Całe szczęście, tym razem biskupi z Prezydium KEP pamiętali, aby wyrazić w swoim komunikacie troskę nie tylko o rozwiązania prawne, lecz także o właściwą opiekę i „konkretną pomoc dla rodziców dzieci chorych, niepełnosprawnych i poczętych w wyniku gwałtu”. Tyle tylko, że adresatami tego apelu uczynili… parlamentarzystów i polityków. A przecież życie społeczne to nie tylko regulacje państwowe!

Pierwszą część komentarza można przeczytać tutaj. Poniżej część druga.

A może kościelny Fundusz Życia?

Przede wszystkim zaś – jeśli chcieć nadać większej wiarygodności kościelnej trosce o życie każdego dziecka – należało zacząć od innej strony. Od przypomnienia licznych kościelnych inicjatyw opiekuńczych; od uczciwego przedstawienia stale trudnej sytuacji finansowej domów samotnej matki (zwanych ostatnio, dużo ładniej, domami matki i dziecka); od zapewnienia, że każde dziecko znajdzie w kościelnych placówkach swoje środowisko życia, w którym zostanie otoczone miłością – jeśli trzeba, to jeszcze przed urodzeniem.

A następnie można by zaapelować do wspólnoty wierzących o wsparcie finansowe utworzonego specjalnie w tym celu ogólnopolskiego Funduszu Życia. Zbiórki mogłyby być urządzane w znaczącym dniu, np. podczas Pasterki czy w Niedzielę Świętej Rodziny. A może udałoby się Episkopatowi porozumieć z Jerzym Owsiakiem i „zagrać” wraz z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, która ma przecież olbrzymie doświadczenie we wspieraniu wcześniaków? Może takim szlachetnym wspólnym celem mógłby być rozwój hospicjów perinatalnych, zapewniających opiekę nieuleczalnie chorym dzieciom jeszcze przed narodzeniem i za ich, najczęściej krótkiego, życia? O istnieniu takich placówek wciąż wiele osób po prostu nie wie.

Nauczyciele i świadkowie

Nie, Prezydium KEP wolało tradycyjnie zaapelować o podjęcie działań do innych, a nie do samych siebie… A przecież brak takiego aktywnego zaangażowania po stronie nauczycieli moralności zdecydowanie obniża wiarygodność głoszonych przez nich wezwań do prawnej ochrony moralności. W kręgach kościelnych wiadomo to doskonale co najmniej od roku 1974, gdy papież bł. Paweł VI sformułował jakże trafną zasadę, że „człowiek współczesny chętniej słucha świadków niż nauczycieli; a jeśli już nawet słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.

Polscy episkopalni nauczyciele niewątpliwie słuchani są coraz mniej chętnie. W kręgach kościelnych najczęściej tłumaczy się ten proces złym wpływem sił i czynników zewnętrznych takich jak laicyzacja, upadek moralny, krytyka Kościoła, gender itd. Ale może warto wziąć pod uwagę również taką odpowiedź, że nauczyciele niewystarczająco są świadkami? Znane są bowiem doskonale współczesne przykłady ludzi Kościoła – wcale nie jakichś „liberałów”, jak choćby śp. ks. Jan Kaczkowski – którzy, dzięki mocy swego świadectwa, potrafią być również (chętnie słuchanymi) wymagającymi nauczycielami.

Kto jest człowiekiem

W chwili obecnej polskie prawo uznaje przerwanie ciąży za legalne w dobrze znanych trzech przypadkach. Główną kwestią sporną, wokół której powinni obecnie skupiać się obrońcy życia, jest możliwość przerwania ciąży w przypadku „ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu”. Poszerzająca się coraz bardziej interpretacja tego przepisu sprawia, że liczba jego ofiar rośnie: od 82 w roku 2002 do 921 w roku 2014 (warto dodać, że w 2014 r. zarejestrowano 48 przypadków aborcji z powodu „zagrożenia życia lub zdrowia matki” oraz 2 przypadki przerwania ciąży będącej wynikiem „czynu zabronionego”).

Dla mnie osobiście wspomniany przepis jest głęboko nieludzki, ponieważ wyłącza on ze wspólnoty ludzkiej chronionej prawem chociażby osoby z zespołem Downa, które często są o wiele bardziej ludźmi niż wielu tzw. pełnosprawnych. Sam od ponad 30 lat mam stały bliski kontakt z osobami niepełnosprawnymi umysłowo we wspólnocie chrześcijańskiego ruchu „Wiara i Światło”: wspólnie spotykamy się w ciągu roku i wyjeżdżamy na wakacje. Przeraża mnie świadomość, że zgodnie z prawem osoby takie jak ci moi przyjaciele (właśnie przyjaciele, a nie podopieczni!) mogą się w ogóle nie narodzić.

Zmianę przepisów w tym zakresie uważam więc za docelowo niezbędną. Pytanie jednak – jak i kiedy jej dokonać. Moim zdaniem, nie wystarczy do tego odpowiednia większość w parlamencie; najważniejsze jest zbudowanie większości w społeczeństwie.

Zmiana postaw społecznych

Często – i słusznie – wskazuje się na formacyjny aspekt obowiązującego prawa. Owszem, ludzie mają skłonność do uznawania za niemoralne i niedopuszczalne tylko tego, co zakazane. W przypadku postaw Polaków wobec możliwości aborcji eugenicznej jest jednak, całe szczęście, także inaczej! Jak podaje CBOS, liczba osób uważających, że „przerywanie ciąży powinno być dopuszczalne przez prawo, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone” zmalała od 71% w roku 1992 do 53% obecnie. Pomimo braku zakazu!!!

Oznacza to, że istnieje szansa, aby już wkrótce – przy pomocy pozytywnych kampanii społecznych ukazujących człowieczeństwo osób niepełnosprawnych – stworzyć silne społeczne zaplecze dla zmiany prawa pod tym względem. Inaczej bowiem zmienione przepisy zostaną odrzucone w referendum, do którego – jak uważam – skutecznie doprowadzą w najbliższych latach zwolennicy liberalizacji ustawy. A takie przegrane referendum mogłoby – jak we Włoszech – stać się zwrotnym punktem w historii sekularyzacji Polski.

Komentując dla „Gazety Wyborczej” wyniki badań CBOS, dyrektor tej instytucji, prof. Mirosława Grabowska, wskazała trzy czynniki wpływające na zmiany postaw społecznych wobec aborcji: „Po pierwsze, prawo, które oddziałuje, kształtuje naszą świadomość. Drugi czynnik to oczywiście nauczanie Kościoła. I trzeci – rozwój technologii, który, może paradoksalnie, sprzyja postawie pro life. Każda kobieta niemal od początku ciąży ogląda obraz USG swojego dziecka i są to obrazy sugestywne”.

I symbolicznie, i realnie

Kościół ma więc olbrzymie pole do popisu w sferze kształtowania świadomości co do osób niepełnosprawnych. Ma też, rzecz jasna, zaniedbania: zaledwie kilkanaście dni temu głośny był przypadek, gdy ksiądz wyprosił z kościoła matkę z niepełnosprawnym synem – bo za bardzo hałasowało… Jego słowa „Gdyby matka tego dziecka była mądra, wyszłaby z kościoła”nabierają w kontekście toczących się sporów społecznych zaskakującego znaczenia.

Co mogą w tej dziedzinie zrobić biskupi, poza apelami do ludzkich sumień? Mogliby na przykład zacząć od nalegania na to, by w parafiach, a zwłaszcza w katedrach, do Mszy świętej służyły im osoby z widocznym fizycznym czy umysłowym upośledzeniem, zwłaszcza z zespołem Downa. Kościół umie przemawiać językiem symboli. Widok niepełnosprawnych ministrantów obok kleryków skuteczniej by przekonywał do pełni ich człowieczeństwa niż komunikaty i homilie. Byłby też czytelnym znakiem, że w sercu Kościoła ma być Eucharystia i ubodzy.

Następnie zaś Komisja Wspólna Episkopatu i Rządu (obrady już za kilka dni!) mogłaby zainicjować społeczną debatę o zmianie zasad polityki społecznej wobec rodzin, w których są osoby chore czy z niepełnosprawnością. Może udałoby się doprowadzić do zwiększenia realnego wsparcia dla takich rodzin – i finansowego, i instytucjonalnego? Może znalazłby się sposób na łatwiejsze finansowanie małych domów, które byłyby odpowiedzią na najtrudniejsze pytanie zadawane przez prawie wszystkich znanych mi rodziców osób z upośledzeniem umysłowym: „Co będzie z nią/nim po naszej śmierci?”.

O tym wszystkim można, a nawet trzeba rozmawiać – i nie tylko rozmawiać, lecz działać – niezależnie od treści zapisów regulujących aborcję. Rzecz jasna, łatwiej zmienić przepisy ustawy niż zasady polityki społecznej, a tym bardziej świadomość społeczną. Ale zmiana w każdej z tych dziedzin jest i potrzebna, i możliwa. Tylko trzeba chcieć. I zacząć.

Dokończenie jutro.