Dyskusja zorganizowana w Europejskim Centrum Solidarności kilkanaście godzin po zamachach terrorystycznych w Paryżu nie mogła nie zacząć się od solidarności z Francją. Tej wypełnionej modlitwą ciszy towarzyszyło logo „Solidarności” we francuskich trzech kolorach.

Tuż przed rozpoczęciem dyskusji miałem okazję po raz pierwszy zwiedzić wystawę ECS. Ukazuje ona korzenie i rozwój „Solidarności”, bardzo mocno akcentując to, co i dla mnie było źródłem moralnej mocy tego ruchu: walkę bez przemocy, porzucenie nienawiści, siłę bezsilnych. Wśród książek podziemnych, których okładki są tu eksponowane, przykuł moją uwagę zbiór wierszy Ernesta Brylla z okresu stanu wojennego zatytułowany „Boże, uchroń nas od nienawiści”. Gdy stałem pod tablicą o artystach wspierających strajk sierpniowy, przypomniała mi się moja ulubiona – będąca wówczas realnym, bardzo trudnym wyzwaniem duchowym – piosenka z tamtych czasów. To „Modlitwa o wschodzie słońca” Przemysława Gintrowskiego ze słowami Natana Tenenbauma: „Ale zbaw mnie od nienawiści, ocal mnie od pogardy, Panie”.

W tym duchu myślę o naszej reakcji na paryskie zamachy. Wiem doskonale, że inicjatorzy i wykonawcy tego terroru w jednym na pewno będą od nas „lepsi” – w nienawiści. Dlatego jeśli nas zarażą nienawiścią, to wygrają.

Wielu pewnie powie, że to naiwne myśleć teraz o własnym duchowym luksusie nienienawidzenia, gdy trzeba się bronić przed agresją. Ale ja chcę być przede wszystkim chrześcijaninem. Jako Polak, Europejczyk, publicysta, komentator chcę być przede wszystkim uczniem Jezusa z Nazaretu. A On uczył miłości nieprzyjaciół.

Słusznie chcemy bronić wartości chrześcijańskich. Często zapominamy jednak o tym, że najbardziej specyficznie chrześcijańską wartością jest miłość nieprzyjaciół. Nie ich pokonanie, lecz miłość! Dlatego trzeba walczyć inaczej – tak jak inaczej walczyła „Solidarność”. Bez taryfy ulgowej dla zła, ale i bez odpowiedzialności zbiorowej. Owszem, trzeba bronić siebie, najbliższych, ojczyzny, Europy – ale po chrześcijańsku, nie za wszelką cenę.

Przypomina mi się inna niezwykła postać, obecna także na wystawie ECS: ks. Jan Zieja, przypomniany tu jako sygnatariusz pierwszego apelu Komitetu Obrony Robotników. Jako młodziutki ksiądz został kapelanem na wojnie polsko-bolszewickiej w roku 1920. Pod jej wpływem stał się pacyfistą, i to radykalnym. Uparcie głosił, że przykazanie „nie zabijaj” oznacza: „nie zabijaj nigdy i nikogo”. Gdy trzeba było, oczywiście został później kapelanem Szarych Szeregów i Komendy Głównej Armii Krajowej. Ale cały czas był w sercu przede wszystkim uczniem Jezusa, który starał się kochać nieprzyjaciół. Trudne to, ale nie niemożliwe.

Fragmenty wystąpienia w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, 14 listopada 2015 r., w ramach Dialogów Dominikańskich (odsłona druga: „Czy Kościół przetrwa?”)