Gdy piszę te słowa, nie wiem, jaki finał przybierze w parlamencie sprawa poprawki budżetowej, przeznaczającej 20 mln zł na państwową dotację dla Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Ale i tak jest o czym myśleć.

Zgłosił tę poprawkę (do budżetu resortu kultury) przewodniczący Klubu Poselskiego PiS, potem sam ją wycofał, wskazując na inny resort. Minister nauki odmówił, gdyż prawo nie pozwala na takie dotacje dla prywatnej uczelni. Premier Beata Szydło poinformowała jednak, że zmieniona poprawka zostanie zgłoszona przez senatorów PiS. Rektor WSKSiM, o. Tadeusz Rydzyk, stwierdził, że uczelnia nie zabiegała o takie wsparcie. Dodał jednak: „Będziemy bardzo wdzięczni, jeżeli będziemy traktowani inaczej niż za rządów PO i PSL”.

Można tę sytuację analizować pod kątem tarć w obozie władzy (dwaj wicepremierzy odmówili dotacji z budżetu swoich resortów). Można by też zastanawiać się, na ile również poprzednie ekipy rządzące wspierały finansowo instytucje bliskie sobie ideowo.

Dla mnie jednak najważniejsza jest inna płaszczyzna. Martwię się, jak tego typu sytuacje wpłyną na sytuację Kościoła katolickiego w Polsce i stan polskiej wiary. Takie pomysły są bowiem jednoznacznie uznawane za przywileje udzielane Kościołowi.

A co o korzystaniu z tego typu przywilejów mówi nauczanie Kościoła? W Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym czytamy (podkreślam najważniejsze słowa): „Kościół […] nie pokłada jednak swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych praw legalnie nabytych skoro się okaże, że korzystanie z nich podważa szczerość jego świadectwa albo że nowe warunki życia domagają się innego układu stosunków”.

Wprowadzana w trybie przyspieszonym dotacja dla prywatnej uczelni (każdej, nie tylko WSKSiM!) jest oczywistym przywilejem. Tu naprawdę chodzi o bardzo duże państwowe pieniądze dla jednej z bardzo wielu prywatnych szkół wyższych – a zatem o uznanie, że ta uczelnia jest „równiejsza” od innych. W dzisiejszej Polsce to właśnie troska o szczerość świadectwa Kościoła wymaga nieprzyjmowania takich nowych przywilejów.

W roku 1050-lecia chrystianizacji Polski władze państwowe z pewnością będą usiłowały ogrzać się ciepłem Kościoła. Historia pokazuje jednak, że na sojuszu ołtarza z tronem Kościół zawsze długofalowo tracił. Ostatnio takie sytuacje stawały się wręcz katalizatorem przyspieszonej laicyzacji – znaczna część społeczeństwa utożsamiała bowiem wiarę z konkretną, przemijającą ideologią polityczną.

W historii Polski społeczna siła katolicyzmu wyrastała ze związku z narodem, a nie z przywilejów władzy. Oby nie usiłowano zmieniać tej tradycji!

Komentarz opublikowany w poznańskim „Przewodniku Katolickim” nr 6/2016