Cóż, to fanaberia Franciszka, że nie jeździ limuzyną, nie chce mieszkać w pałacu i że nie cieszą go pomniki. Jest to rodzaj dziwactw przywiezionych spoza Europy, ale pewnie uda się go w końcu ucywilizować − niech tylko przyjedzie z pielgrzymką do Polski.

Papież Franciszek polecił usunąć swój pomnik umieszczony w ogrodzie przylegającym do katedry metropolitalnej w Buenos Aires. Kolejna cegiełka w zbiorze zachowań niestandardowych ani w Kościele, ani w ogóle w świecie.

Papież wymaga wiele – co gorsza sam daje taki przykład ewangelicznego radykalizmu, że wręcz głupio by było choć kroczek nie postąpić za nim w tym kierunku. Na szczęście szybko znaleźliśmy sposób, żeby unieszkodliwić jego słowa i gesty. Metoda jest prosta i nasuwa się sama. Papież pochodzi z Ameryki Południowej − tam żyje się i myśli inaczej. Na europejskie realia nie da się tego przenieść, na polskie już zupełnie nie, nie warto nawet próbować. Z wszelkich starań jesteśmy już na wstępie zwolnieni. Tadam! Czy nie świetny koncept?

Aby uniknąć zarzutu, że pozostaję w sferze własnych wyobrażeń i mówię o sytuacjach, które nie mają miejsca, przytoczę fragment wywiadu, jaki z abp. Józefem Michalikiem przeprowadził „Gość Niedzielny” tuż po konklawe (rozmowa pt. „Papież z pierwszej linii”). Pytanie Bogumiła Łozińskiego: „Franciszek jako metropolita Buenos Aires mieszkał w zwykłym bloku, sam sobie gotował i jeździł miejską komunikacją. Czy taka postawa może być wzorem dla duchownych w Polsce?”. Odpowiedź abp. Józefa Michalika: „Kiedy zostałem biskupem gorzowskim, odczuwaliśmy brak księży, więc postanowiłem, że nie będę miał sekretarza, aby nikogo nie odciągać od duszpasterstwa. Szybko okazało się, że to nie zdaje egzaminu, i to nie ze względu na to, że ja potrzebowałem kogoś, kto by mnie obsługiwał, lecz ze względu na księży, którzy chcieli mieć ze mną łatwiejszy kontakt. Dlatego przestrzegałbym przed zbytnimi skrótami. Czy ewangelizacja zyska na tym, że papież Franciszek opuści stary pałac papieski i zamieszka w bloku? Albo że będzie sobie gotował, zamiast zaprosić na obiad i twórczą rozmowę ciekawych ludzi, jak robił Jan Paweł II?”.

Ucieszyłam się, że taka próba została przez arcybiskupa podjęta. Nie mam też podstaw, by nie wierzyć w to, że została porzucona tylko dlatego, że nie przyniosła dobrych rezultatów. Szkoda jednak, że w odpowiedzi nie pojawia się inny pomysł na pójście śladem Franciszka − propozycja, jak papieski radykalizm przenosić na polski grunt. Zamiast tego pada pytanie o to, czy w ogóle pomysły nowego papieża mają sens. Powtórzmy słowa abp. Michalika: „Czy ewangelizacja zyska na tym, że papież Franciszek opuści stary pałac papieski i zamieszka w bloku?”. Odpowiedź w jakiś sposób kreślą fakty: dziennik „Corriere della Sera” informował, że w pierwszym miesiącu pontyfikatu papież cieszył się zaufaniem 85% Włochów. Deklarowało je 96% katolików i 66% niekatolików. Dzięki temu wzrosło też we Włoszech zaufanie do Kościoła katolickiego: z 46% na początku 2013 r., do 63% po pierwszym miesiącu pontyfikatu (podaję za depeszą KAI). Z kolei magazyn „Vanity Fair” uznał Franciszka za człowieka roku − papież spogląda na nas z okładki tego pisma. Oczywiście, pasterze polskiego Kościoła mogą po cichu krzepić się myślą, że pewnie są to tylko reakcje powierzchowne i nie mają przełożenia na zaangażowanie religijne i kształtowanie postaw. Bo ostatecznie, co bycie blisko ludzi i budowanie zaufania ma wspólnego z ewangelizacją?…

Powracając jednak do kwestii pomnika − jeden ze znajomych, komentując na FB zamieszczoną przeze mnie informację na ten temat, napisał: „Franciszek nie życzył sobie pomnika − tak naprawdę to jego sprawa i nie ma co robić z tego wielkiego wydarzenia”. Obawiam się, że takie myślenie stosować się może szeroko, do wszelkich gestów i zachowań papieża. Cóż, jego fanaberia, że nie jeździł limuzyną, nie chce mieszkać w pałacu i że nie cieszą go pomniki. Jest to rodzaj dziwactw przywiezionych spoza Europy, ale pewnie uda się go w końcu ucywilizować − niech tylko przyjedzie z pielgrzymką do Polski.

PS Niezwłocznie dodać muszę, że odczytywanie wyzwań, jakie przynosi ze sobą papież Franciszek, to zadanie nie tylko dla hierarchii Kościoła, ale także dla każdego z wiernych. Dodajmy: zadanie do wykonania w sytuacji nieco dogodniejszej niż w przypadku biskupów, bo z reguły na pozycjach nie tak wystawionych na widok publiczny.