Rozpoczęta w tym tygodniu wizyta patriarchy Antiochii Jana X w Polsce ma znaczenie nie tylko dla wyznawców prawosławia, ale i wszystkich polskich chrześcijan, którzy od ponad pięciu lat patrzą bezradnie na syryjską tragedię.

Po starożytnej Antiochii, noszącej dzisiaj nazwę Antakya i znajdującej się nieopodal tureckiego wybrzeża Morza Śródziemnego pozostały nieliczne pamiątki. Zachowany mały kościół pod wezwaniem Apostoła Piotra, który przed przeniesieniem się do Rzymu był pierwszym biskupem miasta, grota upamiętniająca tego świętego oraz pochodząca z pobliskiej wioski Dafne mozaika przedstawiająca Feniksa w słońcu – alegorię zmartwychwstałego Chrystusa.

Jan X zwrócił się do Andrzeja Dudy wprost z prośbą o większe zaangażowanie humanitarne w Syrii

Diecezja, na terenie której (jak wiadomo z Dziejów Apostolskich) wyznawców Chrystusa po raz pierwszy nazwano „chrześcijanami”, niegdyś fundament wczesnochrześcijańskiego systemu pentarchii (pięciu równorzędnych patriarchatów: w Rzymie, Konstantynopolu, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimie) oraz rodzinne miasto świętego Jana Chryzostoma, po podbiciu przez Arabów w 637 roku już nigdy nie wróciła do antycznej świetności. Mimo przeniesienia w XII wieku siedziby biskupów do Damaszku, stojący na czele diecezji pasterze wschodnich chrześcijan Syrii i Libanu zachowali historyczny tytuł patriarchów antiocheńskich.

Cerkiew tragicznie doświadczona

W tzw. dyptyku, czyli honorowej kolejności prawosławnych patriarchatów, Antiochia wymieniana jest na zaszczytnym trzecim miejscu, po Konstantynopolu i Aleksandrii. Dziś, z uwagi na chaos spowodowany wojną domową w Syrii, trudno jest określić dokładną liczbę wiernych tej Cerkwi posługującej się w liturgii językiem arabskim. Szacuje się, że przed wybuchem konfliktu liczyła ona blisko 3 mln wiernych w Syrii, Libanie, Iraku oraz w diasporze w Australii, obydwu Amerykach i Europie.

Stojący na czele Kościoła od 2012 roku Jan X od samego początku musi zmagać się ze skutkami jednego z najtragiczniejszych konfliktów zbrojnych w początkach XXI wieku. Szczególnie boleśnie dotknęła ona północne obszary patriarchatu wokół miasta Aleppo, wielokrotnie w ciągu ostatnich lat szturmowanego przez oddziały wierne rządowi Baszara al-Asada, walczącą z nim opozycję, oddziały tzw. Państwa Islamskiego, fundamentalistycznego Frontu Al-Nusra oraz formacji zbliżonych do Al-Kaidy, a od niemal roku bombardowanego przez lotnictwo rosyjskie. 

To z okolic Aleppo uprowadzono w 2013 roku rodzonego brata Jana X – biskupa Pawła Jazidżiego, który dotąd nie odzyskał wolności.

Błaganie o pomoc

Wizyta patriarchy Jana nie ogranicza się tylko do miejsc kultu prawosławnego w Polsce: Świętej Góry Grabarki, metropolii w Warszawie oraz monasterów. Ma również w programie spotkania z władzami RP. Przy okazji środowego spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą hierarcha, nawiązując do tradycyjnych więzów braterskiej przyjaźni Cerkwi Syrii i Libanu z autokefaliczną Cerkwią w Polsce (jeszcze od czasów międzywojennych i pierwszego patriarchy prawosławnego w II RP – Dionizego Waledyńskiego), zwrócił się wprost z prośbą o większe zaangażowanie humanitarne naszych rodaków w Syrii. Dotyczy to zarówno pomocy na terenie zrujnowanego przedłużającą się wojną kraju, jak i kwestii przyjmowania syryjskich uchodźców.

W pierwszej z wymienionych kwestii dotychczasowe dokonania Polaków sprowadzają się do działań organizacji humanitarnych: Caritas Polska, Polskiej Akcji Humanitarnej oraz Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Caritas Polska jest obecna w rejonie konfliktu od 2012 roku, na początku realizując projekty edukacyjne, obecnie udzielając pomocy żywnościowej, opłacając schronienie oraz opiekę medyczną. W 2015 roku MSZ wyasygnował środki w ramach działań Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej na pomoc materialną i surowcową dla syryjskich uchodźców pozostających na terenie Libanu (koce, ciepłe ubrania oraz materiały opałowe). Na przełomie 2015 i 2016 roku Kościół katolicki zebrał od wiernych w Polsce ponad 1 mln euro, podczas gdy – według szacunków organizacji humanitarnych – działalność jednej kuchni gotującej ciepłe posiłki zamyka się w miesięcznych kosztach około 100 tys. euro. Podobne zbiórki organizowały w ostatnich latach parafie Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

Obok akcji organizowanych przez organizacje niosące pomoc humanitarną istnieje jednak paląca wręcz potrzeba wypracowania konkretnej i długofalowej strategii rządowej wobec konfliktu, wzmacnianej przez konsekwentne i niebudzące wątpliwości posunięcia dyplomatyczne.

Premier Beata Szydło na międzynarodowej konferencji darczyńców na rzecz Syrii w lutym w Londynie zadeklarowała, że Polska przekaże na potrzeby Syrii ponad 3 mln euro w ramach unijnego funduszu MADAT, przeznaczonego dla wsparcia krajów dotkniętych kryzysem uchodźczym: Syrii, Libanu, Turcji, Iraku, Egiptu oraz krajów bałkańskich, przez które w ubiegłym roku przetoczyła się największa fala uchodźców wojennych.

Działanie dwutorowe

Problemem zauważalnym już na poziomie samych komunikatów dyplomatycznych wysyłanych przez polskie władze jest to, że Warszawa w swojej strategii wobec wojny w Syrii (lub, mówiąc dosadniej, braku takiej długofalowej strategii) chce koncentrować się jedynie na kwestiach niewielkiej pomocy humanitarnej wewnątrz Syrii, Libanu i Turcji, natomiast zajmuje niejednoznaczne i raczej niechętne stanowisko w kwestii przyjmowania syryjskich uchodźców, dystansując się wyraźnie od zaleceń papieża Franciszka proponującego przyjmowanie uchodźców przez katolickie parafie.

Prezydent Duda podczas spotkania z patriarchą Janem w Pałacu Prezydenckim znów mówił o „konieczności rozwiązania konfliktu w Syrii przez samych Syryjczyków”.

Rząd najwyraźniej nie ma konkretnego pomysłu, miotając się między komunikatami o konieczności pomocy tylko i wyłącznie uchodźcom-chrześcijanom lub nielicznym grupom kobiet i dzieci. Tymczasem patriarcha Jan w swoim apelu do polskiego prezydenta wyraźnie zwrócił uwagę, że jeżeli Europa nie podejmie skoordynowanych działań humanitarnych i pomagających w ulokowaniu na jej terenie syryjskich uchodźców, to egzystencja zarówno jego Kościoła, jak i całego narodu syryjskiego, stanie wkrótce pod znakiem zapytania.

Czy polscy politycy zrozumieją dramat wizyty syryjskiego patriarchy prawosławnego?