Moje „Kłopoty z Antygoną” opublikowane w Rzeczpospolitej wywołały trochę różnych komentarzy. Wskazywano w nich na nieadekwatność porównania lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia do tej literackiej postaci. Podkreślano różnicę między tyrańskim prawem ustanowionym przez Kreona a prawem demokratycznie przyjętym w Polsce. Podnoszono także zarzut zbyt uproszczonej interpretacji dramatu Sofoklesa. Spróbuję się do tego odnieść.

1. W moim artykule świadomie przyjąłem określoną argumentację, jaką jest powołanie się na typową szkolną interpretację lektury. Wydało mi się to o tyle ważne, że nie odwoływałem się do swojej interpretacji postaci, ale chciałem odnieść się do tego, czego nas uczono w szkole. W uproszczeniu: sumienie przed prawem. Jakkolwiek by nie interpretować postaci Antygony, podjęła ona decyzję, która wynika z przekonania, że w sytuacji konfliktu sumienia należy czynić to, co wydaje się moralnie słuszne, a nie to, do czego zobowiązuje nas prawo. Ten model wydaje się nam oczywisty w sytuacji państwa opresyjnego, totalitarnego, tyrańskiego. „Bezprawność prawa” wynika bowiem wówczas nie tylko z tego, jakie jest, ale także z tego, kto je narzucił. W sytuacji demokratycznej kwestia ta staje się mniej oczywista, gdyż – jak się wydaje – legalna władza uchwala legalne prawo. Ale nawet legalne prawo nie musi być dobre, o czym chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Mnóstwo etycznie wątpliwych norm zostało uchwalonych w drodze jak najzupełniej demokratycznej. Czy sam fakt legalności danego prawa jest już wystarczającą racją dla jego obowiązywalności? Instytucja klauzuli sumienia wychodzi naprzeciw tym, którzy nie mogą się zgodzić na niektóre zobowiązania wynikające z prawa. Moim zdaniem, czeka nas poszerzanie zakresu klauzuli sumienia także na inne obszary, aby nie zmuszać nikogo do działania wbrew swemu sumieniu nie tylko w jego prywatnych decyzjach, ale także w tych, które musi podjąć w przestrzeni publicznej, jak np. lekarz.

2. W komentarzach pojawił się także zarzut, że korzystanie z klauzuli sumienia staje się gwałtem na sumieniu drugiej osoby, która staje się przez to przymuszona do działania wbrew sobie, gdyż uniemożliwia się postępowanie zgodnie z jej decyzją, która zresztą zgodna jest z obowiązującym systemem prawnym. Taka sytuacja mogłaby hipotetycznie zachodzić wtedy, gdyby kobieta, która ma prawo dokonać aborcji, była „skazana” na jednego tylko lekarza, który powołuje się na klauzulę sumienia: na przykład, gdy z jakiegoś powodu oboje lądują na bezludnej wyspie. Ale to sytuacja czysto hipotetyczna, w praktyce bowiem kobieta będąca w tym położeniu może udać się do innego lekarza, który nie ma moralnych skrupułów przed podjęciem się takiego zabiegu. Inaczej byłaby to rzeczywiście sytuacja bardzo trudna, gdyż powołanie się na klauzulę sumienia przez jedną osobę uniemożliwiłoby drugiej korzystanie z legalnie nabytych praw (bez względu na to, co o tych prawach myślimy).

3. Pojawiła się też u któregoś z komentatorów sugestia, że do dylematu Antygony zbliżona jest raczej sytuacja kobiety niż lekarza. Przyznam, że nie rozumiem. Zdaję sobie sprawę, że kobieta stojąca przed decyzją aborcji (w sytuacji, gdy ma do tego prawo) przeżywa cierpienie i być może jest to dla niej decyzja stygmatyzująca na całe życie, a może i nawet pozostawiająca w niej trwałe poczucie winy itd., ale przecież nie staje ona wobec żadnego zewnętrznego przymusu sformułowanego na kształt normy prawnej. Ona ma prawo do aborcji w konkretnej sytuacji, ale nikt nie może na niej wywrzeć przymusu, by jej dokonała. Inaczej jest z lekarzem, którego prawo w określonych przypadkach zobowiązuje do wykonania takiego zabiegu, chyba że skorzysta z klauzuli sumienia. O ile kobieta – by uniknąć konfliktu z sumieniem lekarza, co może uniemożliwić jej skorzystanie z prawa do aborcji – może skierować się do innego lekarza, o tyle lekarz – jeśli nie byłoby klauzuli sumienia – nie miałby możliwości wyboru. Kobieta może się pójść do wielu lekarzy, lekarz ma tylko jedno sumienie. Klauzula sumienia jest instrumentem, który pozwala mu nie wkraczać w konflikt wolności z kobietą, która zwraca się do niego z prośbą o wykonanie aborcji. W tej sytuacji każdy ma prawo do skorzystania ze swoich wolności: kobieta z tej, którą daje jej prawo, lekarz – z tej, która powiązana jest z jego sumieniem.

4. Porównanie sytuacji lekarza katolika do Antygony – jak każde porównanie – kuleje. Myślę jednak, że można mówić o wspólnym mianowniku, jakim jest odwołanie się do norm odczytywanych we własnym sumieniu jako norm zobowiązujących. Nie ulega wątpliwości, że działanie zgodne z własnym sumieniem może prowadzić do kolizji z cudzą wolnością. Klauzula sumienia jest – moim zdaniem – instrumentem, który pozwala takiej kolizji uniknąć. Tyranią będzie każdy system, który zechce zawładnąć sumieniem obywatela. Mam nadzieję, że takie czasy mamy już za sobą.