Zamieszanie wokół ostatniego komunikatu z posiedzenia plenarnego Konferencji Episkopatu Polski ma jeden przynajmniej pozytywny skutek uboczny. Chyba jeszcze nigdy Kościół w Polsce, tzn. polscy biskupi – ustami swego rzecznika – nie wypowiedzieli się tak pozytywnie o „środowiskach katolickich uznających otwartość za istotny element tożsamości Kościoła”.

Rzecznik episkopatu zapewnia, że „Konferencja Episkopatu Polski jako całość, a także poszczególni jej biskupi cenią” te środowiska, które zresztą nie zostały wymienione de nomine. Może i dobrze, że nie zostały wymienione, można by bowiem wyliczyć ich za mało bądź za dużo, kogoś niechcący pomijając albo wliczając kogoś, kto z „otwarciem na świat współczesny” w duchu Soboru Watykańskiego II i papieża Franciszka się nie identyfikuje.

Nie znaczy to jednak, że wszelka „otwartość” jest dobra. Są jeszcze bowiem „takie sposoby posługiwania się pojęciem »Kościół otwarty« przez środowiska pozakościelne, które stają się de facto uderzeniem w Kościół”. O kim mowa? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wrócić do początku, czyli do rzeczonego komunikatu, w którym czytamy: „Z kolei środowiska określające się mianem »Kościoła otwartego« niejednokrotnie lansują duchownych i świeckich podważających oficjalne nauczanie Kościoła, a równocześnie dyskredytują tych, którzy stają w obronie prawdy”. Z porównania ze sobą komunikatu i wyjaśnienia doń można wyciągnąć wniosek, że istnieją dwa „Kościoły otwarte”, czy też dwa sposoby jego rozumienia: „wewnątrzkościelny” i „zewnątrzkościelny”. Tym bardziej więc lepiej, że nikt nie został wymieniony z nazwy, można by bowiem niechcący postawić kogoś poza Kościołem, a tam – jak wiemy – nie ma zbawienia.

Zasadę „Extra ecclesiam nulla salus” zawdzięczamy św. Cyprianowi z Kartaginy. Być może mało kto wie, że stwierdzenie to zostało sformułowane w nawiązaniu do Rachab – starotestamentalnej bohaterki biblijnej z Księgi Jozuego. Rachab zajmowała się w Jerychu – mówiąc językiem biblijnym – nierządem. To właśnie w komentarzu do Ewangelii według św. Łukasza, pisząc o Rachab jako typie Kościoła, św. Ambroży nazwał Kościół „casta meretrix”, tzn. „czysta nierządnica”. Jako symbol była nierządnicą, ale w tajemnicy była Kościołem, połączona już z narodami pogańskimi poprzez sakramenty – pisał biskup Mediolanu. Eklezjotypiczne spojrzenie na Rachab obecne było u ojców Kościoła jeszcze przed Ambrożym. Refleksja nad „domem prostytutki” prowadziła ojców do wizji Kościoła, którego natura ujawnia się w napięciu między otwarciem a zamknięciem. Orygenes pytał: „Jeśli myślisz, że możesz żyć, jeśli oddalisz się od Kościoła i będziesz sobie budował inne domy i mieszkania, przypomnij sobie Rachab, prototyp Kościoła, której powiedziano: ‘Ktokolwiek wyjdzie z drzwi twego domu, krew jego spadnie na jego głowę, a my będziemy niewinni’ (Joz 2, 19)”. Innymi słowy, ten kto oddala się od Kościoła, sam ponosi odpowiedzialność za utratę zbawienia. W tej refleksji nad Rachab – Kościołem ważne jest jeszcze jedno stwierdzenie Cypriana, dla którego zasada mówiąca, że poza Kościołem nie ma zbawienia łączy się wprost z ideą macierzyństwa Kościoła: „Nie może mieć Boga za ojca, kto nie ma Kościoła za matkę”.

Niejednokrotnie słyszeliśmy to wyrażenie „Mater Ecclesia” – „Matka Kościół”. O macierzyńską naturę Kościoła upomniał się ostatnio papież Franciszek. Gdy w adhortacji Evangelii gaudium pisze o „Matce o otwartym sercu” mówi właśnie o Kościele. Często też odwołuje się do metafory domu i otwartych drzwi. Kościół „jest jak zawsze troskliwa matka”, a czasem „jest jak ojciec syna marnotrawnego, który pozostawia drzwi otwarte”, a w końcu „jest powołany, aby zawsze był otwartym domem Ojca”, aby ten kto szuka Boga „nie napotkał chłodu zamkniętych drzwi”.

Wróćmy jeszcze do Rachab. Zanim wywiadowcy opuścili jej dom, zostawili jej polecenie: „gdy wejdziemy do kraju, uwiążesz powróz z nici purpurowych u okna, przez które nas spuściłaś, i zgromadzisz u siebie w tym domu: ojca twego, matkę twoją, braci twoich i całą rodzinę” (Joz 2, 18). Powróz z purpurowych nici uwiązany u okna jej domu oznaczał zdaniem św. Ambrożego krew Chrystusa. Przy tej okazji Ambroży dokładnie wyjaśnia, w jakim sensie Rachab była figurą Kościoła. Według niego krew Chrystusa „to znamię przyszłego zbawienia dla ginącego świata. Okazała to Rahab, wszeteczna w swej figurze, ale mistycznie będąca figurą Kościoła, który przed wielu, garnącymi się do niego, łona nie zamyka, a o ile ściślej się z nimi łączy, tym czystszym się staje, jest dziewicą nieskalaną, bez skazy (por. Ef 5,27), całkowicie czystą kochającą lud. To czysta nierządnica, wdowa niepłodna, płodna dziewica. To nierządnica, bo wielu miłośników ją otacza, korzystając z jej miłości, bez skalania jej grzechem. (…) To wdowa niepłodna, która póki mężczyzny nie było, rodzić nie mogła, lecz oto on przybył i zrodziła ten lud, tę rzeszę (wiernych)”.

To prawda, „wyjść ku innym – jak pisze Franciszek – nie znaczy biec do świata bez kierunku i bez sensu”. Prawdą jest jednak także to, że – jak przekonani byli ojcowie Kościoła – natura Kościoła zamyka się w paradoksie. Poza Kościołem nie ma zbawienia, ale i sam Kościół w swym otwarciu nie ma granic. To prawda, że dobrowolne opuszczenie Kościoła nie pozostaje bez konsekwencji, ale prawdą jest także to, że jego płodność jest nieskończona. Dlatego bałbym się osobiście wyliczać, kto jest, a kto nie jest w Kościele, kto jest wewnątrz, a kto pozostaje na zewnątrz. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy ten ktoś akurat nie wspina się po purpurowym powrozie do domu prostytutki.