Czy taka pamięć, jaką proponuje Andrzej Duda, zasługuje na miano narodowej, czy tylko partyjnej?

Prezydent Andrzej Duda nazwał uroczystości pogrzebowe zamordowanych z wyroku władz komunistycznych Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” „patriotyczną manifestacją zadośćuczynienia”. W przemówieniu wygłoszonym podczas mszy św. w Bazylice Mariackiej w Gdańsku prezydent m.in. podziękował kibicom za obronę pamięci o bohaterach podziemia niepodległościowego i drwił z poprzednich lat Trzeciej Rzeczpospolitej. Niezupełnie słusznie, nie do końca uczciwie, ale – niestety – ku uciesze zgromadzonych (śmiech, oklaski, okrzyki).

Uroczystości odbyły się w Gdańsku w 70. rocznicę śmierci dwójki działaczy podziemia i ofiar bezpieki z 28 sierpnia 1946 r. „Inka” była sanitariuszką, łączniczką i zwiadowcą 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. „Zagończyk” – dowódcą patrolu dywersyjnego i oficerem odpowiedzialnym za aprowizację i sprawy organizacyjne przy Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce”.

Co powiedział prezydent? – Proszę Państwa, o ile można powiedzieć, że do 89 roku był ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali „Inkę” i „Zagończyka”, to przecież po 89 roku teoretycznie nie [ok. 3:30 min. przemówienia]. To jak to się stało, że trzeba było 27 lat czekać na to, by Polska mogła pochować swoich bohaterów?

– Przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu – mówił dalej prezydent. – Tak, to państwo polskie po 27 latach, bo o tym poprzednim nie wspominam, odzyskuje wreszcie godność przez ten pogrzeb, i przez pogrzeb „Łupaszki”, i przez pogrzeb wszystkich następnych „żołnierzy niezłomnych”, których uda nam się odnaleźć i godnie pochować.

Retoryka prezydenta oraz Prawa i Sprawiedliwości jest konsekwentna. Słyszymy: historia III RP to kontynuacja komunistycznej zdrady, dopiero rządy PiS mogą „przywrócić godność państwu polskiemu” przez uczczenie jego bohaterów. Polityka historyczna poprzednich rządów i głów państwa, podejmowane wcześniej działania w tej dziedzinie oraz fakt, że szczątki pochowanych w niedzielę odkryto dopiero dwa lata temu, a później długo je identyfikowano – to wszystko dla obecnej władzy nie jest godne nawet wzmianki.

Cóż z tego, że w 1991 roku Sąd Wojewódzki w Gdańsku unieważnił wyrok śmierci dla „Inki”, uznając, że jej działalność zmierzała „do odzyskania niepodległego bytu państwa polskiego”? Cóż z tego, że w 1999 roku stanął przed Sejmem wielki pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej? Cóż z tego, że w 2001 roku Sejm podjął uchwałę, w której uznał „zasługi organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski”? Cóż z tego, że od 2001 roku rozpoczęły się oficjalne upamiętnienia „Inki” w Sopocie i kolejnych miastach (parki i szkoły jej imienia, pomniki)? Cóż z tego, że IPN wydał w 2007 roku bardzo popularny „Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956” (zresztą jego autorzy obecnie zdecydowanie różnią się w ocenie kultu „żołnierzy wyklętych” – będziemy z nimi rozmawiać w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”)?

Cóż z tego, że w 2011 roku Sejm (zdominowany przecież przez PO) jednomyślnie ustanowił Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, odpowiadając na inicjatywę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, podtrzymaną po jego tragicznej śmierci przez Bronisława Komorowskiego? Cóż z tego, że to prezydent Komorowski przedstawił inicjatywę ustawodawczą umożliwiającą ekshumację i godny pochówek ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956, a także zaproponował zorganizowanie państwowego pogrzebu ofiar komunistycznej bezpieki ekshumowanych na warszawskich Powązkach?

Wobec przypomnianych wyżej faktów zapytajmy wprost: czy naprawdę dopiero w sierpniu 2016 roku wolne państwo polskie odzyskało godność? Dlaczego obecny prezydent woli raczej wprowadzać podziały (i to podczas przemówienia w kościele!), odcinać się od poprzedników, zamiast – jak przystoi głowie państwa – ukazać ponadpartyjny nurt konsekwentnie dążący do zadośćuczynienia pamięci o pomordowanych bojownikach powojennego antykomunistycznego podziemia? Dlaczego prezydent i jego ugrupowanie polityczne promują pamięć narodową w sposób, który Polaków dzieli – zamiast łączyć? Czy taka pamięć zasługuje na miano narodowej, czy tylko partyjnej? Czy czczenie pamięci „żołnierzy wyklętych” musi wiązać się z wykluczaniem z grona patriotów rodaków myślących inaczej niż zwolennicy obecnej ekipy rządzącej?

Prezydent po raz kolejny przypomina, że w polskiej historii to „żołnierze wyklęci” przede wszystkim „zachowali się jak trzeba”: – Ostatnim pokoleniem wielkich bohaterów, którzy oddali życie za Polskę, są właśnie „żołnierze niezłomni”, są powstańcy warszawscy, są wszyscy ci, którzy wtedy walczyli. Najpierw z Niemcami i Sowietami, a potem z komunistami i zdrajcami – powiedział. To samo prezydent mówił w maju podczas pogrzebu „Łupaszki”. Andrzej Duda, PiS i środowiska narodowe wyraźnie faworyzują tę jedną kartę historii Polski. Od kilku lat obserwujemy jak wobec mitu „wyklętych” blednie chwała Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego – symboli, na których zbudowane są polska pamięć i wspólnota. 

Niedzielna ceremonia stawia również po raz kolejny pytanie o relacje Kościoła z państwem. Swoje przemówienie prezydent wygłosił podczas mszy św., zaburzając liturgię i czyniąc z niej manifestację polityczną. Podziękował kibicom za to, że nie „dali wymazać” pamięci o „niezłomnych”. Zebrani odpowiadali patriotycznymi okrzykami i skandowaniem haseł. Czy w formowaniu narodowych radykałów prezydent Andrzej Duda postanowił zastąpić ks. Jacka Międlara? Jeśli tak, to można tylko powtarzać za prymasem Wojciechem Polakiem, że w Kościele nie ma miejsca na głoszenie „podziałów, nienawiści i złości”, bo w nim „trzeba głosić Ewangelię i tylko Ewangelię”.

W najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, który ukaże się na początku września, opublikujemy wyjątkową dyskusję o „żołnierzach wyklętych” z udziałem Tomasza Łabuszewskiego, naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie, i Rafała Wnuka, kierownika Działu Naukowego powstającego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.