Piszę od kilku dni komentarz do głośnego „Komunikatu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w sprawie pełnej ochrony życia człowieka” (pełny tekst: tutaj). Komentarz mi się zdecydowanie rozrasta, bo wątków jest dużo. Postanowiłem więc zamieszczać go tu w częściach.

Główna teza brzmi: autorzy komunikatu popełnili kilka fundamentalnych błędów, które na razie raczej oddalają nas od tytułowej „pełnej ochrony życia człowieka” niż do niej przybliżają.

Kobieta – druga ofiara aborcji

Przede wszystkim komunikat – choć pojawił się w związku z kościelnym Dniem Świętości Życia – zawiera jednak treść polityczną, jednoznacznie wzywając do zmiany prawa: „nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku, która w trzech przypadkach dopuszcza aborcję”. Apel ten pojawił się tuż po złożeniu w Sejmie (m.in. przez Fundację Pro-Prawo do Życia i Instytut Ordo Iuris) obywatelskiego projektu zmiany ustawy. Gdyby liczył się tylko kalendarz liturgiczny – wszystko byłoby jasne: Kościół przypomina głoszoną zasadę moralną. Liczy się jednak także „kalendarz” polityczny. A w myśl jego zasad nie da się odczytać komunikatu Prezydium KEP inaczej niż poparcie konkretnego przedstawionego projektu.

A przecież w środowisku obrońców życia nastąpił głęboki podział co do proponowanych zmian ustawowych. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia odmówiła wsparcia dla wspomnianego projektu. Jego autorzy wprowadzili doń bowiem zasadę karalności kobiet dokonujących aborcji (co prawda, można karę nadzwyczajnie złagodzić lub od niej odstąpić, ale nie zmienia to samego faktu przeprowadzania dochodzenia i wymierzania kary). Tymczasem PFROŻ wychodzi z założenia przyświecającego obowiązującemu ustawodawstwu, które „uznając kobietę za drugą ofiarę aborcji, wyłącza ją spod sankcji karnej za nielegalne przerwanie ciąży”. W tym duchu Federacja przygotowała własny apel do parlamentarzystów i zainicjowała pozytywną kampanię „Kochamy każde dziecko”. Projekt Ordo Iuris został zaś ostro skrytykowany przez czołowego obrońcę życia, senatora Antoniego Szymańskiego, który zarzuca mu, iż „zraża, zamiast zachęcać do obrony życia dziecka poczętego” (zob. tutaj).

W sytuacji takiego podziału w środowiskach pro life – o którym, jak sądzę, biskupi dobrze wiedzą – wydanie przez Prezydium KEP komunikatu dającego się odczytywać jako wsparcie projektu Fundacji Pro-Prawo do Życia (tej, która lubuje się w organizowaniu wystaw prezentujących fotografie zakrwawionych płodów) jest aktem, delikatnie mówiąc, poważnej nieroztropności. Nawet jeśli intencje twórców komunikatu były inne.

Prymas Polski abp Wojciech Polak (nie jest on współautorem tego dokumentu, sygnowanego tylko przez przewodniczącego, wiceprzewodniczącego i sekretarza KEP) tłumaczył później, że Kościół zajmuje stanowisko w sprawie prawnej ochrony życia, nie zaś penalizacji. W świat poszła jednak wiadomość o biskupim wsparciu dla najbardziej radykalnej wersji ustawy. Otworzyło to wrota dla radykałów z drugiej strony, czego koronnym przejawem stały się, przeprowadzone z udziałem „Gazety Wyborczej”, pseudospontaniczne pseudodemonstracje w kościołach. Taka wojna radykalizmów jest jednak ostatnią chyba rzeczą, jakiej rozdarta Polska dziś potrzebuje.

Obrona życia to dużo więcej

Po drugie, komunikat Prezydium KEP powiela, niestety, tendencję zawężania tematyki obrony życia do prawnej regulacji aborcji. Tak jakby chodziło o Dzień Świętości Życia Poczętego i jakby tylko życiem przed narodzeniem biskupi byli zainteresowani…

W tym kontekście jakże świeżo dla wielu zabrzmiały słowa kard. Kazimierza Nycza: „Kiedy mówimy: świętość życia – to mamy na myśli dużo więcej, niż obronę życia nienarodzonych. W tej świętości zawiera się także obrona życia ludzi starych i chorych”. Podobnie przekonywał abp Polak: „każde życie – i to życie przed narodzeniem, życie poczęte i to życie, które zmierza do swojego kresu, a więc życie osób starszych, chorych, ułomnych – ma taką samą wartość jak nasze życie, życie ludzi, którzy cieszą się pełnią życia”. Szkoda, że tego typu stwierdzeń zabrakło w komunikacie Prezydium, przeznaczonym wszak od odczytywania w kościołach (co powinno zakładać ujęcie w miarę całościowe, a nie cząstkowe).

Do katalogu szeroko rozumianych spraw życia i śmierci, wyraźnie obecnych w aktualnych dyskusjach społecznych, należą m.in. także: system adopcyjny, kwestia kary śmierci, transplantacje i składanie deklaracji wyrażających zgodę na pobranie narządów po śmierci, stosunek do uchodźców zagrożonych śmiercią, zatrucie środowiska naturalnego (przekonuje do tego papież w mało popularnej u nas encyklice Laudato si’), nagminne w Polsce niepłacenie alimentów (mających wszak stanowić podstawę utrzymania własnych dzieci), rozwiązania z zakresu polityki społecznej ułatwiające lub utrudniające życie wielu osób i rodzin wymagających wsparcia, polityka rodzinna, społeczna stygmatyzacja osób niepełnosprawnych, głoszenie i tolerowanie nienawiści wobec innych ze względu na ich pochodzenie, umacnianie się plemiennych podziałów w życiu publicznym, publiczne palenie kukieł przedstawiających niekiedy nawet konkretne osoby.

Przykłady można by mnożyć – a w większości tych spraw głosu Kościoła dramatycznie brakuje. Tylko jeden smutny konkret. Jesienią 2015 r. duża grupa katolików –głównie świeckich, ale też duchownych – wystosowała list do biskupów Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, apelujący o pomoc rodzicom samotnie wychowującym dzieci. Sygnatariusze listu prosili, aby episkopat wyraźnie publicznie przypomniał, „że grzechem jest uchylanie się od płacenia alimentów”. Temat, jak by się wydawało, niekontrowersyjny. Niestety, przez pół roku autorzy nie otrzymali na swój list żadnej odpowiedzi…

W takiej sytuacji wydawanie kolejnego komunikatu w kwestii prawnej regulacji aborcji wspiera stereotyp Kościoła przewrażliwionego na jednym tylko aspekcie obrony życia. Czy z okazji Dnia Świętości Życia Prezydium KEP nie mogło było tym razem opublikować wezwania umieszczającego ochronę życia poczętego w szerokim kontekście spraw życia i śmierci, które powinny Kościołowi leżeć na sercu? Czy większemu szacunkowi dla życia nie przysłużyłby się choćby prosty apel episkopatu do polityków, żeby tego dnia w programach telewizyjnych starali się powiedzieć coś pozytywnego o swoich oponentach?

Ciąg dalszy jutro