Św. Jakub przyczyn gorszących zjawisk i postaw dopatruje się nie we wrogim świecie, nie w błędnych ideologiach, nie w jakichś „onych”, lecz – w brakach duchowych ludzi wierzących, konkretnie w tym, że się nie modlą.

„Najmilsi: Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4,1-10).

Te ostre słowa dezaprobaty i upomnienia pochodzą z Listu św. Jakuba, a  skierowane były pierwotnie do wiernych ze wspólnoty judeochrześcijan w Jerozolimie. W tym tygodniu w czytaniach liturgicznych aż cztery razy spotkamy się z tym natchnionym pismem. Św. Jakub Apostoł, zwany Młodszym, syn Alfeusza, krewny Jezusa, był głową Kościoła jerozolimskiego i zginął śmiercią męczeńską w 62 roku, a więc jeszcze przed zburzeniem Świątyni przez Rzymian. To on przyczynił się do zażegnania na tak zwanym Soborze Jerozolimskim groźnego sporu o konieczność zachowywania Prawa żydowskiego przez nawróconych pogan – w rezultacie Kościół postanowił ani nie wymagać od nich obrzezania, ani nie nakładać na nich żadnych dodatkowych rytualnych ciężarów.

Autor Listu – używając współczesnej terminologii, powiedzielibyśmy: listu pasterskiego – zwraca się w I wieku do Żydów, którzy przyjęli wiarę w Jezusa-Mesjasza.  Zastanówmy się, czy jego diagnoza nie pasuje wypisz wymaluj do nas, Polaków i katolików Anno Domini 2016? My też prowadzimy walki i kłótnie, żywimy morderczą zazdrość, a nic nie możemy osiągnąć…

Znamienne, gdzie św. Jakub dopatruje się przyczyny tych gorszących zjawisk i postaw.  Otóż widzi je nie gdzieś na zewnątrz wspólnoty wierzących, ale w niej samej. Nie we wrogim świecie (choć ten świat wówczas bynajmniej nie był chrześcijanom przychylny), nie w błędnych ideologiach, nie w jakichś „onych”, lecz – w brakach duchowych ludzi wierzących, konkretnie w tym, że się nie modlą.

Św. Jakub był mądrym pasterzem Kościoła. Tak jakby znał konstytucję Lumen gentium Soboru Watykańskiego II i realizował jej wezwanie: Kościół ma być znakiem zbawienia i jedności rodzaju ludzkiego. Jak powtarza w swoich tekstach wybitny hierarcha i filozof religii, kardynał Marian Jaworski: „Kościół ma być przede wszystkim znakiem transcendencji”. Św. Jakub zaś przypomina: „Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę”. A św. Marek w ewangelii dnia dzisiejszego przywołuje słowa samego Jezusa: „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9,30-37).

Na dzisiejsze bolesne podziały i niszczące spory w polskim społeczeństwie niewątpliwie mają wpływ politycy, i to z obu stron – i ci u władzy, i ci z opozycji. Cóż, życie polityczne ma swoje prawa – wymaga liderów partyjnych, przywódców, a ci karmią się różnymi energiami, nie tylko pragnieniem dobra wspólnego i poczuciem służby. W demokratycznym państwie prawa wszyscy obywatele mają jednak obowiązek uczestniczyć w życiu politycznym. Wszyscy powinniśmy więc wymagać – nie tylko od polityków, ale także od samych siebie – postawy pokory. A nic tak nie uczy pokory jak modlitwa, stanięcie w prawdzie przed Bogiem, który „widzi w ukryciu”. Przy czym, jak myślę, bardziej chodzi tu o cichą, osobistą modlitwę „w izdebce”, taką modlitwę, do jakiej wzywa nas Jezus w Kazaniu na Górze, niż o modły publiczne, ze strony polityków często – niestety – na pokaz.

Tekst emitowany 17 maja br. jako „Słowo na dzień” w poranku radiowej Dwójki.