Wśród licznych istotnych wątków X Zjazdu Gnieźnieńskiego jeden problem dawał się odczuć nie tylko intelektualnie, lecz także duchowo i egzystencjalnie: tęsknota za widzialną jednością chrześcijan.

Dzięki zjazdowym modlitwom Gniezno stało się po raz kolejny stolicą polskiej ekumenii. Spotkali się tam przedstawiciele dziewięciu Kościołów chrześcijańskich. Doświadczenie ich głębokiej wspólnoty podczas poruszającego ekumenicznego nabożeństwa dziękczynno-pokutnego za 1050 lat wiary chrześcijańskiej w Polsce ostro kontrastowało jednak z podziałem podczas Eucharystii. Radość z ekumenicznych modlitw w parafiach Gniezna, wspólnych dyskusji i braterskich spotkań w kuluarach Zjazdu wciąż nie może wyrazić się w jedności przy stole Pańskim. Jest to szczególnie bolesne, gdy na przeszkodzie nie stoją już wielkie kwestie doktrynalne.

Dlaczego duch ekumenii wieje tak mocno akurat w Gnieźnie? Myślę, że chodzi tu nie tylko o chęć doświadczenia przez polskie Kościoły mniejszościowe – rzadkiego w naszych realiach – bycia traktowanym podmiotowo przez katolicką większość. W ekumenicznej specyfice Zjazdu wyczuć można jakiś genius loci, duch tego miejsca. A może raczej genius Adalberti – czyli możliwość odwołania się do osoby św. Wojciecha, zwanego czasem patronem niepodzielonego jeszcze Kościoła.

Wojciechowy duch jedności wyraził się w tym roku zwłaszcza w nowych formach relacji między – zwaśnionymi wszak – prawosławnymi a grekokatolikami. W uroczystości otwarcia X Zjazdu Gnieźnieńskiego brali udział zarówno prawosławny metropolita warszawski i całej Polski, abp Sawa, jak i zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk. Przed referatem abp. Szewczuka modlitwę prowadził prawosławny kapelan Zjazdu.

W swoim wystąpieniu abp Szewczuk zaproponował nawet, aby Gniezno stało się w przyszłości miejscem regularnych trójstronnych spotkań prawosławnych, grekokatolików i rzymskich katolików (a zarazem spotkań rosyjsko-ukraińsko-polskich). Taka inicjatywa mogłaby stać się znakomitą odpowiedzią na deklarację podpisaną przez papieża Franciszka i moskiewskiego patriarchę Cyryla w Hawanie, w której stwierdzono, że „prawosławni i grekokatolicy potrzebują pojednania oraz znalezienia wzajemnie akceptowalnych form współżycia”.

Przybliżenie widzialnej jedności chrześcijan zależy dziś przede wszystkim od mądrych decyzji na najwyższych szczeblach hierarchii. Ale również kościelne „doły” i „średni szczebel” mają tu swoje zadania. Im więcej będziemy robić wspólnie, tym bliżej będziemy siebie i Boga. Aż wreszcie zaistnieje wytęskniona widzialna pojednana różnorodność.

Komentarz zamieszczony w „Przewodniku Katolickim” nr 12/2016.

Więcej o X Zjeździe Gnieźnieńskim pisałem tutaj.