Spór kardynała Duki z księdzem Halíkiem i niejasna postawa czeskiego episkopatu wobec kryzysu uchodźczego mogą zaszkodzić tamtejszemu Kościołowi. A mowa o kraju, w którym postawy ksenofobiczne są jeszcze powszechniejsze niż w Polsce.

Kościół rzymskokatolicki w Czechach przeżywa w ostatnim czasie trudne chwile, a problemy z którymi się boryka, mogą mieć długofalowe konsekwencje.

Nie chodzi nawet o kłopot z szerzącym się ateizmem (czy – jak wolą badacze czeskiej religijności – „religijnym analfabetyzmem”) i postępującą laicyzacją społeczeństwa. Ten problem jest znany i rozpoznany. Bardziej chyba niepokojąca jest niejasna, klucząca postawa Konferencji Episkopatu Czech wobec kryzysu uchodźczego. A dzieje się to w kraju, w którym postawy ksenofobiczne są nawet powszechniejsze niż w Polsce.

Na tym jednak nie koniec. Martwić może obecne polityczne zaangażowanie się metropolity praskiego, kardynała Dominika Duki, któremu zdarza się wspierać politykę populistycznego i kontrowersyjnego prezydenta kraju, Miloša Zemana, zwolennika związania kraju z Rosją i Chinami.

Ostatnio kard. Duka popadł dodatkowo w medialny spór z najbardziej cenioną w świecie postacią czeskiego chrześcijaństwa, księdzem Tomášem Halíkiem. Waśń ma charakter polityczny i jest niebezpiecznym znakiem braku jedności wewnątrz tego, niewielkiego przecież, Kościoła. Spierają się dwa istotne autorytety moralne, za którymi stoi dysydencka historia z czasów komunizmu. Mandat Halíka wynika dziś bardziej z wybitnych dokonań teologicznych, za Duką stoi autorytet urzędu biskupiego.

Trudna dekonspiracja

Nie po raz pierwszy ks. Halík mierzy się z niechęcią czeskiego duchowieństwa. Zaczęło się na przełomie lat 80. i 90., gdy Halík zaczął zabierać głos w debacie publicznej jako przedstawiciel Kościoła.

Czeski Kościół w okresie komunizmu był narażony na znacznie większe szykany niż polski. Wielu księżom nie udzielano tzw. państwowego pozwolenia, które umożliwiało pracę duszpasterską. Dlatego wielu duchownych po święceniach funkcjonowało w podziemiu (m.in. młody Duka), a inni nawet do samych święceń przystępowali w konspiracji (to już casus samego Halíka). Kiedy ci wychodzący z podziemia ujawniali się i zaczynali sprawować kluczowe funkcje w Kościele po roku 1989, spotykali się często z niechęcią ze strony tych, którzy od lat prowadzili posługę duszpasterską w skrajnie trudnych warunkach.

W latach 90. wiele kontrowersji wywołał spór o kształt Wydziału Teologicznego na praskim Uniwersytecie Karola. Dziekan Václav Wolf ostatecznie wyrzucił z niego Tomáša Halíka, po czym jakiś czas później… sam został pozbawiony stanowiska przez ówczesnego metropolitę praskiego, kard. Miloslava Vlka.

Polityka, która dzieli

Obecny spór ma jednak inny charakter – coraz więcej wskazuje na to, że polityczny. Od kiedy prezydentem Czech – w pierwszych prezydenckich wyborach powszechnych w historii kraju w 2013 roku – został Miloš Zeman, można zauważyć, że drogi Halíka i Duki zaczęły się rozchodzić. Obaj byli niegdyś blisko związani z Václavem Havlem: pierwszy był w gronie jego najbliższych współpracowników, drugi natomiast zaprzyjaźnił się z nim jeszcze w komunistycznym więzieniu. Zeman jest przeciwieństwem Havla – grubiańskim, populistycznym i antyintelektualnym politykiem, który łączy w sobie jednak dwie naprawdę cenione przez Czechów cechy: program socjalny oraz swoisty izolacjonizm międzynarodowy, połączony z nieufnością wobec Zachodu. Niespodziewanie znalazł on z kardynałem Duką wspólny język, szczególnie w kwestiach polityki międzynarodowej i kryzysu uchodźczego. Ks. Halík, który w międzyczasie został wyróżniony Nagrodą Templetona (swoisty Nobel w dziedzinie duchowości i budowania pomostów między wiarą a nauką), dystansuje się od tego populistycznego kursu.

Prezydent Zeman łączy program socjalny z izolacjonizmem międzynarodowym

Różnice między duchownymi wyszły na jaw po raz pierwszy w minionym roku, gdy parafia akademicka w Pradze (której proboszczem jest ks. Halík) organizowała spotkanie na temat prześladowania w Kościele z kontrowersyjną amerykańską zakonnicą, Jeannine Gramick, zajmującą się od lat sytuacją osób LGBT w Kościele. Zbiegło się to w czasie z festiwalem LGBT, Prague Pride. Chociaż od lat ks. Halík publicznie dystansuje się od homoseksualnych festiwali, kardynał Duka postanowił zakazać organizacji spotkania z Gramick. Obaj później zaprzeczali, jakoby się mieli w tej sprawie istotnie poróżnić, w gruncie rzeczy podkreślając swoje podobne opinie w sprawie sytuacji homoseksualistów w Kościele.

Spór się jednak rozwinął, gdy w ciągu kolejnych miesięcy praski kardynał raz po raz wyrażał swoją sympatię wobec prezydenta Zemana. Widać to było zwłaszcza w mediach, gdy obaj zgadzali się w kwestii restytucji kościelnego majątku, odebranego przez komunistów po 1948 roku. Przy okazji: swoim postępowaniem kardynał Duka podważa własne słowa np. z wywiadu-rzeki „Tradycja jest wyzwaniem”, wydanego w Polsce w 2012 roku  przez wydawnictwo W drodze. Krytykował w nim Kościół w Czechach za zbytnie angażowanie się w kwestie administracyjne i restytucyjne kosztem aktywności ewangelizacyjnej i duszpasterskiej. Dziś sam często wkłada w nie wiele wysiłek. Z drugiej strony trudno mu się dziwić – szuka długofalowych rozwiązań finansowych dla stosunkowego biednego czeskiego Kościoła.

Duka i Zeman podobne zdanie przejawiali również odnośnie kryzysu uchodźczego. Zdecydowanie dystansują się od polityki Unii Europejskiej i krytykują Angelę Merkel. Zeman jednocześnie przybrał wyraźny kurs na zbliżenie z Rosją i Chinami, rzekomo w celu wsparcia czeskiego eksportu (w rzeczywistości przyniesie on korzyści prawdopodobnie jedynie wielkim firmom i ich właścicielom, natomiast nie wpłynie na kondycję ekonomiczną kraju). Gdy wyszło na jaw, że praski metropolita weźmie udział w oficjalnej kolacji urządzonej przez Zemana dla chińskiego prezydenta, Halík zorganizował mszę za ofiary komunistycznego reżimu w tym kraju.

Po spotkaniu Duka tłumaczył, że okazji do dialogu trzeba szukać zawsze. Podkreślał, że tak rozumie przesłanie papieża Franciszka, któremu zresztą szczególnie zależy na uregulowaniu sytuacji chińskiego Kościoła, działającego w znacznej mierze w podziemiu (podobnie jak to było w komunistycznej Czechosłowacji).

Kard. Duka zaproponował odprawienie mszy świętej intencji Zemana w Lánach, wypoczynkowej posiadłości prezydenckiej (Zeman deklaruje się jako ateista). Przypomnijmy, że praski metropolita nie odprawiał tam mszy w intencji prezydenta od 1921 roku.

Różnie o uchodźcach

Ale eskalacja napięć miała dopiero nadejść. Po wizycie papieża Franciszka i patriarchy Bartłomieja w obozie dla uchodźców na wyspie Lesbos Konferencja Episkopatu Czech wydała – mocno spóźniony – komunikat na temat kryzysu uchodźczego. Opóźnienie było ewidentne, zwłaszcza że od miesięcy w Czechach szalała ksenofobiczna propaganda (osłabiła ona zresztą proczeski afekt liberalnych polskich mediów, do tej pory zapatrzonych w ten świecki kraj). Czesi w swoich postawach są znacznie bardziej ksenofobiczni od Polaków. Największym problemem stanowiska KECz jest jednak jego treść – bardzo sucha i nie przekazująca żadnej propozycji czeskich biskupów dla lokalnego społeczeństwa w kwestii uchodźców.

Na początku komunikat streszcza deklarację Franciszka i Bartłomieja z Lesbos (w tej części znajduje się jedyne odwołanie do Ewangelii w całej treści dokumentu). Dalej biskupi dość wybiórczo przypominają kilka argumentów z dyskusji na temat uchodźców. Wreszcie przywołują kilka truizmów (np. o tym, że Bliski Wschód w dawnym rozumieniu tego terminu przestał istnieć) i konstatują, że „w imię dialogu i politycznej poprawności debaty nasza dyskusja [na temat uchodźców – BB] staje się niepłodna i powierzchowna, a bojąc się zająć jasne stanowisko, krążymy jedynie wokół problemów”. Biskupi w ten sposób niechcący skwitowali własną postawę…

„Ci, którzy nie odróżniają islamu od islamizmu, wspierają propagandę radykalnych islamistów”

Ks. Halík zaproponował w wywiadzie dla Telewizji Czeskiej znacznie bardziej rozbudowaną odpowiedź na kryzys migracyjny. Nie odnosząc się bezpośrednio do stanowiska czeskich biskupów, wskazał na złożoność problemu imigracji. Podkreślił też, że w ciągu kilku miesięcy 2015 roku, w których przebywał naukowo poza krajem, wiele się zmieniło, a niegdysiejsi marginalni radykałowie weszli do głównego nurtu debaty publicznej. Skrytykował populizm i ignorancję prezydenta Zemana (mówiącego wprost: „Jedynym sposobem rozwiązania kryzysu migracyjnego jest deportacja”), zwrócił uwagę na potrzebę odróżnienia islamu i islamizmu, czyli ideologii wykorzystującej islam do agresywnych politycznych celów. Zdaniem Halíka, „ci, którzy nie są tego w stanie odróżnić, wspierają propagandę radykalnych islamistów, stają się ich sojusznikami”.

Laureat Nagrody Templetona stwierdził, że słuszne jest oczekiwanie, aby imigranci przyswajali sobie wartości europejskiej kultury. Zwrócił jednak uwagę, że nie będzie to możliwe, dopóki sami tych wartości nie znamy i nie respektujemy: „Dobrze się dzieje, gdy ludzie oburzają się na seksualne napaści podczas Sylwestra w Kolonii. Dlaczego jednak nikt nie mówi na głos, że w 30 proc. czeskich gospodarstw domowych dochodzi do przemocy wobec kobiet?”. Halík przestrzegł też przed ideologizacją chrześcijaństwa i wprzęgnięciem go w nacjonalizm (jako szczególnie tym zagrożoną wymienia Polskę), przez co religia może stać się przykrywką dla nienawiści wobec muzułmanów i mniejszości seksualnych.

Kardynał Duka zareagował niespodziewanie i inwazyjnie. Jeszcze w dniu audycji zainicjował komunikat biura prasowego KECz, wprost odcinający się od słów ks. Halíka. Myśl tę rozwinął nieco później w wywiadzie dla „Lidových novin, w którym skrytykował proboszcza praskiej parafii akademickiej za poglądy sprzeczne z komunikatem biskupów.

Źle by się stało, gdyby ten konflikt dalej eskalował. Kościół w Czechach potrzebuje bowiem zarówno Tomáša Halíka, jak i Dominika Duki. Niekoniecznie mówiących tym samym głosem, ale na pewno nie pogrążonych w medialnym sporze. Do tej pory zresztą – choć obaj cieszą się uznaniem wśród różnych środowisk – było ewidentne, że grają w jednej drużynie. Oby nic się w tej kwestii nie zmieniło.