Papież Franciszek – który przyjechał nad Wisłę spotkać się z młodzieżą z całego świata – swoje pierwsze słowa skierował prosto do Polaków. Czy słuchającym papieża prezydentowi, premier i połowie rządu zrzedła wtedy mina?

1.

W wyważonej i doskonale skonstruowanej przemowie na Wawelu Franciszek odwoływał się do polskiej historii, doświadczeń oraz problemów, którym Polacy „muszą stawić czoło”. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie zaczął mówić o pomocy uchodźcom. 

W tej kwestii partia rządząca drastycznie mija się z nauczaniem Kościoła, choć odwołuje się do wartości katolickich. Zamiast uchodźcom pomagać i – jak by chciał papież Franciszek – traktować ich jako dar, widzieć w ich twarzach Boga, zrobiła z nich kozła ofiarnego, którym się straszy społeczeństwo. Pierwszy lepszy przykład: kilka godzin przed wylądowaniem papieskiego samolotu wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki nazwał uchodźców w Radiu RDC „islamską zarazą”. Przypomnijmy, że pasożytami lub chorobą, którą trzeba zwalczać, władze określały w Europie Żydów w latach 30., a w latach 90. Tutsi w Rwandzie.

Warto właśnie w tym kontekście odczytywać słowa papieża Franciszka. Temat uchodźców okazuje się sprawdzianem dla środowiska narodowo-katolickiego zgrupowanego wokół Prawa i Sprawiedliwości.

2.

Co powiedział na Wawelu papież Franciszek? „Trzeba zidentyfikować przyczyny migracji z Polski, ułatwiając powrót osobom, które chcą wrócić. Jednocześnie potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu. Solidarność z osobami pozbawionymi swoich praw podstawowych, w tym do swobodnego i bezpiecznego wyznawania swojej wiary. (…)

Chodzi zatem o uczynienie tego, co w naszej mocy, by ulżyć ich cierpieniom, niestrudzenie, inteligentnie i stale działać na rzecz pokoju i sprawiedliwości, świadcząc konkretnymi faktami o wartościach humanistycznych i chrześcijańskich” (pełna treść przemówienia).

Mocne słowa. Papież zestawia polskich migrantów ekonomicznych z uciekającymi przed wojną i głodem (!) uchodźcami. Użycie w tym przypadku jednego mianownika w sposób niesłychany wzmacnia papieski przekaz o uchodźcach. 

3.

Jak zareagowała władza? Wicepremier Jarosław Gowin krótko po słowach papieża wyszedł do dziennikarzy i pewnym siebie głosem stwierdził, że mimo wszystko przyjęcie kilku tysięcy uchodźców jest niemożliwe z powodów bezpieczeństwa.

Niewątpliwie, w ostatnich latach wraz z narastającym kryzysem migracyjnym jednym z potencjalnych sposobów przedostania się terrorystów do Europy stało się podszywanie pod uchodźców. Jednakże obwinianie za to samych uchodźców (i w konsekwencji ich nieprzyjmowanie) jest tak samo logiczne jak obwinianie wszystkich na świecie pasażerów samolotów o to, że raz na kilka lat w samolocie wybuchnie wniesiona przez terrorystę bomba.

Wypowiedź wicepremiera Gowina pokazuje, że nie ma on wiedzy. Na portalu uchodźcy.info przeczytać można na przykład, że według najnowszych danych wśród uchodźców w Niemczech przebywa obecnie 410 osób, które potencjalnie próbują uzyskać kontakt z terrorystami i mogą stanowić w przyszłości ewentualne zagrożenie terroryzmem. W 60 przypadkach wszczęto już dochodzenie (źródło: Niemiecki Federalny Urząd Kryminalny).

Liczba ta pokazuje, jak błędnym jest utożsamianie zjawisk uchodźstwa i terroryzmu. 410 osób to blisko 0,03 proc. uchodźców w Niemczech – od stycznia 2015 roku zostało w Niemczech zarejestrowanych ponad 1,3 mln imigrantów pragnących starać się o azyl.

Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Berlinie, omawiając kilka miesięcy temu pierwszy oficjalny niemiecki raport dotyczący przestępczości wśród imigrantów (z danymi ze wszystkich 16 niemieckich landów), wyraźnie stwierdziła, że „imigranci nie są bardziej kryminogenni niż Niemcy”. W samym raporcie przeczytać możemy, że mocno poniżej przeciętnej wypadają Syryjczycy, Afgańczycy i Irakijczycy, a wraz z przybyciem nowych uchodźców liczba przestępstw spadła od stycznia do marca 2016 roku o ponad 18 proc.

4.

Oficjalną strategią polskich władz, które chcą pokazać dobrotliwość i zaangażowanie, jest próba wmówienia Polakom, że zamiast przyjmować uchodźców, pomagamy im rozwiązywać problemy u źródeł.

Jest to jednak iluzja, która ma sprawić, że ta bardziej wrażliwa część elektoratu uspokoi swoje sumienie. Znów bowiem twarde dane pokazują coś zupełnie innego. W lutym 2016 roku podczas londyńskiej konferencji „Supporting Syria and the Region” – czyli największej i najważniejszej konferencji poświęconej zbiórce pieniędzy na pomoc uchodźcom od poszczególnych państw – premier Beata Szydło zadeklarowała jeden z najmniejszych udziałów w pomocy (najmniejszy wśród państw Grupy Wyszehradzkiej) ofiarom pozostającym w regionie: zaledwie 4,5 mln euro.

To mniej niż rządy znacznie mniejszych Czech (7 mln euro), Słowacji (4,7 mln euro), czy Węgier (5 mln euro). Wielka Brytania i Norwegia zobowiązały się do przekazania w sumie dodatkowych 2,9 mld euro na pomoc dla Syryjczyków do 2020 roku, a w czasie konferencji zebrano łącznie ponad 9 mld euro.

5.

Na słowa papieża zareagowali także narodowo-katoliccy dziennikarze. Wydawać by się powinno, że w sytuacji rozbieżności między nauczaniem papieża a postępowaniem władz staną oni po stronie Kościoła. Jak jednak zauważył Łukasz Warzecha, „konserwatyści mają z obecnym papieżem problem”.

W swoim tekście opublikowanym w portalu wPolityce.pl zaraz po wylądowaniu papieża na Balicach napisał: „Można spokojnie założyć, że w ciągu tych kilku dni lewicowe media dostaną solidną porcję amunicji, w wielu przypadkach nadinterpretując słowa Ojca Świętego albo wyjmując je z kontekstu. Na pewno będziemy mogli poczytać o tolerancji, konieczności przyjmowania »uchodźców«, ekologii”. Co do tematów poruszanych przez papieża Franciszka za bardzo się nie pomylił, przyjrzyjmy się jednak pokrótce tym najszybszym reakcjom na wypowiedź papieża Franciszka o uchodźcach. Bo są znaczące.

Tomasz Terlikowski (redaktor naczelny Telewizji Republika) w portalu Fronda.pl: „Gościnność zaś i otwarcie powinno dotyczyć nie wszystkich, a tych, którzy uciekają od wojen i głodu, i których prawo do wolności religijnej czy życia jest naruszane. To wezwanie jest więc jasnym przypomnieniem, że mamy być gotowi na przyjęcie rzeczywistych uchodźców, a nie wszystkich uciekinierów, a kryterium ich przyjmowanie ma być zagrożenie życia i wolności religijnej. Pierwszymi ofiarami radykalnego islamizmu są zaś chrześcijanie. I na ich przyjęcie możemy i powinniśmy być otwarci”.

Milena Kindziuk (szefowa warszawskiej edycji tygodnika „Niedziela”) w serwisie wPolityce.pl: „Dobrze też, że papież nawołuje do solidarności z migrantami z innych krajów, dotkniętych wojną. Podobnie, jak w tym samym duchu przypomina prawdy Ewangelii. Nie znaczy to jednak, ze proponuje konkretne rozwiązania rządzącym. To już zostawia ich roztropności”.

Wczytując się w te wypowiedzi, można zauważyć, że swoistej nadinterpretacji dokonali raczej pierwsi komentatorzy największych polskich portali konserwatywnych. Tomasz Terlikowski zrobił wszystko, aby wyszło, że Franciszek stawia się bardziej za uchodźcami-chrześcijanami niż jakimikolwiek innymi. Z kolei największy polski portal prawicowy zamienił słowo „przyjęcie” na „solidarność”, przez co łatwiej jest mu zasugerować swoim czytelnikom, że papież pozostawia konkretne rozwiązania naszej „roztropnej” władzy. W dodatku autorka podkreśliła, że papież Franciszek nie zaproponował żadnych konkretnych rozwiązań, podczas gdy powiedział on wyraźnie: „potrzebna jest gotowość przyjęcia”.

6.

Temat uchodźców będzie prawdopodobnie jeszcze powracał w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Stał się on bowiem jednym z najważniejszych elementów pontyfikatu papieża Franciszka, a sam papież wydaje się być dobrze poinformowanym o nastrojach w sprawie uchodźców w Polsce. Kilka dni temu watykańskie biuro prasowe rozpowszechniało relację poświęconą tematyce uchodźczej w Polsce, zredagowaną przez rzecznika polskiego episkopatu ks. Pawła Rytela-Andrianika (autor informował później, że nie jest to jego stanowisko jako rzecznika, ale relacja z publikacji głównych mediów w Polsce). Przeczytać w niej możemy między innymi, że „strach [przed uchodźcami] podsycany jest przez niektóre partie polityczne i nieodpowiednie wypowiedzi polityków. W sposób sztuczny wykreowali oni też strach przed muzułmanami (…)”.

Warto zatem przyglądać się reakcjom polskich władz i usłużnych im dziennikarzy na słowa płynące z instytucji Kościoła i z ust Franciszka. Ich reakcja na franciszkowo-episkopatowy „raban” pozwoli nam zobaczyć, na ile serio traktują oni przesłanie, które obecnie dociera do nas wyjątkowo wyraźnie.