Dlaczego politycy PiS i PO podważają ograniczanie mowy nienawiści na Facebooku?

Kilka dni temu media poinformowały, że Facebook usunął strony prowadzone w tym serwisie przez środowiska narodowe. „Wielka czystka narodowców na Facebooku. Znikają profile Marszu Niepodległości, ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i inne” – pisała „Gazeta Wyborcza”. „Skandal! Plakat Marszu Niepodległości nie spełnia standardów Facebooka. Zamieszczający go użytkownicy są blokowani” – podawało wPolityce.pl. Było trochę krzyku, a potem dowiedzieliśmy się, że strona Marszu wraca. Czy to oznacza, że i sytuacja wróciła do normy? A może wręcz przeciwnie?

O stronie Marszu Niepodległości zrobiło się głośno, bo zbliża się 11 listopada i zablokowanie jej osłabia zdolności mobilizacyjne organizatorów demonstracji w Warszawie. W rzeczywistości ostatnio została zawieszona tylko strona Młodzieży Wszechpolskiej. Inne strony, takie jak Narodowego Odrodzenia Polski, Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego, Marszu Niepodległości były blokowane w ciągu ostatnich 10 miesięcy. Rzecz nie jest więc nowa. 

Na nasze pytanie w tej sprawie przedstawiciel Facebooka odpowiada, że „standardy społeczności są politycznie neutralne i zezwalają na szeroką gamę politycznych wypowiedzi, włączając w to poglądy, które niektórzy mogą uznać za obraźliwe. Zabraniają szerzenia mowy nienawiści, w tym otwartych ataków na ludzi ze względu na ich rasę, przynależność etniczną lub narodową, poglądy religijne, orientację seksualną, płeć czy tożsamość płciową, a także poważną niepełnosprawność lub chorobę”. Na tej podstawie administratorzy serwisu mogli ograniczać działanie stron zgłaszanych przez użytkowników Facebooka.

W praktyce wcale nie jest łatwo doprowadzić do usunięcia z fejsa niepokojących nas treści

Bo każdy, kto korzysta z fejsa, może zgłaszać serwisowi strony i wpisy, które zawierają mowę nienawiści. W praktyce jednak wcale nie jest tak łatwo doprowadzić do usunięcia niepokojących nas treści. Po zgłoszeniu ich Facebookowi, ktoś weryfikuje nasze zgłoszenie, po czym możemy otrzymać odpowiedź, że zgłoszona wypowiedź, np. „Zydy wypierdalac z Polski !!!” nie narusza standardów społeczności Facebooka. Boleją nad tym indywidualni użytkownicy i organizacje pozarządowe nieraz bezskutecznie walczące przeciw mowie nienawiści.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że w Polsce nie toczy się na ten temat rzeczowa debata. Nie tylko o standardach Facebooka, ale o mowie nienawiści w ogóle. W Niemczech krzyż celtycki został zdelegalizowany jako ekwiwalentny swastyce i używanie go jest uznawane za propagowanie ustroju totalitarnego. Tymczasem pięć lat temu Wydział Rejestrowy Sądu Okręgowego w Warszawie zarejestrował krzyż celtycki jako symbol partyjny Narodowego Odrodzenia Polski. Jak się bronić przed obecnością symboli neonazistowskich w przestrzeni publicznej – nie wiadomo. I przyznają to sami policjanci.

Wydawać by się mogło, że skoro nie istnieją wystarczające regulacje prawne, to tym ważniejsze powinno stać się choćby respektowanie standardów Facebooka – przez niego samego i przez kilkanaście milionów jego polskich użytkowników, a odpowiedzialny rząd mogłyby w tej sprawie z Facebookiem współpracować. Angela Merkel przy okazji spotkania na szczycie ONZ potrafiła dopytywać Marka Zuckerberga, co zrobi z hejterskimi i ksenofobicznymi wpisami na Facebooku. A polscy politycy i PiS, i PO odwrotnie: podważają ograniczanie mowy nienawiści w tym serwisie. Ich wypowiedzi z ostatnich dni zdumiewają.

Minister cyfryzacji Anna Streżyńska stanęła za Marszem Niepodległości, angażując autorytet pełnionego urzędu. Napisała, że jeżeli administratorzy Facebooka skasują wydarzenie Marsz Niepodległości, to „skasują wtedy inicjatywę, w której bierze udział polski minister. Nie popieram skrajności, ale w tym profilu nie ma niczego, co narusza wolności innych ludzi. Pilnujmy, żeby tak zostało”.

Na odwagę nie zdobył się przewodniczący PO Grzegorz Schetyna: – Uważam, że blokowanie kont nie jest dobrym pomysłem i nie jest dobrą decyzją – powiedział zdawkowo.

Akurat w tych dniach posłowie odrzucili projekt ustawy posłów klubu Nowoczesna, który zakładał m.in. ściganie z urzędu przestępstw motywowanych nienawiścią. Miał zwiększyć bezpieczeństwo przed groźbami, przemocą i dyskryminacją ze względu na płeć, tożsamość płciową, orientację seksualną, wiek i niepełnosprawność. Za odrzuceniem projektu było 248, za dalszą pracą nad nim 127. 4 posłów wstrzymało się od głosu. Projekty opozycji zwykle nie mają większych szans, warto jednak zwrócić uwagę na to, jak odrzucenie projektu uzasadniał minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro: – Polska procedura karna i polski Kodeks karny nigdy nie powinny stać się narzędziem walki ideologicznej, jak ma to miejsce na Zachodzie. Polska pod rządami PiS będzie redutą wolności w Europie.

Niestety tak rozumiana wolność – która nie chroni słabszych, dyskryminowanych i innych niż większość – nie przyczynia się do pokojowego współżycia w jednym społeczeństwie. A na tym akurat mogłoby nam zależeć.