Myślę, że większość więźniów ma pragnienie zmiany. Taka tęsknota za rodziną, za dziećmi jest mocno obecna. Znam wiele osób, które w więzieniu codziennie modlą się koronką do Bożego Miłosierdzia. Inne słuchają transmisji Mszy św. lub jakiejś konferencji duchowej – mówi ks. Józef Krawiec.

Dariusz Piórkowski SJ, Jarosław Mikuczewski SJ: Dzięki Księdzu można trafić do więzienia…

Ks. Józef Krawiec: (cisza)

… jako wolontariusz. Zwłaszcza w trwającym w Kościele Roku Miłosierdzia.

(śmiech) Jestem kapelanem więziennym i staram się raz w miesiącu przedstawiać więźniom ciekawych gości, którzy coś im opowiedzą, zaśpiewają, podzielą się świadectwem. W Roku Miłosierdzia ludzie sami się do mnie zgłaszają, żeby odwiedzać więźniów. Soboty mam obstawione z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

Ale po co pocieszać złoczyńców? Po co ich odwiedzać?

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Jeśli uważamy, że jesteśmy lepsi od innych, to źle uważamy.

Przecież z jednej strony mamy przypowieść o talentach, w której ktoś dostał jeden talent, ktoś inny dwa, a ktoś kolejny dziesięć, z drugiej strony Chrystus mówi: „Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni”.

Dopiero połączenie tych dwóch punktów widzenia odpowiednio nas ustawia. Jeśli jesteśmy od Jezusa, to pamiętajmy, że On przychodzi właśnie do tych, którym życie się rozsypało – przychodzi ratować „to, co zginęło”. My, patrząc na więźnia, powinniśmy widzieć człowieka, który zachorował duchowo.

Więzień ponosi karę, niech więc cierpi. Częścią kary jest samotność.

Większości ludzi życie w więzieniu kojarzy się z jakimś medialnym newsem. Co innego, gdy za kratami znajduje się ktoś bliski, wtedy chodzi już o konkretne życie. I wtedy konieczne jest przejście przez proces przebaczenia. Inaczej doświadczenie krzywdy i brak przebaczenia sprawią, że utkniemy w nienawiści.

W ramach czynu miłosierdzia wobec więźniów wskazanie pada (zależnie od wersji tekstu) na odwiedziny i pocieszenie. Na czym ma polegać pocieszenie kryminalisty?

Łączy się ono z nadzieją, którą trzeba dokarmiać, żeby w człowieku nie umarła. Bo kiedy umrze nadzieja, wtedy nastąpi koniec życia. Powiedzenie, że z każdej sytuacji można wyprowadzić jakieś dobro, że zawsze jest szansa, by się zmienić, może człowiekowi skutecznie pomóc. Dramat więzienia dotyczy całej rodziny osadzonego. Jeśli jeden z braci popełni jakieś przestępstwo, trafi do więzienia i tam, nie mogąc się odnaleźć, powiesi się, to czy nie będzie to dramat i cierpienie dla całej rodziny?

Czyli należy odwiedzać więźniów również ze względu na ich rodziny.

Kiedyś w wiosce pod Strzelcami Opolskimi podeszła do mnie starsza kobieta i powiedziała mi, że chce podziękować za uratowanie życia pewnej osobie. Okazało się, że w więzieniu, w którym byłem kapelanem, pewien mężczyzna odsiadywał wyrok za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu – nachodziły go myśli samobójcze, ale po rozmowie ze mną odkrył w sobie dość odwagi, by żyć dalej.

To sytuacja, która mogła się przydarzyć kapelanowi. A co może się przydarzyć wolontariuszowi?

Muszę uważać, żeby osoby, które zabieram do więzienia, nie nadszarpnęły reputacji Bractwa Więziennego, w ramach którego działamy. Trzeba pamiętać, że więźniowie mają zdolności manipulacyjne (podobnie jak choćby alkoholicy) i mogą człowieka wykorzystać. Kiedy byłem w Kluczborku, wolontariuszami była młodzież z grup modlitewnych. Teraz wolontariusz musi najpierw przejść pewien rodzaj formacji.

Czy strach przed więźniem wystarczy, by człowiek poczuł się zwolniony z tego uczynku miłosierdzia?

Kluczowa jest tu postawa gotowości, a nie łatwe zwalnianie się z uczynku miłosierdzia. Jest wiele różnych możliwości, by więźniów nawiedzać i pocieszać, nie przekraczając osobiście bramy więziennej.

Co roku mamy akcję „Paczka dla dziecka więźnia”. Osadzeni piszą listy, w których proszą o konkretne upominki dla swoich dzieci, a studenci z Opola w odpowiedzi przygotowują te prezenty.

Inną formą pomocy więźniom może być pisanie do nich listów. Jest grupa osadzonych przeżywających osamotnienie. Nikt nie jest zainteresowany ich losem. W takiej sytuacji jakiś życzliwy list „z zewnątrz” może bardzo pomóc. Oczywiście trzeba uważać, by natura tych korespondencji nie stała się niewłaściwa.

Odradzam pisanie listów przez samotne dziewczyny, które mogłyby zostać zmanipulowane. Chodzi nam o zdrową, dojrzałą korespondencję, w której osadzony może znaleźć wsparcie, a nawet pewnego rodzaju kierownictwo duchowe, gdy powierza komuś swoje życie. Można też pomóc poprzez kupowanie wartościowych audiobooków i przesyłanie ich do więzień.

Jest jeszcze kwestia profilaktyki, jak pomagać, by ludzie nie trafiali za kratki. Spotykamy przecież osoby znajdujące się na ostatniej prostej do więzienia. Jak pomóc tym ludziom przezwyciężyć zło? To ważne pytanie nie tylko w wymiarze indywidualnym, lecz także wspólnotowym. Jak budować społeczeństwo, które będzie wspierało takie osoby?

Czy bycie kapelanem więziennym zmienia człowieka?

Na pewno stałem się mniej oceniający. Wszelkie możliwe grzechy dostrzegam przez pryzmat osoby. Z więźniami spotykam się w atmosferze dużej życzliwości i często zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że ten człowiek popełnił jakiś straszny czyn.

Przecież jego twarz, sposób mówienia zupełnie nie pasują do tego, co zostało zapisane w aktach jego sprawy. A z rzeczy bardziej prozaicznych – odkąd zacząłem odwiedzać więźniów, przestałem oglądać horrory oraz mocne kino akcji.

Życie okazało się ciekawsze?

Nie o to chodzi. Uznałem, że nie chcę dodatkowo rozbudzać mojej wyobraźni i tworzyć obrazów, które mogłyby mi towarzyszyć podczas rozmów z więźniami. To jest forma pokory wobec możliwości własnej psychiki. Z więźniami spotykam się wokół Słowa Bożego w atmosferze życzliwości i zaufania. Jeśli zabrakłoby tych elementów, moja praca byłaby z pewnością trudniejsza.

Można usłyszeć, że więźniowie mają zbyt dobre warunki. Nie pracują, a mają dach nad głową, wyżywienie, opiekę medyczną.

Często podzielam te wątpliwości. Pamiętam jednak piękne słowa modlitwy: „Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę, daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę, i daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego”.

Pozwalają mi one nie koncentrować się na tym, czego nie mogę zmienić.

Ale wkurza mnie to, że w więzieniu o godzinie dziewiątej ludzie leżą sobie na łóżkach, podczas gdy normalny człowiek zasuwa w pracy. Jestem zwolennikiem tego, by więźniowie pracowali. Wyobrażam sobie taką sytuację, w której więzień, jeśli nie chce pracować, dostaje porcję jedzenia odpowiednią dla niepracującego.

Istnieją jednak pewne standardy, których Polska zobowiązała się przestrzegać, więc nie można takich pomysłów realizować. Jestem też przeciwnikiem marnowania czasu i talentu, co często ma miejsce w więzieniu. To również muszę zaakceptować, nie zmienię tego. Wkurza mnie to. I oddaję to Panu Bogu.

Czy rzeczywiście większość więźniów twierdzi, że jest niewinna?

Jak byście zapytali na sali rozpraw rozwodowych, kto jest winny, to na pewno małżonkowie zaczęliby się wzajemnie oskarżać. To jest stary mechanizm: „to nie ja, to ona”, historia Adama i Ewy z raju. Ten mechanizm działa w nas zawsze.

Proszę dokończyć zdanie: „Więzienie jest miejscem…”.

… którego Pan Bóg nie chce. Dalej, jest miejscem cierpienia, i to połączonego. Często bywa, że większy ból przeżywa rodzina osadzonego.

Czy więzienie jest miejscem sprawiedliwości?

(cisza) Nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno jeśli spojrzymy na to z perspektywy nieba, to byłbym skłonny udzielić odpowiedzi twierdzącej. Z perspektywy ziemi pamiętać trzeba o dwóch filozofiach więzienia.

Pierwsza to retrybutywna, a druga – naprawcza. U nas mocniejszy akcent kładziony jest na „odsiedzieć”, a nie „naprawić”. To wynika trochę z tego, jak wychowujemy nasze dzieci.

By zdyscyplinować dziecko, straszymy je, że nie wyjdzie z domu lub nie będzie mogło korzystać z komputera. O wiele mądrzejsze jest pytanie: „Jak teraz naprawisz to, co zepsułeś?”.

Czy więzienie jest miejscem miłosierdzia?

Nie mam czujnika, który mógłby mi wskazać poziom obecności miłosierdzia w więzieniu. Przypominają mi się słowa osadzonego, który był naszym kaplicznym. Lubił śpiewać: „Kochający tato kocha swoje dzieci, kiedy jest za kratą…”.

Myślę, że większość więźniów ma pragnienie zmiany. Taka tęsknota za rodziną, za dziećmi jest mocno obecna. Znam wiele osób, które w więzieniu codziennie modlą się koronką do Bożego Miłosierdzia. Inne słuchają transmisji Mszy św. lub jakiejś konferencji duchowej.

„Z tego człowieka już nic nie będzie”. Zdarza się Księdzu wypowiadać takie słowa?

Nigdy. Pamiętam jak podczas przygotowywania dokumentacji do beatyfikacji pewnego zacnego kapłana ujawniono, że wypowiedział kiedyś takie właśnie słowa. Proces przerwano. Bo jakim prawem można pójść do matki osadzonego i powiedzieć o jej dziecku: „Z niego już nic nie będzie”?

Miewa Ksiądz momenty buntu wobec Boga: „Czemu w tym świecie jest tyle zła?!”

Wierzę, że z każdej sytuacji jest wyjście. Nawet człowiek „z dożywociem” może odnaleźć w tym jakiś sens.

I nie odczuwa Ksiądz bezsilności w swojej pracy?

Momentami odczuwam. Zwłaszcza gdy jestem świadkiem ludzkiej głupoty i bezmyślności. Chciałbyś coś zrobić, by w danej osobie w końcu ruszyło myślenie, bo sytuacja jest do wygrania, a ona na przekór brnie w ślepą uliczkę. Mam jednak w tym wszystkim przeświadczenie, że Pan Bóg się zatroszczy o każdego człowieka.

A czy okazałby Ksiądz życzliwość więźniowi, który zabiłby Księdzu bliską osobę?

Nie wiem, nigdy nie stanąłem wobec takiej sytuacji.

Zdarzają się cuda za kratami?

Tak. Najmocniej to czuję, gdy przychodzi fala spowiedzi. Również gdy odwiedzają nas wyjątkowi goście, święci, którzy inspirują chłopaków.

Skąd pomysł, by związać się z Barką?

Po roku mojej posługi w więzieniu doświadczyłem zupełnie nowej rzeczywistości, w której ludzie kończący wyroki nie mają gdzie wracać. Ja miałem swój kąt, moją plebanię. Pomyślałem wtedy: „Razem się modlimy, pijemy kawę… i co dalej z tym człowiekiem?”. To nie dawało mi spokoju.

Momentem krytycznym było, gdy jeden były więzień przyszedł na plebanię podziękować za moją posługę. Podarował mi wtedy piracką kasetę z jakąś muzyką. A ja wahałem się, czy go zaprosić do środka, czy nie. Mieszkało nas tam pięciu lub sześciu księży. Ostatecznie spanikowałem i nie zaprosiłem go.

Pokazało mi to, że jest we mnie jakieś rozdwojenie. Z jednej strony modlę się z więźniami, pijemy kawę, a z drugiej boję się ich wpuścić do mojej osobistej przestrzeni. Zacząłem wtedy szukać rozwiązania. Spotkałem państwa Sadowskich, małżeństwo z Poznania, którzy prowadzili domy dla byłych więźniów w ramach fundacji Barka. Potem zostałem uczyniony odpowiedzialnym za to dzieło na Opolszczyźnie.

Czym jest Barka?

Po pierwsze, jest etapem przejściowym dla ludzi, którzy próbują się wewnętrznie wzmocnić, nie tylko dla byłych więźniów; trafiają do nas osoby z różną historią. Większość ma problemy z alkoholem, dlatego w Barce obowiązuje abstynencja.

Po drugie, Barka jest dla niektórych osób stałym miejscem pobytu. Po trzecie, przygotowuje ludzi do tego, by w przyszłości brali odpowiedzialność za to dzieło i nam pomagali.

Co napędza Barkę?

Jesteśmy otwarci non stop. O każdej porze dnia i nocy może do nas przyjść osoba w potrzebie. Jestem przekonany, że za tym stoi Pan Bóg. To On napędza to miejsce. Wskazałbym również ludzi, którzy tu przebywają, ich na nowo rodzące się poczucie własnej wartości, odbudowane relacje rodzinne.

Ks. Józef Krawiec – kapłan diecezji opolskiej. Od roku 1996 pełni posługę kapelana zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. Inicjator i założyciele pierwszego na Opolszczyźnie domu wspólnotowego dla osób bezdomnych BARKA. W kolejnych latach powstały następne domy, w sumie pięć i sklep „Z drugiej ręki”.