Mój wpis na Fejsbuku, że istnieje „katolicyzm nienawiści” wywołał wiele komentarzy. Oczywiście, że to oksymoron, który jednak mówi wiele. Przypuszczam, że członkowie Ku Klux Klanu byli na co dzień przykładnymi obywatelami, a w niedzielę chodzili śpiewać psalmy do swoich zborów. W swej rasistowskiej ideologii zaś chętnie odwoływali się do religijnej argumentacji. Nienawiść bowiem jest jak pasożyt, który potrzebuje innego organizmu, aby się nim karmić. Tym organizmem może być też religia.

W reportażu E. Åsbrink pt. „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia”, w którym autorka opisuje projekt resocjalizacyji nazistów za pomocą teatru, jest wiele rozważań o naturze zła, także z punktu widzenia psychiatrii. Przywoływany w książce Peter Johansson mówi: „Psychopatów nazywa się rebels without a cause [buntownikami bez powodu]. Psychopaci nie mają żadnego przesłania. Jest tylko nienawiść i potrzeba destrukcji, które szukają ujścia. Nazywanie tego narodowym socjalizmem jest tylko szukaniem kontekstu dla własnych emocji. […] nazizm zaspokaja potrzebę agresji. Ale równie dobrze może to być pozaparlamentarne ugrupowanie skrajnej lewicy”. Psychopaty nie ciągnie więc zatem do tolerancyjnych, demokratycznych systemów, ale do ruchów, które stosują przemoc – twierdzi autorka książki.

Co z tego wynika? Ano tyle, że postawy psychopatyczne, w tym nienawiść, agresja słowna i potrzeba zniszczenia są pierwotne. Oczywiście, być może w swej skrajnej, klinicznej odmianie nienawiść nie potrzebuje niczego, by się zrealizować, ale zasadniczo nienawiść zawsze potrzebuje motywu do działania i autorealizacji. Potrzebuje czegoś na kształt wyzwalacza, katalizatora, czegoś, co tę nienawiść w człowieku podsyci, uruchomi i skanalizuje. Nienawiść jest jak pasożyt, które rozwija się na organizmie żywiciela. Takim żywicielem może być wiele struktur: poglądy polityczne, rasa, narodowość, wyznanie, kolor skóry, język, religia, a nawet przynależność klubowa. Nienawiść doskonale żywi się na przykład sportem, który jest świetnym dostawcą motywów i argumentów do działania. Instytucja kiboli czy pseudokibiców jest doskonałym przykładem na pasożytniczy związek między nienawiścią a sportem. Nazim jest pasożytniczym związkiem między nienawiścią a polityką, a wszelkiego rodzaju deformacje religii typu islamizm pokazują, jak doskonałym żywicielem dla nienawiści może być religia. Religia, która wzywa do nienawiści, nie jest religią. To system nienawiści, który ubiera się w religijne szaty i szuka w religii motywów, które racjonalizowałyby i uzasadniałyby działania nacechowane agresją i destrukcją.

Okazuje się także, że we wszystkich podobnych przypadkach demonstrowanej nienawiści i agresji, czy to za pomocą czynów czy słów, tych „aktywistów” nie interesuje pogłębienie wiedzy o wyznawanej ideologii. Jak pisze Sten Levander, psychiatra, „Argumenty stanowią wyuczoną lekcję, która potwierdza grupową przynależność”. Całą ideologię sprowadza się do nośnych, uproszczonych haseł, na które nieustannie poszukuje się potwierdzenia w zachowaniu tych, wobec których skierowana jest nienawiść.

Mechanizm ten niestety ujawnił się w ostatnich dniach także przy okazji debaty o imigrantach. Wypowiedzi pojawiające się w niektórych środowiskach, które same identyfikują się religijnie i chętnie się do wiary odwołują, pokazały, że wyznawana religia nie tylko nie powstrzymuje ich od wypowiedzi pełnych nienawiści, ale wręcz – w ich przekonaniu – motywuje ich do tego, dostarcza argumentów, uzasadnia i usprawiedliwia tę słowną nienawiść (a także wzywanie do czynnej). Właśnie dlatego napisałem, że obok innych katolicyzmów, istnieje także katolicyzm nienawiści. To taki „chrześcijański islamizm”. Zło w czystej postaci, które dla uzasadnienia siebie sięga po religijne argumenty. Bluźnierstwo najczystszej próby.