Używanie przez prof. Stawrowskiego rozważań Kanta do usprawiedliwiania fizycznego karania dzieci to dorabianie filozofii do sytuacji, kiedy wściekli rodzice chcą szybko zyskać „spokój” poprzez wymierzenie dziecku klapsa.

Po lekturze artykułu pt. „Klaps jako imperatyw kategoryczny” („Rzeczpospolita Plus Minus”, 17-18 września 2016 r.), napisanego przez Zbigniewa Stawrowskiego – jednego z najwybitniejszych polskich filozofów polityki, ucznia ks. Józefa Tischnera – niektórzy komentatorzy zastanawiali się, czy tekst ten nie jest jedynie prowokacją. Można w nim bowiem przeczytać m.in: „Klaps to szczególny znak rodzicielskiej odpowiedzialności”; „Bywają (…) sytuacje, gdy użycie fizycznej przemocy wobec dziecka (…) dokonuje się w duchu miłości rodzicielskiej, jako świadomy wyraz najgłębszej odpowiedzialności za dziecko. Przemoc taka nie jest wówczas niczym złym, przeciwnie, (…) jako coś moralnie dobrego, a więc godnego pochwały, wymyka się wszelkim zewnętrznym krytykom”, albo też: „Właściwie rozumiany klaps jest raczej symbolicznym wyrazem najgłębszej miłości i najlepiej pojętego odpowiedzialnego wychowania w sytuacjach granicznych, wyjątkowych i najtrudniejszych wychowawczo”.

Pochwała klapsa

Powyższe cytaty pokazują, że artykuł profesora Stawrowskiego nie jest jedynie przypomnieniem, iż absurdem byłaby – teoretycznie zgodna z prawem – interwencja instytucji państwowych w sytuacji, kiedy w akcie desperacji zdenerwowanemu rodzicowi zdarzy się wymierzyć dziecku klapsa. Tekst filozofa jest po prostu doprowadzoną do granic możliwości pochwałą rodzicielskiego klapsa.

Tekst zadziwił zarówno środowiska liberalne, jak i konserwatystów

Nigdy wcześniej obrona wartości rodzinnych nie była w polskiej debacie publicznej połączona z apoteozą rodzicielskiej przemocy. Karolina i Tomasz Elbanowscy, którzy – w ramach obrony rodziny – walczyli przeciw obowiązkowi wysyłania 6-letnich „maluchów” do szkoły, promują rozwiązania mające na celu łatwiejsze godzenie życia rodzinnego z zawodowym. W udzielonym przez siebie wywiadzie-rzece konserwatywni katolicy Małgorzata i Tomasz Terlikowscy nie przedstawiają swojego domu z piątką dzieci jako przestrzeni surowego wychowania, tylko przytaczają radosne historie z życia dużej rodziny. Również wszelcy obrońcy prawa do „wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami rodziców” mają na uwadze kwestie szersze i, można powiedzieć, bardziej pozytywne niż klaps, takie jak np. przekazywanie dzieciom treści religijnych czy światopoglądowych.

Tymczasem artykuł Stawrowskiego czyni klaps „symbolem rodzicielstwa”. Nic więc dziwnego, że tekst zadziwił zarówno środowiska liberalne, jak i konserwatystów. Pisarz Jacek Dehnel tak skomentował artykuł filozofa: „Jest jakąś groteską, że szef Instytutu Tischnera popiera bicie najsłabszych. I to w ramach «miłości»”. A wiceminister pracy i rodziny w rządzie PiS Bartosz Marczuk, wieloletni ekspert Związku Dużych Rodzin 3+, skomentował tekst prof. Stawrowskiego następująco: „Klaps to jest przemoc. Dziecko nie rozumie krzywdy od najbliższego, rodzic ponosi klęskę”.

Fasadowy imperatyw kategoryczny?

Należy jednak przyjrzeć się sposobowi argumentacji Zbigniewa Stawrowskiego. Jako fundament pochwały rodzicielskiego klapsa autor wybrał filozofię Immanuela Kanta. To Kantowskie uzasadnienie dawania dzieciom klapsów jest jednak dość zabawne: „Kant wskazuje na pewne elementarne doświadczenie źródłowe, które polega na tym, że w pewnej sytuacji pojawia się w nas świadomość bezwzględnego zobowiązania. (…) Na pytanie, dlaczego mamy tak postąpić, jedyną odpowiedzią jest: bo tak trzeba! Według Kanta, w takich momentach uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy tylko i wyłącznie istotami zmysłowymi, podległymi prawom przyrody, ale również osobami, które podlegają prawu moralnemu”.

Rodzic, który daje dziecku klapsa za błahostki takie jak omyłkowe zrzucenie czegoś ze stołu, może się na dźwięk takich słów poczuć usatysfakcjonowany i pomyśleć: „No, to jest oczywiste, że «tak trzeba», jak dziecko mnie wkurzy! I jeszcze jakiś filozof mówi, że to jest dobro moralne”. I chyba o taką satysfakcję rodzica w artykule Stawrowskiego właśnie chodzi.

Piękne i słuszne definicje służą tu jedynie pochwale uderzenia dziecka

Zbigniew Stawrowski pomija fakt, że w tekstach takich jak „Religia w obrębie czystego rozumu” i „Metafizyka moralności” Kant nakazuje uwolnienie się z ferworu emocji i fizjologicznych reakcji w celu dokonania chłodnej analizy, czy rzeczywiście planowany przez nas uczynek jest zgodny z prawem moralnym. Co więcej, polski filozof zdaje się nawet bezpośrednio mówić, że ta chłodna analiza nie jest rodzicowi potrzebna: „Jak odróżnić imperatyw kategoryczny od innych rodzajów powinności? (…) Pomocne do tego mogą okazać się zaproponowane przez Kanta formuły. Opierają się one na (…) rozważeniu, co by się stało, gdybyśmy z (…) reguły, która stanowi podstawę naszego działania, uczynili uniwersalną zasadę dla całego świata: «Kategoryczny imperatyw jest więc tylko jeden i brzmi następująco: postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem». Bardziej przydatna do opisu relacji międzyludzkich wydaje się jednak inna znana formuła: «Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w twej osobie, jako też w osobie każdego innego, używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka»” – tłumaczy autor.

A zatem przekaz jest taki: nie musimy używać pierwszej formuły, do której potrzebna jest chłodna, zajmująca czas rozwaga i z której wynika, że możemy uderzyć dziecko tylko wtedy, jeżeli… sami chcielibyśmy być za taki sam czyn uderzeni (przy takim wniosku rodzice prawdopodobnie w ogóle zrezygnowaliby z klapsów). Zamiast tego Stawrowski radzi użyć formuły drugiej, która – co wynika z dalszych słów autora – nie wymaga już rozwagi, ponieważ, jak się dowiadujemy, w świetle tej drugiej formuły rodzicielski klaps jest po prostu wyrazem „pełnej miłości troski” rodziców do dziecka.

Dorabianie filozofii

Takie pominięcie kwestii rozwagi przy decydowaniu o wymierzaniu kary odkrywa prawdziwą – uświadomioną bądź nie – intencję autora: godny pochwały jest każdy rodzicielski klaps, a dzieci mogą być ten sposób karane nawet za błahe przewinienia. Wystarczy, że rodzice poczują w zdenerwowaniu impuls „tak trzeba!”. Wszystko staje się jasne: pochwalana nie jest już abstrakcyjna, dość odczłowieczona sytuacja, kiedy dziecko jest karane „na chłodno”, w wyniku filozoficznego namysłu rodzica, lecz szlachetność zyskują po prostu codzienne przypadki wymierzania dziecku klapsa ze zwykłego zdenerwowania i niecierpliwości.

Jawnym dowodem na taki przekaz artykułu jest utożsamianie przez autora niemal każdego przypadku wymierzenia klapsa z moralnie dobrym postępowaniem rodziców: „Normalnie myślący rodzice dobrze wiedzą, że klaps nie jest żadnym biciem, lecz czynem o wysokiej wartości wychowawczej” – pisze Stawrowski. I dodaje: „O tym, jaki klaps jest w danym momencie odpowiedni, mogą rozstrzygnąć jedynie sami rodzice. Nikt inny ich w tym nie zastąpi, bo nikt inny nie kieruje się wobec dziecka taką miłością, nie zna go tak dobrze jak rodzice, nie potrafi ocenić konkretnej sytuacji w całym jej złożonym, dynamicznym, istotnym dla właściwego wychowawczego podejścia długookresowym kontekście”…

Klaps to kara mało inteligentna, a do tego ośmieszająca dziecko

Gdyby streścić omawiany artykuł w kilku słowach, dowiadujemy się, że ponieważ rodzice są osobami, które najlepiej znają i kochają dziecko, wymierzane dziecku klapsy są ze swojej natury przejawem rodzicielskiej „odpowiedzialnej miłości”. W świetle rozważań Stawrowskiego szlachetne moralnie staje się zachowanie pewnej matki, które zostało opisane na stronie internetowej, na której pracownicy sklepów opisują osobliwe zachowania klientów: oto pewna kilkuletnia dziewczynka zgubiła się w sklepie, a sprzedawczyni zaopiekowała się nią i czekała, aż mama zgłosi się po zapłakane dziecko. Kiedy matka przyszła, nie podziękowała sklepowej ekspedientce za opiekę nad dziewczynką, a także nie cieszyła się z tego, że córka czeka na mamę w bezpiecznym miejscu. Zamiast tego matka zaczęła krzyczeć na swoje dziecko, obwiniając je o zgubienie się, a po wyjściu ze sklepu wymierzyła córce klapsa.

Ponieważ w ujęciu Stawrowskiego „nikt inny nie kieruje się wobec dziecka taką miłością” jak rodzic (w tym przypadku matka) i „nikt inny nie potrafi ocenić konkretnej sytuacji w całym jej złożonym, dynamicznym, istotnym dla właściwego wychowawczego podejścia długookresowym kontekście”, uderzenie dziewczynki przez matkę urasta w świetle tekstu filozofa do rangi symbolu „troskliwej miłości” i „świadomego wyrazu najgłębszej odpowiedzialności za dziecko”. Można zatem podejrzewać, że celem tekstu Stawrowskiego jest po prostu obrona typowej w Polsce sytuacji – karania dzieci klapsem za błahostki przez zdenerwowanych rodziców. A cały ten wybiórczo potraktowany Kant jest dorabianiem filozofii do sytuacji, kiedy wściekli rodzice chcą szybko zyskać „spokój” poprzez wymierzenie dziecku klapsa.

Piękne definicje…

Należy jednak zaznaczyć, że ta „dorobiona do klapsa” filozofia sama w sobie jest bardzo wartościowa, a jej lektura daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z autorem wybitnym. Gdyby opisy rozdziału sfery prywatnej od państwowej czy też definicje wychowania wyrwać z kontekstu pochwały uderzenia dziecka, otrzymalibyśmy piękny krótki esej.

„O ile przestrzenią państwa jest przestrzeń sprawiedliwości, o tyle przestrzeń rodzicielska jest przestrzenią miłości” – pisze Stawrowski i trudno się z tym nie zgodzić. Podobnie jak nie można zaprzeczyć opinii, że „wychowanie polega (…) przede wszystkim na uczeniu zasad, które obowiązują ludzi w ich wzajemnych relacjach”, a także – w kontekście filozofii Kanta – jest ono „zarówno słusznym uprawnieniem, jak i moralną powinnością rodziców”. Stawrowski przypomina, że interwencja państwa jest uprawniona jedynie z powodu zaniedbywania dziecka przez opiekunów, a nie z powodu przekazywania przez rodziców swojemu dziecku określonych wartości.

… ale cel wątpliwy

Z tym, że te wszystkie piękne i słuszne definicje służą jedynie pochwale uderzenia dziecka – „stosowania subiektywnie dotkliwych dla dziecka fizycznych form przemocy”. Pomijając dokonane powyżej wnioskowanie, z którego wynika, że filozof – niemal bezgranicznie ufając rodzicielskiej szlachetności – dokonuje pochwały każdego rodzicielskiego klapsa, można w artykule Stawrowskiego odnaleźć zdania wskazujące na to, że rodzice stosują usprawiedliwioną przemoc wobec dziecka po to, aby uczyć, że państwo może stosować usprawiedliwioną przemoc wobec swojego obywatela.

„Użycie przemocy w formie klapsa stanowi równocześnie formę socjalizacji dziecka – uświadamia mu, w zrozumiałej dla niego formie, elementarną zasadę, która rządzi życiem dorosłych członków wspólnoty. Owa zasada brzmi: normalną i właściwą reakcją na zachowanie kogoś, kto narusza pewne nieprzekraczalne w społeczeństwie granice, jest przemoc władzy państwowej, która powstrzymuje sprawcę przed kontynuacją zakazanego działania oraz zmusza go, by w formie sprawiedliwej kary poniósł konsekwencje swojego czynu” – pisze autor, a jego słowa definiujące wychowanie jako przygotowanie do życia w państwie budzą uznanie czytelnika.

Kant potępiał żądzę ganienia jako złośliwość mającą coś z radości diabelskiej

Czy jednak, jak chce Stawrowski, rodzicielski klaps jest mądrym odpowiednikiem reakcji państwa na przestępstwo lub wykroczenie? Filozof przytacza w swoim tekście przykład, kiedy dziecko bijące na placu zabaw swojego kolegę nie tylko zostaje przez rodzica odciągnięte od rówieśnika, ale także otrzymuje za ten czyn klapsa (możemy rozszerzyć ten przykład na np. przyłapanie dziecka na kradzieży batonika ze sklepu). Owszem, odciągnięcie dziecka siłą od miejsca, w którym wyrządza ono jakąś krzywdę, jest dobrą analogią pierwszego z wymienionych przez autora działań państwowych instytucji, np. policji czy straży miejskiej: „powstrzymania sprawcy przed kontynuacją zakazanego działania”. Jednak czy następujący potem rodzicielski klaps rzeczywiście jest porównywalny do drugiego elementu reakcji państwa, czyli „sprawiedliwej kary” pozwalającej na „poniesienie konsekwencji czynu”?

Byłoby tak, gdyby wymierzaną przez państwo karą była np. chłosta czy zesłanie do obozu pracy. Tymczasem państwo cywilizowane, w zachodnioeuropejskim kręgu kulturowym, stosuje kary takie jak pozbawienie wolności, odebranie praw wyborczych, grzywny czy mandaty. Dlatego w przypadku bicia kolegi w piaskownicy rodzicielskim odpowiednikiem państwowej sprawiedliwej kary powinien być np. zakaz wychodzenia na podwórko, który pozwoli dziecku zrozumieć, że warunkiem kontaktów z innymi ludźmi jest bycie życzliwym i kulturalnym (a zatem kara będzie odpowiednikiem pozbawienia wolności). W przypadku kradzieży słodyczy sprawiedliwą karą będzie zakazanie dziecku jedzenia słodkich przekąsek przez kilka dni – dziecko zrozumie wtedy, jak czuje się osoba okradziona. W obu tych sytuacjach klaps jawi się po prostu jako kara mało inteligentna, niepozwalająca zrozumieć dziecku konsekwencji własnych czynów, a do tego ze swojej istoty ośmieszająca dziecko.

Warto zauważyć, że Immanuel Kant potępiał ośmieszanie: „Nieokiełznana żądza ganienia (…) to pewnego rodzaju złośliwość. (…) Ma w sobie coś z radości diabelskiej i przez to stanowi tym cięższe naruszenie obowiązku szacunku wobec innych ludzi”  – pisał filozof z Królewca w „Metafizyce moralności”, notabene cytowanej przez Stawrowskiego w celu pochwały klapsów.

Kolejnymi pięknymi słowami wykorzystywanymi przez Zbigniewa Stawrowskiego do apoteozy rodzicielskich klapsów  są wyrażenia takie jak: „miłość rodzicielska”, „odpowiedzialna miłość”, „najgłębsza odpowiedzialność za dziecko”, „moralny obowiązek troskliwej miłości”… Nie wiadomo, dlaczego na ten godny obrony znak rodzicielskiej miłości został wybrany klaps, będący w dodatku w artykule jedynym symbolem rodzicielstwa. Autor nie wspomina przecież wcale o tak pięknych wyrazach miłości i troski rodzicielskiej jak opowiadanie dziecku bajek, wspólne wakacje z dzieckiem czy rodzinne przygotowywanie świątecznych potraw.

Co na to Tischner?

Aż chce się powiedzieć, że za tę pochwałę uderzenia jako symbolu wychowania autor powinien – gdyby to było możliwe – dostać po prostu symbolicznego klapsa od swojego mistrza, Józefa Tischnera. 18 września na stronie Tischner.pl, jakby w kontrze do opublikowanego dzień wcześniej „Klapsa jako imperatywu kategorycznego”, ukazał się zbiór anegdot o mszach celebrowanych przez ks. Józefa Tischnera dla dzieci. Jedna z historii spisanych przez Wojciecha Bonowicza brzmi:

„Ksiądz Józef zapytał dzieci, jakie znają pokarmy dla ciała. Dzieci, oczywiście, wymieniły wszystkie możliwe przysmaki: pączki, czekoladę, naleśniki. «No dobrze. » – mówi ksiądz – «A pokarm dla serca?». Zapadło milczenie. Po chwili jeden z chłopaków wyciągnął rękę i zawołał: «Wiem! Pomidory!». I wtedy cały kościół się roześmiał. Ale ksiądz nie chciał, żeby chłopcu zrobiło się przykro, więc położył mu rękę na ramieniu i mówi: «Wiesz, pomidory to także pokarm dla ciała. Ale kiedy ktoś komuś zrobi radość, to jest to pokarm dla serca. Widzisz, jaką radość zrobiłeś wszystkim? To jest właśnie pokarm dla serca»”.

Powyższa historia pokazuje, że ks. Józef Tischner – w przeciwieństwie do niektórych wybitnych, lecz niekiedy błądzących autorów – doskonale wiedział, co rzeczywiście jest wobec dziecka „wyrazem najgłębszej miłości i najlepiej pojętego odpowiedzialnego wychowania”.

 


Wykorzystano fragmenty obszernej polemiki ze Zbigniewem Stawrowskim, która ukazała się (podobnie jak pełna wersja artykułu Stawrowskiego „Klaps jako imperatyw kategoryczny”) w naukowym czasopiśmie „Civitas. Studia z filozofii polityki” (2016, nr 17) wydawanym przez Instytut Studiów Politycznych PAN.