Przed wojną broniła w procesach strajkujących robotników i komunistów, po wojnie – żołnierzy Armii Krajowej, a w 1968 roku – represjonowanych studentów. Doświadczenia te Aniela Steinsbergowa opisała w książce „Widziane z ławy obrończej”.

Chociaż zapewne nie byłoby łatwo znaleźć innego adwokata, który przez tyle lat zajmowałby się obroną represjonowanych, nie była to jedyna aktywność podejmowana przez autorkę książki. Od czasów studenckich utrzymywała związki z socjalistami, w latach 30. wstąpiła do PPS, należała też do Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W czasie wojny w jej mieszkaniu odbywały się konspiracyjne spotkania. Sama Steinsbergowa działała w konspiracyjnych strukturach PPS – Wolność Równość Niepodległość.

Po wojnie pracowała w kierowanym również przez ludzi związanych z tą partią Biurze Prawnym Prezesa Rady Ministrów (przez pewien czas miała tam nawet stanowisko wicedyrektora),  przez kilka lat należała też do odrodzonej PPS. Należąc do tej partii, automatycznie w 1948 r. została też członkinią PZPR. Wpisywało się to w pozytywistyczne nastawienie wielu innych dawnych socjalistów, chociaż na pewno nie było elementem życiorysu, z którego byliby później dumni. Steinsbergowa była w PZPR jednak relatywnie krótko – do 1954 r. Wielu dawnych socjalistów zostało członkami partii komunistycznej na lata.

Widziane z ławy obrończej

Aniela Steinsbergowa, „Widziane z ławy obrończej” (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2016). Pierwsze wydanie ukazało się w 1977 roku nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu

Później uczestniczyła w różnych opozycyjnych wobec władz PRL inicjatywach: m.in. Klubie Krzywego Koła, Komitecie Obrony Robotników czy reaktywowanej w drugiej połowie dekady lat osiemdziesiątych Polskiej Partii Socjalistycznej. Wzmożenie aktywności politycznej Steinsbergowej nastąpiło zresztą wraz z odsunięciem jej od możliwości wykonywania zawodu adwokata w 1968 r. Nadal jednak zajmowała się „działką” prawną, doradzając w tych kwestiach innym opozycjonistom.

Długoletnia aktywność Anieli Steinsbergowej – czy to jako obrońcy politycznego czy opozycjonistki – sprawiła, że interesowała się nią policja polityczna PRL, na co zwraca uwagę we wstępie do książki Andrzej Friszke. Jego obszerny, mający ponad osiemdziesiąt stron tekst z pewnością wzbogacił całą publikację. Zawiera on najszerszy dotychczasowy zarys biografii tej związanej z opozycją prawniczki, opracowany na podstawie kwerend w zróżnicowanym materiale źródłowym. Friszke omawia nie tylko jej życie, ale przedstawia również te aspekty stalinowskich procesów politycznych, o których Steinsbergowa, pisząc swoją książkę, nie mogła wiedzieć. Opierała się ona bowiem na aktach sądowych, nie mając dostępu do akt policji politycznej.

Mimo to główna treść książki nadal zachowuje wartość poznawczą. Ogromna wiedza prawnicza i własne doświadczenia autorki sprawiają, że dostrzegała ona kwestie unikające historykom opisującym historię procesu Kazimierza Moczarskiego, który jest właściwie głównym bohaterem książki. Steinsbergowa uczestniczyła jako obrońca w jego wznowionym w 1956 roku procesie. Autor „Rozmów z katem” nie chciał bowiem poddać się amnestii – co niejako byłoby rodzajem przyznania się – lecz zostać uniewinnionym. Tak też ostatecznie się stało.

Książka „Widziane z ławy obrończej” przynosi przerażający obraz łamania prawa przez „wymiar sprawiedliwości” stalinowskiej Polski. Znaleźć w nim można dziesiątki takich przykładów. „Szczytem wszystkiego była motywacja orzeczenia kary śmierci [ostatecznie niewykonanej – JO] tym, że oskarżeni Krak i Moczarski wnosili w ostatnim słowie o uniewinnienie, co zdaniem Sądu miało być dowodem, że trwają przy swym reakcyjnym światopoglądzie. W tych warunkach nie można było nazwać wyroku omyłką sądową. Był to niewątpliwie »Justizmord«” – pisze Steinsbergowa.

W książce nie ogranicza się ona do analiz prawniczych, zastanawia się też nad psychologicznymi aspektami funkcjonowania machiny terroru i nad postawami ludzi – współtworzących tę machinę i skazywanych przez nią. „Wydaje się, że musiały oddziaływać na sędziów różne czynniki – niepodobna przypisywać wszystkiego zwykłemu karierowiczostwu. Mógł to być strach przed różnymi szantażami – mogła być częściowo i wiara, że oskarżenie zawiera ziarno prawdy”. Steinsbergowa cytuje klasyków piszących na ten temat, wskazujących na znaczenie warunków, które czynią ludzi zbrodniarzami bądź łamią ich charaktery.

Jednocześnie jednak autorka przestrzega przed relatywizacją, wskazując na tych, którzy obierali inne podstawy niż niesprawiedliwie oskarżający prokuratorzy i skazujący sędziowie, pozorujący obronę adwokaci, kłamiący świadkowie, wreszcie złamani podsądni. „Byli przecież więźniowie – nie tylko Moczarski, Porowski, Czekanowski, Cybulski, Lechowicz, ale i wielu innych – którzy potrafili oprzeć się terrorowi i uratować godność osobistą. Byli – w nieporównywalnie łatwiejszych warunkach – nonkonformistyczni sędziowie, którzy woleli opuścić stanowiska, niż poddać się naciskom […] Byli adwokaci, którzy bronili w sposób ugodowy, omijając wszystkie argumenty prócz formalnych, ale byli i »niepokorni«, którzy angażowali się w obronę”.

Książka Steinsbergowej jest jednym z najważniejszych w polskiej literaturze świadectw obu tych postaw. Jej napisanie to kolejna zasługa autorki, niemniej ważna od jej prawniczych i opozycyjnych dokonań.