole nauczono go mówić o „Matce Ojczyźnie” i że wszelkie uczucia patriotyczne opierają się na miłości do Matki Ojczyzny. Franciszek przypomina argentyńskie wyrażenie określające kogoś pozbawionego wszelkich skrupułów: „jest zdolny do sprzedania własnej matki”. A przecież, dodaje papież, wiemy w głębi naszego serca, że Matki nie można sprzedać, tak samo też nie można więc sprzedać Matki Ojczyzny.

Powyższe słowa Franciszka łatwo zrozumieć w naszym kraju, gdzie synonimem najgorszej zdrady stała się „Targowica”, z wszystkim, co to słowo ze sobą niesie. Większy kłopot mógłby stanowić następny akapit, w którym papież pisze o ojczyźnie, która w swoich zamierzeniach i pragnieniu braterstwa przekracza granice jednego kraju. Tak jak Jan Paweł II przypominał Polakom o braterstwie z innymi Słowianami, tak Franciszek przypomina Argentyńczykom o „Wielkiej Ojczyźnie” (Patria Grande), o której marzyli José de San Martín i Simón Bolívar. Ci bohaterowie walk o wyzwolenie Ameryki Łacińskiej spod władzy korony hiszpańskiej w pierwszej połowie XIX wieku zdawali sobie sprawę, że podział kontynentu na wiele małych krajów wyda je na pastwę wpływów wielkich mocarstw, nie zdołali mu jednak zapobiec. Papież jednak przy okazji święta niepodległości Argentyny powraca do tej idei, zapewniając, że modli się „także za tę Wielką Ojczyznę [czyli cały kontynent], by Pan ją strzegł, umacniał, czynił bardziej braterską i bronił jej od wszelkiego rodzaju kolonizacji”.

Przeciw kolonizacji

O jaką kolonizację chodzi tu Franciszkowi? Przecież amerykańskie lub brytyjskie kanonierki nie kotwiczą dziś u ujścia La Platy czy Amazonki! Nie trzeba jednak być marksistą, by widzieć, że istnieją dziś inne metody podporządkowywania sobie biedniejszych krajów.

Z największą pasją mówił o nich papież właśnie na kontynencie południowoamerykańskim, w przemówieniu do uczestników II Światowego Spotkania Ruchów Ludowych w Santa Cruz w Boliwii, 9 lipca 2015 roku, gdzie piętnował działania instytucji finansowych i korporacji międzynarodowych, atakując m.in. „niektóre umowy o rzekomym «wolnym handlu» oraz narzucanie programów «oszczędnościowych»”. To właśnie tego typu wypowiedzi ściągają na papieża ze strony niektórych mediów oskarżenia o „lewactwo”, populizm lub w najlepszym razie alterglobalizm. Niektórzy komentatorzy dostrzegali zresztą także w liście z okazji święta niepodległości Argentyny (zawoalowaną za ostrzeżeniami przed kolonizacją) krytykę nowego centroprawicowego prezydenta, Mauricio Macriego, szeroko otwierającego kraj na zagraniczne inwestycje.

Papież nie wygłasza jednak swoich przemówień po to, by się komukolwiek przypodobać. W tym samym  wystąpieniu w Santa Cruz, zaraz po skrytykowaniu neoliberalnej, zglobalizowanej gospodarki, kontynuował wątek nowego kolonializmu mówiąc o „kolonializmie ideologicznym”. Franciszek wraca ostatnio do tego tematu coraz częściej, mówiąc bardzo wyraźnie, co rozumie pod tym pojęciem.

Wśród zawartych w „ekologicznej” encyklice Laudato sí denuncjacji egoizmu krajów bogatej Północy jest i ta: „Zamiast rozwiązywać problemy ubogich i myśleć o innym świecie, niektórzy chcą jedynie proponować ograniczenie liczby urodzeń. Nie brakuje nacisków międzynarodowych na kraje rozwijające się, uzależnianie pomocy gospodarczej od zastosowania określonej polityki «zdrowia reprodukcyjnego»” (LS 50).

Z kolei w posynodalnej adhortacji Amoris laetitia Franciszek zapisał też to, co wybrzmiewało w auli synodalnej, zwłaszcza z ust biskupów afrykańskich skarżących się na połączenie presji ekonomicznej i ideologicznej ze strony organizacji międzynarodowych w kwestii wprowadzania praw ustanawiających „małżeństwo” między osobami tej samej płci (AL 251).

W tym kontekście nie była wcale przypadkową wzmianka papieża o niebezpieczeństwie „ideologii gender”, w rozmowie z biskupami polskimi na Wawelu 27 lipca 2016 (i to w odpowiedzi na pytanie bp. Krzysztofa Zadarki o uchodźców!). Nie była to ani pierwsza, ani ostatnia wypowiedź Franciszka na ten temat. Papież szczególnie wyczulony jest na kwestię ideologizacji edukacji przez środowiska lewicowe. Chyba najostrzej mówił o tym 19 stycznia 2015 r., podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu powracającego z Filipin. Odpowiadając na pytanie dziennikarza z niemieckiej stacji ARD, porównał te zabiegi do „kolonizacji” młodzieży w latach 30. XX wieku przez Hitlerjugend  i włoską Balilla.

„Niech Duch zstąpi”

Odpowiedzią na troski Polaków w roku 1979 było wezwanie ich rodaka, by „Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze tej ziemi”. Płynąca spod pióra Papieża-Argentyńczyka odpowiedź na troski swoich rodaków w dwusetlecie niepodległości ich ojczyzny brzmi podobnie: „Jestem przekonany, że nasza Ojczyna musi uczynić żywym proroctwo Joela”.

W tekście papieskiego listu zaznaczone jest błędnie odniesienie do biblijnej księgi Joela 4,1, tymczasem chodzi oczywiście o fragment Jl 3,1, czytany w dzień Zesłania Ducha Świętego: „I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało, a synowie wasi i córki wasze prorokować będą, starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia”. Przypominając go, Franciszek wzywa Argentyńczyków (ale chyba nie tylko ich!) do odwagi: „Tylko jeśli nasi dziadkowie odważą się marzyć, a młodzieńcy prorokować rzeczy wielkie, Ojczyzna będzie mogła być wielka”.