Jesienna „Więź” to spojrzenie w zbiorową pamięć Polaków, w nasze kolektywne emocje: dumę, poczucie winy i wstydu.

Drodzy Państwo,

Przed pięciu laty ubolewałem w tym miejscu, że polskimi debatami historycznymi zawładnęły dwa skrajne obozy: „kustosze narodowej niewinności” i „tropiciele narodowej winy”. Dziś spór o polską pamięć, niestety, jedynie się zaostrzył.

Polityka powiała wiatrem w żagle „kustoszy narodowej niewinności”. Pięć lat temu twierdziłem, że dzięki debacie o Jedwabnem „ważne, praktycznie nieznane fakty dotarły do naszej świadomości i coraz trudniej im zaprzeczać” – dziś muszę ze zdumieniem przyznać, że zaprzeczać im coraz łatwiej. Nawet będąc ministrem edukacji narodowej…

A na dodatek dyrektor TVP Historia gotów jest publicznie usprawiedliwiać panią minister, bo przecież jeśli zacznie ona „głosić poglądy liberalne w tej kwestii, to przestanie reprezentować dużą część wyborców”. Prawda w klasycznym rozumieniu – jako zgodność sądu z rzeczywistością – już się tu nie liczy. Niewygodne fakty to prostu „poglądy liberalne”…

Spór o polską pamięć przeniósł się też na instytucje publiczne. O przetrwanie walczyć musi mądra koncepcja Muzeum II Wojny Światowej. Kierownictwo IPN zostało już w całości przejęte przez jedno ugrupowanie polityczne. Tym sposobem będzie to chyba Instytut Pamięci Mniej Narodowej – bo przecież stawianie znaku równości między jedną partią a całym narodem byłoby niedorzecznością.

W „Więzi” mimo wszystko nie przestaniemy powtarzać, że pamięć powinna łączyć wspólnotę narodową, a nie dzielić. Że musi być w niej miejsce i na dumę, i na winę; i na bohaterstwo, i na podłość; i na Westerplatte, i na Jedwabne; i na Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, i na pogrom kielecki. Że nie ma sensu przeciwstawianie sobie Pileckiego i Bartoszewskiego. Że i „kustosze narodowej niewinności”, i „tropiciele narodowej winy” – choć deklarują, że dążą do prawdy – widzą ją tylko cząstkowo. Bo prawda, jeśli ma być pełna, zawsze obejmuje i dobro, i zło.

Tekst ukazał się w kwartalniku WIĘŹ 2016, nr 3.