W piątek wieczorem wydawało mi się, że już miałem pomysł na niedzielną homilię. W nocy stało się to, co się stało. Jakby powiedział Albert Camus, dobrze nam znany z lektury, dżuma znów wypuściła swe szczury zarażone bakcylem zła na szczęśliwe miasto. Tym razem padło na Paryż. Ale rano, po na wpół nieprzespanej nocy, pomyślałem, dlaczego miałbym coś zmieniać. Przecież Ewangelia jest niezmienna i nie brzmi inaczej przed czy po zamachu. Nie zmienia swego sensu. Wciąż jest dobrą nowiną, choć wydawać się może coraz słabsza.

Teksty dzisiejszych czytań mogą przerażać. Księga Daniela mówi o „ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały”. Każde pokolenie czytało ten tekst odnosząc go do czasów mu współczesnych. W czasie każdej wojny, zarazy, kataklizmu, nieszczęścia. „Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz” (Rz 8, 35) – wszystko to było udziałem pokolenia św. Pawła i tych, które przyszły po nim. Przecież słowa „Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie” dla każdego pokolenia były i pozostaną tak samo aktualne. Ten ucisk narodów nosi dzisiaj znamię terroru i prześladowania. Także ślepego terroru islamistów, którzy – i niech im to Bóg litościwy wybaczy, jeśli w Niego wierzą – czynią to rzekomo w Jego Imię. Nosi także znamię prześladowania chrześcijan, które – jak mówią badacze – być może jest najokrutniejsze od czasów starożytnych. Wystąp więc Michale, opiekunie dzieci twojego narodu – mamy prawo wołać. Święty Marek mówi, że „po wielkim ucisku” zobaczymy Syna Człowieczego przychodzącego w obłokach. „Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?” (Ps 90). Pytanie o to, gdzie jest Bóg, w takich dniach ciśnie się na usta jeszcze bardziej.

A przecież nie dalej jak w piątek uczyłem swoich studentów, czytając z nimi papieża Benedykta XVI, „że nic nie jest owocem irracjonalnego przypadku, ale wszystko istnieje, bo tak chciał Bóg, należy do Jego planu, którego centrum stanowi zaproszenie do uczestniczenia w życiu Bożym w Chrystusie. Stworzenie rodzi się z Logosu [czyli Słowa, Jezusa Chrystusa] i nosi niezatarty ślad stwórczego Rozumu, który wprowadza ład i kieruje”. I że papież Benedykt bardzo chętnie słowo „Logos” odnoszące się do Chrystusa kojarzy ze słowem logika. Bo świat stworzony przez Boga jest uporządkowany, zaplanowany logiczny. I mówiłem, że z tego samego Słowa wyrasta ekonomia zbawienia, czyli – dosłownie – zarządzanie zbawieniem, plan zbawczy, który wypełni się na końcu czasów, gdy powróci ten, o którym liturgia przyszłej niedzieli powie, że jest Panem i Królem Wszechświata.

I to jest właśnie ten moment, kiedy się zawahałem. Kiedy śledząc wiadomości w Internecie, pomyślałem sobie, że od logiki stworzenia i od ekonomii zbawienia nagle o wiele silniejsze zdają się wydawać anty-logika zniszczenia i anty-ekonomia śmiercionośnego zła. I uświadomiłem sobie, że to jest pokusa niewiary – szatańska zaiste pokusa uznania Szatana choćby chwilowym zwycięzcą. A z tej pokusy rodzi się następna: zastąpić Boga, skoro milczy i nie przychodzi, i samemu wystąpić przeciw złu, złem przy okazji się zarażając. „Kto bowiem mieczem wojuje, ten od miecza ginie” (por. Mt 26, 52). I nie da się inaczej. Kto się chce ze złem wziąć za bary, musi się go dotknąć i pobrudzić. Więc może inaczej: „W obliczu ludzkiej przemocy, prośmy o łaskę serca niezłomnego i wolnego od nienawiści. Niech umiar, powściągliwość i opanowanie, jakie wszyscy okazali do tej pory potwierdzą się w nadchodzących tygodniach i miesiącach; nikt nie poddaje się przerażeniu lub nienawiści. Prośmy o łaskę, byśmy byli twórcami pokoju. Nigdy nie możemy zwątpić w możliwość pokoju, jeśli budujemy sprawiedliwość” – jak powiedział arcybiskup Paryża, kardynał André Vingt-Trois.

I choć w sercu – co jest naturalnym odruchem – rodzi się gniew, to naszą odpowiedzią nie jest nienawiść, ale krzyż Chrystusa, który nie wzywał do zabijania, ale sam dał się zabić – jakkolwiek to naiwnie brzmi we współczesnym świecie, w którym liczą się tylko silni, uzbrojeni i krzykliwi. A przecież właśnie tam, na krzyżu, wbrew już wówczas krzykliwemu światu, „Słowo cichnie, staje się śmiertelną ciszą, ponieważ mówiło, aż zamilkło”. Papież Benedykt – który przecież sam wybrał milczenie – podkreśla: „Jak pokazuje krzyż Chrystusa, Bóg przemawia również milczeniem. W tych mrocznych chwilach przemawia On w misterium swego milczenia”. Te mroczne chwile to nie tylko chwile śmierci Chrystusa, ale także mroczne chwile naszej egzystencji, kiedy doznając zła, które zdaje się coraz bardziej panoszyć, za naszym Panem chcielibyśmy powtórzyć: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. I właśnie w takich chwilach nasza wiara się zaczyna, a nie kończy. Gdy wierzymy, że poza anty-logiką zniszczenia jest Boża logika stworzenia, a za anty-ekonomią śmiercionośnego zła jest Boża ekonomia zbawienia, choć tak trudno w tym świecie jest to dostrzegalne.

Jest w języku polskim takie wyrażenie: położyć na kimś / na czymś krzyżyk. Znaczy to tyle, co zwątpić w kogoś, przekreślić go, zrezygnować, przewidzieć jego koniec. Co roku katolicka diecezja w Montrealu przygotowuje kampanię reklamową. W tym roku był to krzyż na czarnym tle złożony z liter układających się w napis „Faisons une croix sur la haine / Let’s cross out hate”, co można przetłumaczyć jako „Zróbmy krzyż(yk) na nienawiści” albo „Połóżmy krzyż(yk) na nienawiści”. Tak, właśnie tak. Z nienawiścią nie walczy się nienawiścią. Ale jedynie krzyżem. Połóżmy krzyż na nienawiści. Tylko tak zadamy jej śmiertelny cios.