Tak, mierzyć trzeba wysoko, ale to właśnie od małego kroku wszystko się zaczyna. Jezus mówi dzisiaj: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny”.

O stopniu trudności w interpretacji przypowieści z dzisiejszej Ewangelii może świadczyć fakt, że tytułowana jest ona bardzo różnie. Biblia Tysiąclecia nazywa ją przypowieścią „o nieuczciwym rządcy”. Ks. Edward Szymanek w swoim wykładzie Nowego Testamentu pisze „o roztropnym rządcy”, francuska Biblia Jerozolimska nazywa to przypowieścią „o niewiernym rządcy”. W jednym z tłumaczeń włoskich znalazłem, że ten rządca był „astuto”, to znaczy „chytry, sprytny, przebiegły, cwany, podstępny, przebiegły”. Jak widać, ten sam czyn jest bardzo różnie oceniany: od negatywnej nieuczciwości przez ambiwalentną sprytność, po pozytywną roztropność. Więc jak to? Dobrze zrobił czy źle? W końcu pochwalił go jego pan. Na pewno był – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – obrotny.

Kiedy czytałem tę przypowieść, przypomniałem sobie stary felieton z „Rzeczpospolitej” (06.01.1996 r.), który wciąż trzymałem w teczce z wycinkami. Otóż  Michał Radgowski zastanawiał się, jak funkcjonuje dzisiaj w polszczyźnie przymiotnik „dobry”: „Najogólniej można powiedzieć, że traci on swe znaczenie etyczne, a poszerza sens sprawnościowy. Bardzo trudno powiedzieć, kiedy się to stało, ale chyba w naszym stuleciu nastawionym bardziej na perfekcję techniczną niż na doskonalenie moralne”. A więc „dobry” to już nie tyle uczciwy, przyjazny, łagodny, przyjacielski, serdeczny, prawy, miłosierny czy kochający, ale po prostu sprawny. Felietonista „Rzeczpospolitej” pisze dalej tak: „Określenia takie jak »dobry« hydraulik, elektryk, zegarmistrz, kierowca mówią nam o czysto zawodowych cechach tych ludzi, o tym, że są oni należycie wyuczeni i wykwalifikowani: jest rzeczą drugorzędną, czy wzruszają się naszymi perypetiami z centralnym ogrzewaniem i cieknącymi kranami. Gdybyśmy mieli do wyboru usługi kierowcy »o czułym sercu«, ale o bardzo ograniczonych umiejętnościach i innego, moralnego potwora znęcającego się w domu nad żoną i dziećmi (lecz biegłego w sztuce prowadzenia auta), najpewniej skorzystalibyśmy z tego drugiego”.

To prawda. Kierowcy taksówki nikt nie pyta o świadectwo moralności. Hydraulika, elektryka, sprzedawcy czy nawet urzędnika – też nie. Nie dociekamy, czy jest dobry, to znaczy, czy dobrze się prowadzi. Podobnie było w dzisiejszej przypowieści. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę nie dlatego, że był nieuczciwy, ale dlatego, że był sprawny, dobry w tym, co robił. Wyszedł z opresji, w której się znalazł, choć niewiele to miało wspólnego z moralnością. Na oszustwie zbudował na nowo swoją pozycję. Ale właśnie tacy są „synowie tego świata […] w stosunkach z ludźmi podobnymi do siebie” – jak zauważył sam Jezus.

„Pewne rozbieżności – pisze dalej Radgowski – mogą się pojawić przy rozważaniu określenia »dobry polityk«; ma ono, czy też nie jakiś odcień etyczny? Moim zdaniem – nie; dobry polityk, to taki, który realizuje założone cele, utrzymuje się przy władzy, potrafi skupić w ogół siebie elektorat itd.; marzenia o tym, że ma być poczciwy, przyciskać nas do serca i otaczać opieką są wygórowane i przesadne”.

I tu się zaczyna problem. Trudno mi się zgodzić z felietonistą. Czy rzeczywiście dobry polityk to to samo, co sprawny polityk? Czy od polityka nie oczekujemy jednak, by był nie tylko sprawny i skuteczny, ale także i dobry, to znaczy szlachetny, uczciwy, prawy? Czy nie mamy prawa żądać, by był wierny zarówno w rzeczy drobnej, jak i w wielkiej? Nie tylko wtedy, gdy chodzi o jakąś pospolitą rzecz, ale także wtedy, gdy chodzi o Rzeczpospolitą?

Ale wróćmy do przypowieści. Jezus oczywiście nie pochwala postępowania bohatera swego opowiadania. Zwolniony z pracy rządca, który boi się bezrobocia, gdyż „kopać nie może, a żebrać się wstydzi”, dopuszcza się oszustwa, umarza zaległe długi swego pana, by zyskać nowych przyjaciół. Co ciekawe, gospodarz go za to nie gani, ale chwali go za takie postępowanie, tak jakby chciał mu powiedzieć: „Widzę, że sprytny jesteś, dałeś sobie radę, wybrnąłeś z opresji”.  Jezus przytacza ten przykład, by pokazać, jak bardzo „synowie tego świata” potrafią być przebiegli i skuteczni w osiąganiu celów czy w zdobywaniu przyjaciół, nawet za cenę oszustwa.

Pytanie, które nam Jezus pozostawia, to pytanie o sprawność „synów światła” w zdobywaniu Królestwa Niebieskiego. I nie chodzi tutaj, abyśmy się wzorowali na metodach „synów tego świata”, które to metody bywają sprytne i skuteczne, ale moralnie wątpliwe. Chodzi o to, abyśmy się wzorowali na ich determinacji, pragnieniu, chęci. Na przykład na tych czterech sportowcach z paraolimpiady, którzy w tym roku na 1500 metrów pobiegli szybciej niż złoty medalista z tzw. normalnej olimpiady. A wszyscy czterej to niewidomi i niedowidzący. Kto zna osoby niewidome i niedowidzące, wie dobrze, jak trudno bywa postawić mały krok, a cóż dopiero biec przed siebie.

Katarzyna Nosowska z Heya w wywiadzie z okazji swego 40-lecia mówiła: „Jestem idealistką. Pod tym względem w podejściu do życia jestem dzieckiem. Uważam, że zamiast zajmować się zmienianiem świata, powinniśmy robić zupełnie inne rzeczy. Świata w swoim ogromie nie da się zmienić. Jedyne, co możemy zrobić, to pracować nad naszą codziennością. Mogę wychować syna tak, żeby nie był potworem emocjonalnym. Żeby szanował kobiety. Żeby był dobrym człowiekiem. Mogę starać się, żeby mój partner nie był rozczarowany związkiem. Robić dobre rzeczy na naszej małej przestrzeni. Gdyby to było zwielokrotnione, świat byłby zupełnie inny. Uważam, że to ma sens”.  

Tak, mierzyć trzeba wysoko, ale to właśnie od małego kroku wszystko się zaczyna. Jezus mówi dzisiaj: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny”. Trzeba zacząć od rzeczy małych, „dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – [bo] to subtelnie Boskie” – jak wzywał Franciszek z wałów jasnogórskich. „Robić dobre rzeczy na małej przestrzeni”. To prosty program. I dostępny dla wszystkich: hydraulików i polityków. Dla wszystkich bez różnicy.