Dlaczego Paul Cameron promowany jest w kręgach kościelnych, chociaż jego tezy w ewidentny sposób odbiegają od nauczania Kościoła katolickiego na temat osób homoseksualnych?

Paul Cameron, amerykański psycholog społeczny, kolejny już raz gości w Polsce. Prezentuje tu swoje tezy na temat homoseksualności i osób homoseksualnych – bo właśnie ta problematyka od wielu lat zajmuje go najbardziej. Jego zdaniem homoseksualizm to dewiacja, a osoby homoseksualne to zboczeńcy, których należy leczyć lub karać (Cameron uważa penalizację aktów homoseksualnych za jeden ze sposobów przeciwdziałania temu złu).

Gość z USA dowodzi, że homoseksualizmem można się zarazić albo się go nauczyć. Twierdzi też, że życie homoseksualisty jest jałowe i pozbawione sensu. Na potwierdzenie tych tez podaje swoje „badania” (oparte często na analizie „wyguglowanych” artykułów prasowych), które „dowodzą” na przykład, że „aż 20-40 proc. przypadków molestowania dzieci to działanie homoseksualistów, choć stanowią oni zaledwie 1-3 proc. społeczeństwa”. Stosując taką metodologię, równie dobrze – i równie bez sensu – można by wnioskować o tym, że sprawcami większości aktów pedofilii są duchowni. Przecież o nich się najczęściej pisze…

Zamiast delikatności, jaką zaleca Kościół, u Camerona są wyłącznie oskarżenia

Rzetelność badań dr. Camerona podważa wielu naukowców. On sam został w 1983 roku wykluczony z Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, które wcześniej wszczęło przeciw Cameronowi dochodzenie w związku z licznymi skargami psychologów na merytoryczną poprawność badań (w trakcie tego dochodzenia sam Cameron chciał wystąpić z APA, jednak procedury towarzystwa to uniemożliwiają). Kilka innych stowarzyszeń odcięło się od jego działalności badawczej. Amerykańskie Towarzystwo Socjologiczne stwierdziło na przykład, że „wystarczy pobieżna analiza działalności Camerona, aby dojść do wniosku, że nie ma ona nic wspólnego z nauką. Nauka jest jedynie przykrywką działalności ideologicznej. (…) Niektórzy socjologowie są zszokowani poziomem nadużyć pana Camerona”.

Dla zapraszających go wszystko to nie ma jednak większego znaczenia. Traktują swego gościa jako autorytet. Cameron przedstawiany jest jako „światowej sławy psycholog i socjolog”. Na kolejnych spotkaniach w różnych miastach Polski uczy, jak wychowywać dzieci, by nie „zaraziły się” homoseksualizmem, bo ten – jak przekonuje – jest jedną z największych plag zagrażających rodzinie i naszej cywilizacji.

Występy gościnne Paula Camerona w Polsce koordynuje Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek, popularyzująca również jego tezy na objazdowej wystawie „Stop dewiacji”. Część wydarzeń firmują partie polityczne: Ruch Narodowy Roberta Winnickiego i Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka.

Glos Camerona, głos Kościoła

Zdziwienie budzić może już choćby fakt, że fundacja, która z takim zapałem występuje w obronie życia nienarodzonych, promuje tezy człowieka, który jeździł na „konsultacje” do Ugandy, gdy rozważano tam wprowadzenie kary śmierci dla osób homoseksualnych. Pytany o to sam Paul Cameron odpowiadał, że nie jest za karą śmierci dla homoseksualistów, ale „jest na takie rozwiązanie otwarty”, gdyż „nie jest ono nierozsądne”.

Podczas poprzednich wizyt Paula Camerona w Polsce z goszczenia go wycofały się m.in. Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Tym razem gość przyjmowany jest z honorami. Miał wykład w Sejmie – uczestniczyło w nim bardzo niewiele osób. Zdecydowanie więcej słuchaczy wzięło udział w wykładzie, który odbył się w auli kurii warszawsko-praskiej pod patronatem diecezjalnego tygodnika „Idziemy”. Dr Cameron gościł również w Sekretariacie Episkopatu Polski, a w konferencji wraz z nim uczestniczył ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin. Duchowny – ­jak podaje KAI – skomentował wystąpienie amerykańskiego psychologa słowami: – Należy uwzględnić wyniki badań dr. Camerona, żeby w Polsce stanowczo sprzeciwić się naciskom homolobby.

I tu, przyznam, czegoś bardzo istotnego nie rozumiem. Dlaczego Paul Cameron promowany jest w kręgach kościelnych, chociaż jego tezy w ewidentny sposób odbiegają od nauczania Kościoła katolickiego na temat osób homoseksualnych? Katechizm Kościoła katolickiego mówi o „głęboko osadzonych skłonnościach homoseksualnych”, których „psychiczna geneza pozostaje w dużej części niewyjaśniona” – a dla Camerona jest to po prostu dewiacja. Kościół pragnie, aby katolicy traktowali osoby homoseksualne „z szacunkiem, współczuciem i delikatnością” – a u Camerona są wyłącznie oskarżenia; żadnej delikatności, zero szacunku, brak współodczuwania (homoseksualiści to „zboczeńcy”). Katechizm wartościuje moralnie nie samą skłonność homoseksualną, lecz jedynie akty – Cameron uznaje homoseksualizm za „zarazę” i chce leczyć homoseksualistów, których nazywa „pasożytami” niebezpiecznymi dla społeczeństwa. Kościół wzywa do „unikania oznak jakiejkolwiek niesłusznej dyskryminacji” osób homoseksualnych – Cameron apeluje o rozważenie penalizacji homoseksualizmu.

Są to wyraźnie diametralnie odmienne podejścia. A skoro tak, to możliwe są dwie interpretacje: albo Paul Cameron głosi własne prywatne zideologizowane teorie, które w Polsce, nie wiedzieć czemu, uchodzą za zgodne z nauką katolicką; albo też papieże, autorzy kościelnych katechizmów i członkowie Kongregacji Nauki Wiary są niedouczeni, naiwni lub poprawni politycznie.

Najpierw jest osoba

W encyklice „Redemptor hominis” św. Jan Paweł II pisał: „Kościół nie może odstąpić człowieka”, bo „człowiek jest pierwszą drogą, po której winien kroczyć Kościół w wypełnianiu swojego posłannictwa, jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła”. W tym tekście nie ma przypisu, że drogą Kościoła nie jest na przykład albinos, osoba homoseksualna, ateista czy człowiek dotknięty autyzmem.

Nauczanie papieża Franciszka rozwija tę myśl poprzednika z Polski. Jak pisze ks. Andrzej Draguła, „Franciszek przechodzi z teologicznej idei do namacalnego konkretu. Kościół nie spotyka przecież człowieka in abstracto, człowieka jako takiego, ale człowieka z konkretną historią, twarzą, imieniem i nazwiskiem. I to właśnie temu konkretnemu człowiekowi Kościół ma głosić i czynić miłosierdzie”. Na zakończenie drogi krzyżowej na krakowskich Błoniach papież przestrzegał wręcz: „W przyjęciu osoby usuniętej na margines, która została zraniona na ciele, i w przyjęciu grzesznika zranionego na duszy, stawką jest nasza wiarygodność jako chrześcijan. Nie na poziomie idei”.

Nie mogę pojąć, jak do tego nauczania mają się rozważania dr. Camerona, wygłaszane w Sekretariacie Episkopatu Polski i w auli kurii warszawsko-praskiej. W tym ostatnim miejscu na spotkanie z dr. Cameronem przyszli m.in. rodzice i nauczyciele, którzy potem zabierali głos. Z atencją odnosili się do samego wykładowcy i jego tez, dziękowali mu, że ich ostrzega oraz prosili o rady, jak chronić dzieci i młodzież, żeby nie „zarazili” się homoseksualizmem. Ci ludzie w większości przyszli na spotkanie do warszawsko-praskiej kurii, ufając, że zostanie im tam przekazana rzetelna wiedza. Czy to zaufanie nie zostało nadużyte?

Najpierw jest osoba. A osoba nie jest definiowana tylko przez swoje skłonności seksualne

Bolesne to i niezrozumiałe, że ktoś taki jak Paul Cameron przyjeżdża do Polski w glorii obrońcy rodziny, Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej w czasie, kiedy akurat podsumowujemy owoce Roku Miłosierdzia. Właśnie w tym roku papież Franciszek zwraca się do nas przecież z przesłaniem Kościoła: „(…) przede wszystkim podoba mi się, że mówi się o «osobach homoseksualnych»: najpierw jest osoba, w swojej integralności i godności. A osoba nie jest definiowana tylko poprzez swoje skłonności seksualne: nie zapominajmy, że wszyscy jesteśmy stworzeniami kochanymi przez Boga, odbiorcami Jego nieskończonej miłości. Chciałbym, by osoby homoseksualne przychodziły się spowiadać, by pozostały blisko Pana, by można było razem się modlić. Wówczas możesz polecić im modlitwę, ukazać dobrą wolę, możesz wskazać drogę, towarzyszyć im” (z książki „Miłosierdzie imieniem Boga” – podkr. moje).

Pośród osób zgromadzonych w auli kurii warszawsko-praskiej dostrzegłam w pewnym momencie znajomego. Ten głęboko przeżywający swoją wiarę mężczyzna, pracownik naukowy, człowiek życzliwy wobec innych (przyszedł na spotkanie, bo zamierzał porozmawiać z Paulem Cameronem) siedział struchlały, jak zamrożony, a jego twarz wyrażała ból i zdumienie. Ten mężczyzna jest homoseksualistą.

Przepraszam Cię, Przyjacielu. Przepraszam też wszystkie osoby homoseksualne, ich rodziców i pozostałych członków rodzin. Przepraszam za dr. Camerona – za to, co i jak mówi on na temat osób homoseksualnych.