W piątki można już tańczyć! – tak można by w skrócie przedstawić ostatnią zmianę w przykazaniach kościelnych obowiązujących w Kościele w Polsce. Nowa wersja czwartego przykazania kościelnego, przyjęta na 362. Zebraniu Plenarnym KEP, brzmi obecnie: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w czasie Wielkiego Postu powstrzymywać się od udziału w zabawach”. Zmiana polega na istotnym zawężeniu tego, co kiedyś nazywało się „czasem zakazanym”. Wersja z roku 2004 nakazywała powstrzymywanie się od zabaw w „okresach pokuty”, najnowsza ogranicza ten zakaz jedynie do Wielkiego Postu. Dobrze to czy źle? Odpowiedź prosta nie jest.

Przypomnijmy, że zgodnie z normą Kodeksu prawa kanonicznego (kan. 1250) okres pokuty obejmuje „poszczególne piątki całego roku i czas wielkiego postu”. I to właśnie o owe piątki rzecz cała się rozbija. Coraz liczniejsze były bowiem głosy, że tego przykazania nie da się utrzymać. Jak przyznał bp Marek Mendyk w wypowiedzi dla KAI, powodem, dla którego uległo zmianie sformułowanie czwartego przykazania kościelnego, jest dotychczasowa praktyka częstego przenoszenia uroczystości rodzinnych czy szkolnych na piątek ze względów praktycznych. Tak, coraz więcej studniówek, półmetków, a także wesel odbywa się w piątek. Także kluby i dyskoteki otwierają szerzej w piątek swe podwoje. Żyjemy w świecie, w którym kultura weekendu zaczyna wypierać kulturę niedzieli. Punktem kulminacyjnym dla życia wielu młodych ludzi staje się piątkowo-sobotni clubbing, po którym niedziela jest przede wszystkim dniem odsypiania. Coraz częściej organizatorzy piątkowych imprez zwracali się do proboszczów z prośbą o dyspensę od tego przykazania, a ci najczęściej ją dawali, nie chcąc popadać w konflikt z wiernymi. W konsekwencji to, co powinno być jedynie wyjątkiem (rozluźnienie normy w konkretnym przypadku), stało się powszechnością.

Warto tutaj jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt. Dla wielu sformułowanie z roku 2004 było – z jednej strony – bardziej surowe niż dawna wersja przykazania, a jednocześnie wprowadzało dużo wątpliwości. Czasem zakazanym przestał być już adwent, a rezygnacja ze sformułowania „zabawa huczna” na rzecz „zabawy” bez przymiotnika otwierało także szeroką furtkę interpretacyjną. Także sformułowanie normy poprzez czasownik „powstrzymywać się” nie brzmiało zbyt kategorycznie. Bo jeśli – z jakichś powodów – powstrzymać się nie da, to grzech to czy nie grzech?

Czy rezygnacja z tego pokutnego aspektu piątku to krok w dobrym kierunku? Trudno mi sądzić. Zapewne jest to kolejny symptom szerszego problemu, przed którym stoi współczesny Kościół. Chodzi o pytanie, na ile Kościół powinien być kontrkulturowy, a na ile powinien się dostosowywać do panujących okoliczności. Bp Mendyk powiedział, że podjęto tę decyzję, „wychodząc naprzeciw sytuacji praktycznej”. Ktoś może stwierdzić, że to swoista kapitulacja wobec zmian kulturowych i że nie ma sensu upierać się przy normie, która nie jest respektowana. Dodajmy – przy normie wynikającej z prawa kościelnego, a więc takiej, która podlega historycznym i cywilizacyjnym zmianom. Czyż nie jest to realistyczne podejście do kwestii? Z drugiej strony można jednak powiedzieć, że w wielu Kościołach czy religiach kultywuje się bardziej radykalne tradycje i przykazania, które dla wielu mogą się wydawać nawet anachroniczne.

Inną kwestią jest pytanie, czy nie należałoby w ogóle przedyskutować na nowo, co we współczesnym świecie jest postem i pokutą i czy niektóre formy wcale – mimo nazwy – pokutnego charakteru już dla wielu nie mają, czego przykładem jest rozumienie wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w czasach szerzącego się wegetarianizmu. Może należałoby się powstrzymywać od czegoś zupełnie innego?

Tak czy inaczej, przed Kościołem, a szczególnie przed katechetami i księżmi, stoi kolejne duszpasterskie zadanie: jak wytłumaczyć, że to, co wczoraj jeszcze grzechem było dziś, już grzechem nie jest, a to, co wczoraj było złe, dzisiaj już jest dozwolone? Tak duża zmienność w obszarze norm moralno-prawnych na pewno dobrze nie służy ich przestrzeganiu.

Bp Mendyk mówi, że zniesienie zakazu nie oznacza, że ze strony Kościoła nie ma już zachęty, aby powstrzymać się od zabawy w pozostałe piątki roku, a nie tylko w piątki Wielkiego Postu. Zgadzam się z tym. Przed nami wielka praca nad przywróceniem znaczenia piątku w życiu wiernego: w perspektywie kultury niedzieli oczywiście, a nie kultury weekendu. Nie bez przyczyny zespół, który wylansował przebój „Ona tańczy dla mnie”, nazywa się przecież nie inaczej jak „Weekend”…