Siłą kina jest przywracanie do zbiorowej pamięci postaci wyjątkowych dla swojej epoki, które z jakiś względów zostały zapomniane.

Należy do nich Rafael Padilla, francuski klaun żyjący na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, który występował pod pseudonimem artystycznym Chocolat (Czekolada).

Był pierwszym czarnoskórym artystą sztuki cyrkowej, który odniósł spektakularny sukces we Francji, a także wprowadził do sztuki klaunady słynną postać Augusta. Można go też uznać za prekursora – popularnej dziś – terapii śmiechem w szpitalach dziecięcych. Jego historię w filmie „Chocolat” przypomniał Roschdy Zem, który jako aktor i reżyser z dużą wrażliwością opowiada historie bohaterów zmagających się o uznanie ich praw do równości i wolności we francuskim społeczeństwie.

Chocolat swoją karierę zaczynał w prowincjonalnym cyrku, w którym odgrywał rolę… dzikusa przebranego w pseudotradycyjny strój. Został tam odkryty przez doświadczonego klauna George’a Foottita – stworzony przez nich duet zaczął odnosić sukcesy, a z czasem trafił na arenę Noveau Cirque w Paryżu, w którego lożach zasiadały paryskie elity. Chocolat stopniowo dojrzewa do zrozumienia napięcia istniejącego między rozrywką a sztuką, sukcesem a poważaniem społecznym.

W postać Chocolat brawurowo wcielił się Omar Sy, ulubieniec francuskiego kina (znany m.in. z takich przebojów, jak „Nietykalni”). Sy znakomicie potrafił oddać świat emocji swojego bohatera. Jego promienny uśmiech, wyrażający szczerą radość z kolejnych zachwytów publiczności, przemienia się w okrzyk gniewu człowieka, który chce, aby śmiano się z jego zdolności aktorskich, a nie z tego, że jest na scenie ścigany i policzkowany z powodu koloru skóry. Do najbardziej wstrząsających scen filmu należy ta, w której Chocolat przypomina sobie obrazy z dzieciństwa, kiedy obserwował, jak jego ojciec, niewolnik na plantacji na Kubie, zabawiał swoich panów, udając zwierzęta.

Relacja z Footitem pokazana jest na zasadzie kontrastu. Kadry filmu – z mocnymi, nasyconymi barwami – uwydatniają kredowobiałą charakteryzację Footita na tle hebanowej karnacji Chocolat. Wydaje się, że duet ten to kompletne przeciwieństwa również i w życiu. Footit jest melancholijny, skryty (prawdopodobnie zmaga się z orientacją homoseksualną), skupiony przede wszystkim na doskonaleniu swojej sztuki. Chocolat chce czerpać z życia pełnymi garściami, jest szczery i spontaniczny, jednocześnie beztroski i lekkomyślny. Kupuje drogie samochody, noce spędza w drogich lokalach w oparach alkoholu i na grach hazardowych. Napięcia, które powstają miedzy scenicznymi partnerami, odzwierciedlają to, jak nierówności społeczne mogą przekładać się na więzi międzyludzkie. Czy fakt, że Footit uwierzył w potencjał Rafaela i udzielił mu pierwszych lekcji, powoduje, że Chocolat ma jakiś dług wdzięczności wobec swojego partnera i nie może pójść własną drogą? A może z drugiej strony Chocolat nie jest w stanie zaufać Footitowi i rozpoznać w nim prawdziwego przyjaciela?

Ciekawa jest także relacja między Chocolat a jego ukochaną Suzanne, która jako szanowana wdowa po lekarzu z dwójką dzieci musiała wiele zaryzykować, by zdecydować się na związek z Chocolat, ale jednocześnie musiała też zmierzyć się z naiwną fascynacją i wiarą w happy end. Do końca miała przecież pozostać już „żoną tego czarnego”.

Można by oczywiście poprzestać na konstatacji, że film dzieje się w czasach, kiedy syndrom „białego pana” był głęboko zakorzeniony w społecznej mentalności Francuzów, jednak obserwacje reżysera, wydają się boleśnie aktualne. W dzisiejszym świecie, pełnym napięć i pytań o przywracanie w społeczeństwie miejsca dla wykluczonych, także możemy się zastanawiać nad naszym własnym stosunkiem do drugiego człowieka. Czy nie bywa tak, że jesteśmy skłonni traktować kogoś z szacunkiem, o ile w naszym mniemaniu czymś sobie na to zasłużył, nie zaś dlatego że ma niezbywalną godność? Awans społeczny członków grup marginalizowanych bywa wtedy postrzegany w kategoriach nagrody, na którą muszą oni zapracować. A jeśli awans społeczny jest jedynie nagrodą za osiągnięcia, to w każdym momencie możemy takiego człowieka ukarać ponowną degradacją, kolejnym wykluczeniem. Tego rodzaju pytania domagają się odpowiedzi nie tylko we Francji.

Film Zema przenika estetyka cyrku: bogactwo kostiumów i inspirowana muzyką cyrkową ścieżka dźwiękowa. Oglądamy też cyrk z perspektywy garderoby, przestrzeni między spektaklem a życiem cyrkowca. To tu, w lustrze, przed którym artysta nakłada makijaż, odbijają się jego wielkie nadzieje i wielki upadek. Publiczność żąda od występujących perfekcji, a jednocześnie nawet wyjątkowy talent cyrkowców nie wystarcza, by uznano kogoś z nich za twórcę prawdziwej sztuki.

Chocolat usiłuje zasłużyć na uznanie w inny sposób. Marzy o zagraniu na deskach teatru Otella, z którego pragnieniami się identyfikuje. Postać ta nigdy nie była grana przez czarnoskórego aktora – Chocolat chce udowodnić, że może być inaczej. W gruncie rzeczy chce grać samego siebie, dać publiczności autentyzm, choć ubrany w kostium aktora bohatera Szekspira. Nie tego jednak szukają jego widzowie.

„Chocolat” opowiada historię klauna, ale nawet sceny humorystyczne podszyte są smutkiem. Film stawia pytanie, czy jako widzowie, którzy tak bardzo pragną rozrywki i śmiechu, potrafimy zobaczyć cenę, którą nieraz płacą artyści? Cyrk nie jest pod tym względem tak bardzo odległy od kina czy teatru.

W czasach Chocolat kino dopiero raczkowało, ale od samego początku było związane z innymi sztukami wizualnymi. W jednej ze scen widzimy, jak rejestrowane jest nagranie występu Footita i Chocolat. Filmowiec mówi do dyrektora cyrku: „będzie pan mógł odtwarzać to nagranie w nieskończoność”. Dziś dzięki kinu możemy nie tylko obejrzeć odtworzony występ, ale i poczuć energię i pasję, z którą Chocolat szukał swojej artystycznej drogi.

„Chocolat”, Francja 2016, reżyseria: Roschdy Zem, Kino Świat