1. W tradycyjnej ikonografii Iustitia, czyli alegoria sprawiedliwości, jest kobietą. W prawej ręce trzyma miecz, w lewej – wagę. Przyzwyczailiśmy się do tego, że najczęściej przedstawiana jest z zasłoniętymi oczami, stąd też powiedzenie mówiące, że sprawiedliwość jest ślepa. Sprawiedliwość zdaje się nie potrzebować oczu, potrzebuje jedynie ust, w końcu sędzia – a w szerszym znaczeniu cały wymiar sprawiedliwości ma być jedynie – jak twierdził Monteskiusz – „ustami ustawy”. Wystarczy skonfrontować stan faktyczny z normą prawną, by wydać sprawiedliwy wyrok. Są jednak i takie wyobrażenia Iustitii, gdzie brak jest opaski na oczach. Sprawiedliwość bowiem winna najpierw zobaczyć, zanim się wypowie, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe okoliczności. Życie nie jest bowiem algorytmem, także nie jest algorytmem prawnym, nie jest formułą, ale żywą, zmienną rzeczywistością.

2. Ten pozytywizm zamkniętych oczu może stać się także pokusą w Kościele, w religii, w wierze, w mówieniu o Bogu i w Jego imieniu. I dla wielu tak – niestety – jest. Papież Franciszek w Evangelii gaudium pisze: „Niekiedy wierni słuchając języka ściśle ortodoksyjnego, wynoszą coś całkowicie obcego autentycznej Ewangelii Jezusa Chrystusa, ze względu na język przez nich używany i rozumiany. Mając święty zamiar przekazania im prawdy o Bogu i człowieku, przekazujemy im w pewnych sytuacjach fałszywego boga lub ideał ludzki, który naprawdę nie jest chrześcijański. W ten sposób pozostajemy wierni jakiemuś sformułowaniu, ale nie przekazujemy istoty rzeczy. To jest najpoważniejsze ryzyko” (41).

Tak, istnieje także pozytywizm wiary, gdy Kościół staje się dla człowieka przede wszystkim, a może nawet jedynie „ustami ustawy”: normy moralnej, zakazu i nakazu, przykazania, doktryny. W ten sposób zamiast Boga, który ocala człowieka, przekazujemy obraz fałszywego boga i ideał ludzki, który wcale nie jest chrześcijański. Pewno mniej lub bardziej wszyscy jesteśmy ofiarami takiego pozytywistycznego przepowiadania Boga. Owszem, Bóg mógłby nas zbawić „z zasłoniętymi oczami”, mając jedynie usta do proklamowania swoich sprawiedliwych i surowych wyroków. Szczęśliwie dla nas postąpił jednak zupełnie inaczej. Przyszedł, by zobaczyć.

3. Czytam ostatnio książkę „Seksualność Chrystusa”. Autor książki mówi o wczesnorenesansowych wyobrażeniach Chrystusa ukazujących Go w dwóch okolicznościach: przy narodzeniu i przy śmierci. Malarze i rzeźbiarze tamtego czasu, inaczej niż my dzisiaj, ukazywali Jezusa w Jego nagości. Autor dowodzi, że nie był to wcale wpływ odkrycia antyku, ale świadomy zabieg teologiczny. Nagość Jezusa ukazywana przy porodzie i przy śmierci, nagość we wszystkich Jego członkach miała ukazywać Jego człowieczeństwo, w którym był taki sam jak my. Człowieczeństwo, które Słowo przybrało w łonie Maryi, było – jak mówiono od czasów św. Augustyna – „kompletne we wszystkich członkach człowieka”, a św. Leon Wielki dodawał, że Jezus był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, posiadającym „wszystkie własne przymioty i wszystkie nasze” (Totus in suis, totus in nostris).

4. W Ewangelii wg św. Jana zanotowano, że Jezus „nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2, 25). Chciałoby się powiedzieć, że to nie była wiedza teoretyczna, nie tylko ta pochodząca z wiedzy Boga, ale także ta z autopsji, z przeżycia, wiedza o człowieku zrodzona z faktu bycia człowiekiem. Lubię mówić, że podczas Wigilii będziemy się dzielić opłatkiem na pamiątkę Tego, który zechciał podzielić nasz los, wejść w okoliczności naszej kondycji ludzkiej, a te – jak wiemy – nie należały do najprzyjemniejszych. Bo człowiek ujawnia się najpełniej właśnie w okolicznościach, które o wiele bardziej konfrontują jego naturę niż norma i prawo. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” – pisała Szymborska. Chciałoby się powiedzieć, że Bóg wie o nas tyle, ile sam sprawdził.

5. W dzień, kiedy wspominamy Boże Narodzenie, przyjście Syna Bożego na ziemię, życzmy więc sobie jak najmniej opasek na oczach: i tych prawnych, i tych teologicznych, i tych życiowych. Świat, w którym bylibyśmy jedynie ustami ustawy, normy, dogmatu, kanonu byłby tak naprawdę nieludzki. Bóg przyszedł, bo – używając nieco archaicznej formuły – wejrzał na nas. A wejrzeć, to nie tylko „zobaczyć”, ale jednocześnie „zlitować się”. Życzmy sobie wzajemnie takiego życzliwego, dobrego, pełnego miłosierdzia, a przez to prawdziwie sprawiedliwego spojrzenia. Ono bowiem sprowadziło Boga na ziemię.

PS

Niniejszy tekst został pierwotnie wygłoszony na opłatku dla środowiska prawniczego.