W swojej słabości – fizycznych sił i braku odpowiedzi na najtrudniejsze pytania ludzi – pokazał moc. Tę moc, która nie jest ludzka.

Na trawie na Błoniach – skupienie. Na ulicach okalających Błonia – ruch. Utknąłem gdzieś między stoiskami z żarciem a przenośnymi kiblami, przy których zrobiło się błoto. Gdzieś między zapachem papierosów, które paliły dziewczyny, wyciągając je zza biustonoszy, a śmiechem grupy, która rozsiadła się na asfalcie. Obok dwóch dziewczyn, z których jedna opatrywała drugiej otarte stopy. Obok wolontariuszki, która stała spocona przy osobie na wózku. Obok starca, który złożył głowę w dłoniach z nadzieją, że z całego tego hałasu wyłowi treść rozważań. Bo przecież tu, tam, w sumie trochę tu a trochę tam, trwała Droga Krzyżowa.

Poczułem, że to jakiś drugi krąg, jak granica Jerozolimy, w czasie gdy Jezus został wyprowadzony na śmierć za miasto. Że zawsze te kręgi Kościoła, idąc od ołtarza w dal, pogrążają się w swoich sprawach, a my raz jesteśmy bliżej, a raz dalej, krążymy – także na Światowych Dniach Młodzieży, od adoracji po zabawę. Dobrze jest tylko mieć w tej drodze partnera.

Miłosierdzie i modlitwa, jak pokazuje papież, to równa droga dla wszystkich

Franciszek był tego dnia i w samym centrum, i na najdalszych peryferiach. I przy ołtarzu z Jezusem Eucharystycznym, i w byłym obozie Auschwitz-Birkenau. Ze świętującą, radosną młodzieżą z całego świata i z cierpiącymi, bezbronnymi dziećmi w szpitalu w Prokocimiu. Franciszek poruszał się po wszystkich kręgach. Zakończył dzień udziałem w Drodze Krzyżowej z rozważaniami biskupa Grzegorza Rysia i wystąpieniem w oknie papieskim.

Do tego przez cały dzień papież był fizycznie słaby, wręcz wyczerpany. Jego sutanna nie miała w sobie nic z peleryny supermena, w którą wciąż go ktoś przyodziewa. Okazał się słabym partnerem:  milczał – w Auschwitz, po prostu był – w Prokocimiu, a na Błoniach i na Franciszkańskiej towarzyszył w niepokoju, wątpliwościach, trudnej nadziei.

– Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi. Możemy tylko spojrzeć na Jezusa i Jego pytać – mówił w rozważaniu po Drodze Krzyżowej. Ofiary przemocy, uchodźcy, bezdomni. Tam – w ludziach, w konkretnych osobach – trzeba szukać tej jedynej odpowiedzi, jaką jest sam Bóg, Jego obecność. Do tego prowadzą uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Mówił to papież stary i słaby, którego dzień minął na spotkaniach z cierpieniem i na modlitwie.

Biskup Grzegorz Ryś w rozważaniu do XIII stacji – o zdjęciu Jezusa z krzyża i złożeniu w ramionach Matki – napisał: „Twoja modlitwa, Maryjo, na Golgocie – jest doświadczeniem mocy, nie słabości. Jest dowodem na to, że miłosierdzie nigdy – w żadnej sytuacji nie jest bezsilne! Wtedy, gdy wszyscy inni składają broń, miłosierdzie sięga po mocny oręż modlitwy”.

Myślę, że to najlepsze możliwe odniesienia do samego papieża Franciszka tego dnia. W swojej słabości – fizycznych sił i odpowiedzi na najtrudniejsze pytania ludzi – pokazał moc. Tę moc, która nie jest ludzka, ale Boża, bo pozwala się Bogu objawić w słabości (zob. 2 Kor 12).

W tej słabości papież Franciszek jest dla nas partnerem, który prowadzi do źródeł mocy. W tej słabości, dla mnie, jest mocarzem. Czy jesteśmy bliżej czy dalej, w pierwszym, drugim czy ostatnim kręgu – tak samo nurtują nas pytania o cierpienie i śmierć dzieci, o horrendalne zło, którego ludzie wciąż się dopuszczają. Miłosierdzie i modlitwa, jak pokazuje papież, to równa droga dla wszystkich.

W ten sposób Franciszek, tak mocno wskazując na konieczność kierowania trudnych pytań bezpośrednio do Boga, potwierdził swoje słowa z inauguracji Światowych Dni Młodzieży: ludzie przyjechali tu dla Jezusa. A On wskazuje Jego moc swoją słabością.