W rok po wyborach należy zapytać, jak bardzo ta „odważna i realistyczna” polityka zagraniczna PiS okazała się skuteczna i jak bardzo wzrosło nasze bezpieczeństwo.

Mija rok od wyborów parlamentarnych. Ich wynik – po raz pierwszy w wolnej Polsce – umożliwił przejęcie całkowitej odpowiedzialności za rządzenie państwem przez Prawo i Sprawiedliwość (formalnie koalicję Zjednoczonej Prawicy). Jednym z haseł wyborczych zwycięskiej partii było przywrócenie podmiotowości Polski w polityce zagranicznej, potocznie nazywane polityką „wstawania z kolan”. 

Mówiła o tym 18 listopada ubiegłego roku w swoim exposé premier Beata Szydło, zapowiadając prowadzenie asertywnej polityki w stosunkach zewnętrznych. Jej celem miało być zapewnienie Polsce bezpieczeństwa w sensie „klasycznym”, gospodarczym oraz poprzez „podniesienie statusu państwa na arenie międzynarodowej”.

Myśl tę rozwinął i uszczegółowił minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, prezentując w Sejmie 29 stycznia cele i założenia polityki zagranicznej na rok 2016. Mówił wówczas: – Nie wystarczy być członkiem tej czy innej organizacji międzynarodowej, lecz należy aktywnie i w poczuciu podmiotowości kształtować jej politykę, dążyć do realizacji interesów Rzeczypospolitej, zapewnić rzeczywiste bezpieczeństwo i warunki rozwoju wszystkim jej obywatelom.

Zapowiadał prowadzenie polityki „odważnej i realistycznej, a nade wszystko skutecznej” opartej na czterech przesłankach. Po pierwsze zakorzenionej „w woli politycznej suwerennych państw” wspólnoty wartości i interesów (NATO i UE). Po drugie: opartej na prymacie prawa międzynarodowego „ponad prawem brutalnej siły”. Po trzecie: „partnerstwa strategicznego z narodami pozaeuropejskimi” w oparciu o „wartości świata demokratycznego – prawo rzymskie, filozofię grecką, etykę chrześcijańską, racjonalizm, dobro wspólne i prawa człowieka” (sic!). I po czwarte – wymianę gospodarczą i dialog społeczeństw „także bardzo odległych”. 

Priorytetami w kontekście bezpieczeństwa pozostały NATO i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. W Europie miejsce Niemiec zajęła Wielka Brytania jako „strategiczny sojusznik” w Unii (opisanej jako „Unia wolnych narodów i równych państw”), kraje Północy, bałtyckie i Grupa Wyszehradzka. W myśli Waszczykowskiego pojawiła się Białoruś, lecz także – przed Ukrainą – Rosja („pragmatyczne i rzeczowe stosunki z Federacją Rosyjską”). Poza tym Chiny, Ameryka Łacińska i Bliski Wschód, na którym powinniśmy między innymi „korzystając z dobrych stosunków z Izraelem i Autonomią Palestyńską, działać na rzecz wznowienia dialogu pokojowego”.

W rok po wyborach należy zapytać, jak bardzo ta „odważna i realistyczna” polityka zagraniczna PiS okazała się skuteczna i jak bardzo wzrosło nasze bezpieczeństwo.

Trzeba odnotować sukces lipcowego szczytu NATO w Warszawie. Jego sprawne przeprowadzenie to z pewnością zasługa obecnych władz. Nad przygotowaniem najistotniejszych z polskiego punktu widzenia merytorycznych elementów agendy pracowali jednak poprzednicy (od momentu, gdy w Walii ustalono miejsce kolejnego spotkania, co także jest ich zasługą).

W stosunkach z Waszyngtonem panuje chłód. Nie udało się doprowadzić do poważnego spotkania „w cztery oczy” prezydentów obu państw, a podczas lipcowego szczytu NATO prezydent Obama uznał za konieczne wyrażenie troski o stan polskiej demokracji. Podobnie jak były prezydent Clinton, a wcześniej „niezorientowani” amerykańscy senatorowie. Minister obrony Antoni Macierewicz przypomniał im w naszym imieniu o krótkim stażu Ameryki w praktykowaniu demokracji. Za chwilę prezydent Obama odejdzie z Białego Domu i w stosunkach z USA można by liczyć na reset, gdyby nie to, że w listopadzie tak naprawdę czeka nas – jak to ujął wicepremier Mateusz Morawiecki – wybór „między dżumą a cholerą”.

Podmiotowość i suwerenność nowej polskiej polityki zagranicznej w Brukseli zademonstrowaliśmy już w styczniu. Wystąpienie pani premier wzbudziło entuzjazm wszystkich przedstawicieli partii antyeuropejskich (i najczęściej przy tym prorosyjskich) w Parlamencie Europejskim. W unijnym Trybunale Sprawiedliwości toczy się postępowanie w sprawie wycinki drzew w objętej programem Natura 2000 Puszczy Białowieskiej. Przedstawione w lipcu cztery zalecenia Komisji Europejskiej dotyczące Trybunału Konstytucyjnego nie są wykonywane, co w niedalekiej przyszłości spowoduje rozpoczęcie mało przyjemnej dla nas dyskusji. Lansowane przez Polskę na forum Grupy Wyszehradzkiej pojęcie „elastycznej solidarności” (dotyczyło uchodźców) zostało przyjęte w Brukseli z pewnym zrozumieniem, bo, jak się wydaje, sprzyjać będzie wprowadzeniu przez nią „elastycznego budżetu” w przyszłości. Wycofanie poparcia dla najwyższego polskiego przedstawiciela w strukturach Unii trudno uznać za racjonalne, a asertywność wobec „stronniczej i upolitycznionej” Komisji Weneckiej raczej nie „podniosła statusu państwa” na arenie międzynarodowej.

Nasz strategiczny parter w Europie – Wielka Brytania – opuszcza właśnie Unię Europejską, a główną płaszczyzną dialogu między Londynem i Warszawą jest dziś kwestia bezpieczeństwa polskich obywateli. W niedalekiej  przyszłości czeka nas zapewne kolejny temat: dotyczący ich prawa do legalnego pobytu i pracy na Wyspach.

Oficjalne złagodzenie retoryki wobec Berlina nie zmieniło antyniemieckiej obsesji polityków PiS i tylko Angeli Merkel (jedynemu niemieckiemu politykowi podzielającemu polską ocenę Rosji) zawdzięczamy kontynuację w miarę poprawnych relacji.

Francję nauczyliśmy jeść widelcem i trudno się spodziewać, że następca prezydenta Hollande’a – ktokolwiek nim będzie – nam to zapomni. Raczej chętnie wykorzysta, by zmienić antyrosyjski kurs obecnej polityki Paryża.

Grupę Wyszehradzką łączy dziś tylko kwestia (nie)przyjmowania uchodźców, dzieli stosunek do Niemiec i Rosji (Węgry i Słowacja) oraz Unii Europejskiej (Czechy). Wielki polityczny projekt Trójmorza szybko został sprowadzony przez potencjalnych partnerów do poziomu klasycznej, choć bliskiej – jeśli ziszczą się projekty infrastrukturalne i gospodarcze – współpracy regionalnej.

Mimo wysiłków prezydenta Andrzeja Dudy coraz mniej znaczymy w ukraińskiej polityce. Po obu stronach granicy ton nadają środowiska nacjonalistyczne, często inspirowane lub wykorzystywane przez Moskwę. Z tą ostatnią prowadzimy „pragmatyczny i rzeczowy” dialog , którego przedmiotem z polskiej strony są kupione za dolara od Egiptu Mistrale (klasyczny internetowy fejk uznany przez polskiego ministra obrony za źródło), z rosyjskiej zaś rozmieszczone właśnie w Kaliningradzie rakiety Iskander.

Przykłady „skuteczności” nowej polskiej polityki zagranicznej można wymieniać bez końca. I można się z nich oczywiście śmiać i tworzyć kolejne dowcipne memy. Ja się nie śmieję. Ja się po prostu zaczynam  bać polskiej samotności w dramatycznie zmieniającym się układzie globalnych zmian sojuszy i coraz gwałtowniejszych konfliktów.