Kiedy tak czytałem komentarze po wyborze papieża Franciszka, przypomniało mi się kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego, które wygłosił w III Niedzielę Adwentu 1992 r. Mówił wtedy o czekaniu na przychodzącego Chrystusa i o pytaniach, jakie ludzi sobie z tej okazji stawiają: „Ale czy on będzie demokratyczny czy nostalgiczny; anachroniczny czy postępowy; liberalny czy konserwatywny; tolerancyjny czy zacofany; klerykalny czy neutralny; kosmopolityczny czy nacjonalistyczny?”.

Te i podobne pytania przejawiały się w mediach i rozmowach przed ostatnim konklawe. Czy w ogóle mają one sens w odniesieniu do Kościoła i jego papieża? Pewno jakiś sens mają, przecież dziennikarze jakoś muszą opisać człowieka. Najłatwiej jest to zrobić posługując się schematami i kryteriami, które funkcjonują w publicznym dyskursie, by opisać rzeczywistość. Taki spolaryzowany opis rzeczywistości jest też bardzo wygodny, bo pozwala na wyostrzoną charakterystykę. Pewno wszystkich nas można by jakoś na każdej z tych osi umieścić, także papieża. Trudno się więc dziwić dziennikarzom. Gorzej, gdy w takie schematy opisu popadają ludzie Kościoła, w tym katoliccy publicyści i komentatorzy.

Przed trzema laty, z okazji 5-lecia pontyfikatu papieża Benedykta XVI, pisałem na łamach „Więzi” (4/2010), że posługiwanie się schematem „konserwatywny – postępowy” w odniesieniu do tamtego papieża jest błędem. Błędem byłoby tez mówienie o „papieżu środka”, który poszukuje kompromisu między modernistami i tradycjonalistami, liberałami czy konserwatystami. Papież Benedykt nie szedł ani w prawo ani w lewo, lecz w głąb, wskazując nieustannie na prymat Boga. Dzisiaj gotów jestem napisać te słowa o papieżu Franciszku. I oczywiście będą to słowa płynące z wewnętrznego pragnienia i pewności wiary, a nie faktograficznej pewności budowanej ex post. Wierzę, że papież poprowadzi nas w głąb, wskazując na nowe drogi kroczenia ku Bogu, które dorzuci do tych starych.

Więc dlaczego jest mi smutno? Ano dlatego, że trwa festiwal zagrabiania papieża. Z jednej i drugiej strony obserwuję licytowanie się na interpretację poszczególnych gestów czy słów, które miałyby potwierdzać przyjęte wobec nowego papieża oczekiwania. Jedni odczytują z nadzieją wizytę przy grobie papieża Piusa V – „tego od Mszy trydenckiej”, drudzy ekscytują się papieskim „Buona sera” – z jednego, jak i z drugiego faktu budując swoje wizje przyszłego papieża. Poszukujemy takiego elementu w życiu nowego papieża, który by nam odpowiadał, potwierdzał, że wybór jest zgodny z naszymi oczekiwaniami. Brak mucetu (pelerynki na ramionach) podczas pierwszego błogosławieństwa niektórzy przyjęli wręcz z rozpaczą. Z entuzjazmem za to przyjęto życzenia dobrej nocy, wieszcząc z tego bez mała sekularyzację Kościoła. Inni rozpaczają z powodu nieugiętego stanowiska w kwestiach moralnych. Czasami są to ci sami. Trudno będzie sobie wyobrazić papieża, który niedawno jeszcze jeździł metrem, by nagle zasiadł na sedia gestatoria – na co niektórzy liczyli. Niestety, łatwo popaść w stwarzanie papieża na własny „obraz i podobieństwo”.

Każdy (no, może prawie) potrzebuje uspokojenia, że będzie dobrze, że po jego myśli. A gdyby się tak oderwać od tych własnych wizji? Gdyby tak przyjąć, że żaden gest nowego papieża nie jest ani „za” ani „przeciw”? Że każdy z tych gestów jest jedynie „w głąb”. Że każdy z papieży jest potrzebny Kościołowi po coś? Więcej zaufania wobec Boga, Koleżanki i Koledzy. I więcej ufności, że to wybór Boga – ze wszystkimi konsekwencjami.

Niestety, te pierwsze chwile nowego pontyfikatu aż nadto pokazują kto jest kim i że niejeden z nas bardziej ceni „swój” Kościół niż ten dany od Boga. Na forum jednej ze stron internetowych, która podobno zrodziła się z troski o liturgię przeczytałem: „Właśnie zaczęła się pierwsza msza. Mają w kaplicy piękny ołtarz. Co robią? Oczywiście wstawiają drewniany stoliczek do novus ordo. Żal… Ciekawe czy Franciszek w ogóle wie jak odprawić prawdziwą mszę?”. Zadrżałem.

A ks. bp Zawitkowski swoje adwentowe kazanie wówczas zakończył: „Oni kiedyś zatęsknią. Oni kiedyś z tęsknoty zapłaczą. Tylko teraz, w tym roku, na innego czekają”. I dlatego jest mi smutno.