Ćwierć wieku temu, 10 września 1991 roku, zmarł Jan Józef Lipski, jedna z największych postaci demokratycznej opozycji.

Szare Szeregi, Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, Klub Krzywego Koła, redakcja „Po prostu”, masońska loża „Kopernik”, List 34, Marzec ’68,  protesty przeciwko zmianom w konstytucji PRL, Polskie Porozumienie Niepodległościowe, Komitet Obrony Robotników, Towarzystwo Kursów Naukowych, „Solidarność”, dwukrotne aresztowanie w stanie wojennym, Komitet Obywatelski Przeciw Przemocy, Komisja Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność, Polska Partia Socjalistyczna, wybory w 1989 roku – to nie jest historia opozycji demokratycznej napisana w czasach internetowych tagów, twittera i sms-ów, ale  jedynie krótkie i dość selektywne wyliczenie inicjatyw i zdarzeń, w których uczestniczył Jan Józef Lipski. Nie sposób napisać historii sprzeciwu wobec władz PRL, bez ciągłego powracania do roli odgrywanej przez tę – przedwcześnie zmarłą i trochę dziś zapomnianą – postać.

A przecież polityczna aktywność to tylko jedna strona – i niekonieczne najważniejsza – życia i dorobku Lipskiego. Trzeba wspomnieć o elementach jego życiorysu związanych z literaturą i historią: o założonym w 1948 roku konspiracyjnym samokształceniowym Klubie Neopickwickistów, wieloletniej pracy w Instytucie Badań Literackich, udziale w pierwszym powojennym wydaniu „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza, prace nad wydaniem dzieł Witkacego, Gabrieli Zapolskiej, Jana Kasprowicza i innych. Twórczości tego ostatniego Jan Józef poświęcił najpierw pracę doktorską, a później habilitacyjną (za co przyznanie mu habilitacji wstrzymywano z powodów politycznych przez sześć lat). Dorobek Jana Józefa Lipskiego to też książki, eseje i odczyty o korzeniach polskiego nacjonalizmu czy słynny tekst o dwóch patriotyzmach. Przy tym wszystkim Jan Józef Lipski nie był człowiekiem żyjącym wyłącznie pracą i sprawami publicznymi, ale wieloletnim, szczęśliwym mężem zmarłej niedawno Marii Lipskiej oraz ojcem dwójki dzieci (oboje idąc jego śladem zostało opozycjonistami).

Człowiek wartości

Trudno pisać o życiu tego człowieka, nie poświęcając jej kilkunastu stron maszynopisu. Zwrócę więc uwagę na pewien paradoks w życiu Lipskiego. Choć tak wiele lat życia poświęcił działalności, która miała charakter polityczny, niełatwo jest z pełnym przekonaniem nazwać go politykiem. Jan Józef z pewnością inaczej niż inni liderzy opozycji przedsierpniowej – Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz, Adam Michnik, Leszek Moczulski czy Aleksander Hall – nie był specjalistą od tworzenia politycznych programów czy koncepcji działania. Tym różnił się także od najważniejszych doradców „Solidarności” – Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Kiedy pisał, to przede wszystkim o sprawach etycznych, poruszał się raczej na poziomie wartości czy etosu ruchu opozycyjnego. Działał bardziej z pobudek moralnych niż politycznych.

Cała opozycja demokratyczna odwoływała się do polityki w rozumieniu działania ideowego na rzecz dobra wspólnego, a nie personalnych rozgrywek czy walki o władzę. Jan Józef Lipski nawet w tym gronie ideowców był postacią wyjątkowo przywiązaną do wyznawanych przez siebie wartości. Jednocześnie był człowiekiem dbającym o to, aby różnice w poglądach nie dzieliły ludzi wewnątrz ruchu. W latach 70. długo starał się łagodzić konflikt Kuronia z Macierewiczem. W połowie kolejnej dekady starał się wyciszyć ostrą polemikę o relacje ludzi opozycji przedsierpniowej z działaczami „Solidarności”, którą na łamach podziemnej „Krytyki” prowadzili Jan Walc i Wiktor Kulerski. Wewnętrzne spory często dotykały go osobiście, bolały go zwłaszcza zarzuty podważające osobistą uczciwość jego i jego przyjaciół – jak w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów „Solidarności” jesienią 1981 roku, kiedy to niesmaczny spór o podziękowanie dla KOR, przypłacił zdrowiem.

Lipski miał w życiorysie kilka takich momentów, gdy solidarnie z innymi decydował się na podjęcie ryzyka, mimo że sam uważał za lepsze co innego. Tak było z Powstaniem Warszawskim, w którym Jan Józef walczył, choć uważał je za błąd. Założenie KOR też uważał za niebezpieczne, ale nie wyobrażał sobie nie brać w tym udziału. Gdy wprowadzono stan wojenny, udał się do Zakładów Mechanicznych „Ursus”, bo chciał być razem z robotnikami. Kiedy wiadomo było, że strajk zostanie spacyfikowany, a jego uczestnicy aresztowani, nie opuścił zakładu, żeby się ukrywać, lecz pozostał z robotnikami. Był aresztowany; na wolność wyszedł z powodu zapaści i leczył się w Anglii. Gdy we wrześniu 1982 roku dowiedział się, że aresztowano jego kolegów z KOR, wrócił do kraju – spotkało go to samo.

Wierny niepodległościowemu socjalizmowi

W 1987 roku Lipski reaktywował Polską Partię Socjalistyczną – ta tradycja polityczna zawsze była mu najbliższa. Kuroń i Michnik uważali, że nie ma to sensu. Lipski jednak – znów – wychodził z założenia, ze najważniejsza, jest wierność wyznawanym wartościom.

W 1988 roku odpowiadał na łamach podziemnego pisma „KOS-a” Konstantemu Gebertowi, który sympatyzując z PPS, uważał tę inicjatywę za niedobrą, bo nie ma większych szans na polityczny sukces. W artykule pod wymownym tytułem „Dlaczego jestem w PPS” Lipski pisał: „Pytanie to – dlaczego jestem w PPS – wziąwszy pod uwagę moje polityczne poglądy i sympatie, jest raczej niezrozumiałe. Przyczyna tego stanu rzeczy jest bowiem prosta: jestem w PPS, bo jestem socjalistą. Jestem socjalistą, bo wierze, że za tym słowem może stać zwarty program, do którego realizacji chciałbym się przyczynić”.

Lipski nie był idealistą oderwanym od realiów. Na pewno jednak wartości były dla niego ważniejsze niż kalkulacje. Jedna z ostatnich politycznych inicjatyw jego życia – tworzenie wyrazistej niekomunistycznej lewicy – nie odniosła sukcesu. Nie znaczy to jednak, że nie miał racji, widząc potrzebę jej istnienia. Być może z udziałem takiego nurtu politycznego udałoby się załagodzić późniejsze konflikty wewnątrz obozu solidarnościowego? Odpowiedzi na to pytanie nie da się już udzielić.